Loading...

poniedziałek, 27 maja 2013

Rząd Tuska i gaz z łupków zmarnuje


1. W kampanii wyborczej na w dniu 16 września 2011 roku, premier Tusk odwiedził Lubocino w gminie Krokowa w województwie pomorskim, gdzie PGNiG S.A. realizowało swój pierwszy odwiert poszukiwawczy gazu łupkowego.

Oczywiście odbyła się konferencja prasowa transmitowana na żywo przez wszystkie telewizje 24-godzinne, podczas której szef rządu stojąc na tle wieży wiertniczej i tzw. flary czyli płonącego gazu pochodzącego z odwiertu, przedstawiał wizję świetlanej przyszłości naszego kraju w oparciu o dochody z gazu łupkowego.

Mówił że eksploatacja gazu łupkowego rozpocznie się w już w 2014 roku i że dochody z tego tytułu będą wpływały do specjalnie powołanego funduszu, z którego w przyszłości będzie zasilany polski system emerytalny (wzorem miały być rozwiązania norweskie w tym zakresie).

Mówił wtedy do licznie zgromadzonych dziennikarzy „ łupki są, gaz jest o czym świadczy ten płomień” i znacząco pokazywał za siebie.

Zapewniał także, że dobrze przeprowadzone odwierty i eksploatacja nie będą stanowiły zagrożenia dla środowiska naturalnego, czym mieli być uspokojeni mieszkańcy okolicznych miejscowości.

Dopiero niedawno okazało się, że wspomniany płomień, uzyskano nie z palącego gazu pochodzącego z odwiertu ale z gazu ziemnego pochodzącego z wcześniej zbudowanego gazociągu.

A więc typowa dla rządu Tuska PR-owska ustawka choć w tym przypadku nieprawdopodobnie wręcz cyniczna, bo wprowadzająca w błąd polskie społeczeństwo tuż przed rozstrzygnięciem wyborczym ale także ośmieszająca nas w oczach poważnych zagranicznych inwestorów poszukujących gazu łupkowego, którzy przecież musieli wiedzieć, że to zwyczajna hucpa.

2. Później o dochodach z gazu łupkowego zasilających system emerytalny premier Tusk mówił także w swoim expose na w listopadzie 2011 roku, a także na konferencji prasowej w 100 dni swojego rządu w lutym 2012 roku.

Wtedy także poinformował, że zakończone zostały rządowe prace nad częścią fiskalną projektu dotyczącego gazu łupkowego, a więc koncepcją opodatkowania dochodów firm pochodzących z tego wydobycia.

Mijały kolejne miesiące, a do opinii publicznej w Polsce zaczęły docierać coraz bardziej niepokojące sygnały dotyczące wycofywania się wielkich międzynarodowych koncernów naftowo-gazowych z poszukiwań gazu łupkowego w naszym kraju.

Teraz już wiemy na pewno ,że definitywnie z poszukiwań w Polsce, wycofały się dwa koncerny amerykańskie (ExxonMobil Marathon Oil), a także jeden kanadyjski (Talisman Energy), a być może wycofają się kolejne (mówi się, że taką decyzję chce podjąć amerykański Chevron).

3. Coraz częściej w mediach pojawiają się sygnały, że zniechęcenie inwestorów do kontynuowania i intensyfikacji poszukiwań powoduje brak regulacji prawnych dotyczących eksploatacji gazu łupkowego i pożytków z tego tytułu które przypadną inwestorowi.

Premier Tusk pozwolił sobie na konferencji prasowej w Brukseli po szczycie UE, na którym ustalono, że KE zgadza się na dywersyfikację źródeł zaopatrzenia w energię w poszczególnych krajach członkowskich (co ponoć oznacza także zgodę na wydobywanie gazu łupkowego), na zaatakowanie ministra ochrony środowiska we własnym rządzie, który jego zdaniem ma za bardzo rozbudowaną „mentalność ekologa”.

W tej sytuacji w kraju minister Rostowski ogłosił, że jest gotów na rezygnację z opodatkowania dochodów pochodzących z gazu łupkowego do roku 2020 włącznie, co ma ponoć zachęcić inwestorów do intensyfikacji poszukiwań gazu a w konsekwencji i jego komercyjnego wydobycia.

4. Niestety to co dzieje się z w obszarze poszukiwań gazu łupkowego, nie odbiega specjalnie od organizacji żadnej innej dziedziny naszego życia gospodarczego czy społecznego pod rządami Donalda Tuska. Niekompetencja goni niekompetencję, a brak troski o najważniejsze interesy naszego państwa miesza się ze zwyczajnym bałaganem.

Tyle tylko, że akurat poszukiwania i komercyjne wydobycie gazu łupkowego, miało być „priorytetem priorytetów” tego rządu, ze względu na spodziewane przyszłe dochody, które miały zasilić nasz system emerytalny, a także dywersyfikację źródeł energii.

Przy takim rządzeniu, może nie być ani jednego ani drugiego.(Zbigniew Kuźmiuk)

Zbrodniarze na całym świecie trafiają pod sąd. A w Polsce Kiszczak i Jaruzelski bezkarni!


Zbrodniarze na całym świecie trafiają pod sąd. A w Polsce Kiszczak i Jaruzelski bezkarni! - niezalezna.pl
foto: Tomasz Gzell/PAP
Sąd w Warszawie uznał dzisiaj, że Czesław Kiszczak jest zbyt chory, aby uczestniczyć w procesie, w którym miał odpowiedzieć za wprowadzenie stanu wojennego. Wcześniej sąd równie litościwy był dla Wojciecha Jaruzelskiego. Tymczasem na świecie zbrodniarze ścigani są bez względu na wiek i stan zdrowia.

"Z powodu złego zdrowia Czesława Kiszczaka Sąd Apelacyjny w Warszawie zawiesił postępowanie apelacyjne wobec b. szefa MSW w sprawie wprowadzenia w 1981 r. stanu wojennego" - brzmi dzisiejsza depesza Polskiej Agencji Prasowej. Kiszczak ma 88 lat i zły stan zdrowia - to według sąd wystarczy, aby Kiszczak cieszył się bezkarnością, bo tym de facto skutkuje "zawieszenie" procesu. W 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Kiszczaka na 2 lata więzienia w zawieszeniu za udział w tajnej grupie przestępczej, która na szczytach władzy PRL przygotowała wprowadzenie stanu wojennego.

Z tego samego powodu - złego stanu zdrowia - sprawę 89-letniego Wojciecha Jaruzelskiego sąd zawiesił jeszcze latem 2011 r. Bardzo więc prawdopodobne, że nigdy nie stanie już przed sądem za kierowanie tą grupą przestępczą (za co grozi kara do 10 lat więzienia) i podżeganie członków Rady Państwa do przekroczenia ich uprawnień.

W Polsce dwaj czerwoni generałowie raczej już nie zostaną osądzeni za popełnione zbrodnie. Tymczasem w różnych zakątkach świata zbrodniarzy ściga się bez względu na wiek, czy ich samopoczucie.

Kilka tygodni temu niemieccy prokuratorzy zapowiedzieli śledztwo przeciwko 50 mieszkającym w Niemczech byłym strażnikom niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Zarzuty dotyczą pomocy w morderstwie. Na ślad nazistowskich zbrodniarzy wpadli śledczy z Centralnego Urzędu Administracyjnego Sądownictwa Krajowego ds. Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu - placówki zajmującej się od 1958 roku ściganiem nazistowskich zbrodni.
- Podejrzani mieszkają na terenie całych Niemiec i mają po około 90 lat - przyznał Kurt Schrimm, szef placówki.

Także na Węgrzech zbrodniarze nie mogą czuć się bezkarni. W ubiegłym roku prokuratura w Budapeszcie wznowiła śledztwo przeciw Sandorowi Kepiro - byłemu kapitanowi żandarmerii, który figurował na liście Centrum Wiesenthala - najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy wojennych.

Kepiro został oskarżony o współudział w zabójstwie 1200 Żydów, Romów i Serbów zamordowanych 23 stycznia 1942 roku w Novym Sadzie. Jego sprawę podjęto, choć już wcześniej był dwukrotnie osądzony i skazany, ale do tej pory nie poniósł kary. W 1944 roku skazany na dziesięć lat więzienia został uwolniony przez faszystowski reżim Węgier i w tym samym roku uciekł do Austrii, a później uciekł do Argentyny i tam ukrywał się przez niemal pół wieku. Po unieważnieniu wyroków Kepiro wrócił do Budapesztu, ale w archiwach w Belgradzie węgierskie władze odnalazły nowe dokumenty i to dało podstawę do sformułowania nowych zarzutów.

Nie tylko popełniający zbrodnie w czasie II wojny światowej są ścigani przez wymiar sprawiedliwości różnych państw. Telewizje całego świata pokazywały jak były prezydent Egiptu, 85-letni Hosni Mubarak, został wniesiony na sądową salę na noszach. I nikt nie rozczulał się nad losem zbrodniarza. Także dwa tygodnie temu, gdy ubrany w biały więzienny uniform, został na wózku inwalidzkim wwieziony do klatki przeznaczonej dla oskarżonych.( Niezalezna  pl)

Sąd decyduje ws. Kiszczaka


KOMENTARZ:

A kto miałby ich osądzić ? Dzieci i wnuki stalinowskich prokuratorów i sędziów, którym autorzy okrągłego stołu Kiszczak z Jaruzelskim zapewnili bezkarność i nienaruszalność do końca życia ?

PKW – po instrukcje do Moskwy

Jak szef polskiego PKW uczył się w Moskwie organizacji wyborów


​Jak szef polskiego PKW uczył się w Moskwie organizacji wyborów   - niezalezna.pl
foto: kremlin.ru - na zdj. Władimir Putin i Władimir Czurow
24 maja 2013 r. delegacja polskiej Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) w ramach drugiej konferencji, organizowanej wspólnie z Centralną Komisją Wyborczej (CKW) Federacji Rosyjskiej, odwiedziła Moskiewską Komisję Wyborczą (MKW).

Zgodnie z informacją na oficjalnej stronie CKW Rosji, do której dotarł portal niezaezna.pl, na spotkaniu z Polakami rosyjską stronę reprezentował zastępca przewodniczącego rosyjskiej CKW Stanisław Wawiłow, nadzorujący w Komisji kwestie współpracy międzynarodowej w dziedzinie systemów wyborczych. „Przewodniczący MKW Walentyn Gorbunow opowiedział o podstawowych zasadach organizacji pracy MKW, o zasadach utworzenia komisji oraz wsparciu technicznym działalności MKW w trakcie kampanii wyborczej oraz w okresie między wyborami. Przewodniczący polskiej PKW Stefan Jan Jaworski, po wysłuchaniu sprawozdania kolegów, zauważył, że struktura komisji wyborczych w regionach Polski i Rosji jest bardzo podoba. O szczegółach organizacji pracy systemu komisji wyborczych różnych szczebli w Polsce powiedział sekretarz PKW Kazimierz Wojciech Czaplicki. Podczas wizyty w MKW przy „okrągłym stole” uczestnicy konferencji oraz przedstawiciele MKW omówili aktualne kwestie organizacji wyborów w szczególności tworzenia systemów komisji wyborczych w Rosji i Polsce” – czytamy w komunikacie

Jak podało radio RMF FM, gospodarzem spotkania był szef rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej Władimir Czurow, oskarżany w Rosji o fałszerstwa wyborcze. Jak ustalił z kolei portal niezalezna.pl, z tym rosyjskim urzędnikiem polska delegacja spotkała się 23 maja.

Czurow urodził się z Leningradzie. W czasach ZSRR otrzymał solidne wykształcenie matematyczne (liceum matematyczne, wydział fizyki Leningradzkiego Uniwersytetu). Pracował nawet w „biurze konstrukcyjnym aparatów kosmicznych”. Do samego końca 1991 r. był członkiem partii komunistycznej, i co ważniejsze – według leningradzkiej działaczki demokratycznej Mariny Salie – agentem KGB.

KOMENTARZ:
I co tu mówić -nic  dodać nic ująć.Właściwie wiadomość ta nas nie zaskoczyła,przecież wiadomo nie od dziś, że nasz NIE-rząd  musi słuchać nauk płynących z Rosji..Skoro serwery obsługujące wybory w Polsce znajdują się w Rosji , to nic dziwnego ze muszą się "nasi" szkolić w tym, piekielnym  kraju.Władimir Czurow ,szef rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej,specjalista od fałszerstw wyborczych odpowiednio ich wyszkoli i wyda  instrukcje.  Przecież "nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy"-powiedział jego ziomek, Stalin-komunistyczny zbrodniarz.  Będzie tak jak w jego kraju- wygrywać będą wciąż ci sami wymieniając jedynie stołki między sobą.  Nie łudźmy się więc, że wygramy wybory kiedykolwiek, tym bardziej jeśli będzie taka organizacja jak podczas ostatnich wyborów.

środa, 22 maja 2013

Imperium Solorza

 zdjecie

Skandale i oskarżenia

Polsat zasłynął z obrazoburczych programów Kuby Wojewódzkiego, to w tej stacji rozpoczął on wielką karierę telewizyjną. W jednym z jego programów feministyczna działaczka Kazimiera Szczuka wyszydzała Magdalenę Buczek. KRRiT nałożyła na Polsat pół miliona kary za emisję programu.
W lipcu 2011 r., podczas pielgrzymki Radia Maryja, doszło do incydentu na Jasnej Górze. Ekipa Polsatu oskarżyła jedną z osób o napaść. Tymczasem pielgrzymi wskazywali, że to reporterzy prowokowali modlących się ludzi.
W ostatnich miesiącach Polsat wylansował leciwą tancerkę, która publicznie głosiła poglądy, że Polska jest zacofana: „Aborcja to drażliwy temat, ale walczmy z tabu, żeby był jakiś postęp. Ja wiem, że w Polsce nadal istnieje antysemityzm, homofobia, rasizm – mimo że nie mówi się o tym głośno. Trzeba kształtować świadomość ludzi, walczyć z zacofaniem”.
W styczniu 2013 r. na powiązaną z imperium Solorza Superstację KRRiT nałożyła karę w wysokości 70 tys. zł za „treści naruszające przekonania religijne oraz sprzeczne z moralnością i dobrem społecznym”. Superstacja nieustannie atakuje tradycyjne wartości i pamięć narodową. W 2012 r. w rocznicę tragedii smoleńskiej stacja nadała rozmowę z rosyjską dziennikarką Ludmiłą Lwową, w której wykpiwano Jarosława Kaczyńskiego. Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji, opublikowała na portalu Natemat antykatolicki manifest.

Pozamedialne wpływy „Polskiej Partii Solorza”

Solorz był również znany z dobrych kontaktów z politykami. Ukuł się nawet termin tej grupy: PPS – Polska Partia Solorza, która skupiała osoby z prawicy i lewicy. Już w latach 90. prof. Bender wskazywał, że Solorz był w dobrych stosunkach z Kwaśniewskim, Pawlakiem, narodowcami, biskupem Pieronkiem, a redakcję katolicką prowadził Ryszard Czarnecki. Za czasów PO podczas gali Polsatu w loży honorowej zasiadali np. Grzegorz Schetyna, Mirosław Drzewiecki i Bogdan Zdrojewski.
Media przypominały, że również Krzysztof Bondaryk (szef ABW za rządów PO – PSL) był wcześniej związany z firmami należącymi do imperium Solorza (pracował w Erze, Invest-Banku i Elektrimie). Po rozwiązaniu umowy o pracę z Erą otrzymał świadczenia w wysokości prawie 450 tys. zł, wypłacane kwartalnie.
Z Polsatem związany był również prezes zarządu spółki nadawcy Telewizji Republika Piotr Barełkowski. Tworzył on TV Biznes, którą w 2007 r. zakupiła firma Solorza, potem pracował dla grupy Polsat. To Barełkowski reklamował emisję w TV Republika filmu „Strajk” Volkera Schlöndorffa, fałszywie szkalującego pamięć strajkujących robotników w Stoczni Gdańskiej i Anny Walentynowicz. Z tego punktu widzenia pytania o przyszłość tej stacji wydają się bardzo zasadne. Szczególnie że obok wartościowych programów (np. Anity Gargas) telewizja emituje też rozmowy, w których tak doświadczony dziennikarz, jakim jest Bronisław Wildstein, nie potrafił merytorycznie skontrować skandalicznej wypowiedzi przedstawicielki skrajnej lewicy, która wychwalała Jerzego Urbana. Czyżby i w tej stacji istniały wpływy PPS?(Frag.artykułu z Naszego dziennika)

KOMENTARZ:
 PO  OWOCACH  NAS  POZNACIE c.d. !
Nic dodać nic ująć-Piotr Barełkowski, prezes zarządu spółki TV Niezależna, której dzieckiem jest TV Republika, szef niewidoczny, ukryty w cieniu  reklamuje nie gdzie indziej,a  w TV Republika film w którym to fałszywie szkaluje się pamięć strajkujących robotników w tym Anny Walentynowicz ? .To po prostu szok i wielki skandal!  Nic dziwnego,że wychodzą rzeczywiste zamiary w stosunku do TV Trwam.
I to ma być obiektywna TV ? Ręce opadają, a oczy w słup stają !

poniedziałek, 20 maja 2013



Wielka manifestacja w obronie TV Trwam! To wyraz poparcia dla wartości katolickich w życiu społecznym i publicznym


  .



.
Fot. wPolityce.pl
Pod hasłem "Obudźcie się Polacy!" na placu Zamkowym rozpoczęła się manifestacja w obronie TV Trwam i wartości katolickich. Uczestnicy manifestacji mieli biało-czerwone flagi, niektóre z logo Radia Maryja, oraz balony z logo "Naszego Dziennika".

Jedną z osób, która zabrała głos godny uwagi był Jacek Karnowski, redaktor naczelny tygodnika "Sieci" oraz publicysta portalu wPolityce.pl. Przekonywał, że walka o miejsce na multipleksie dla Telewizji Trwam jest czymś niezwykle istotnym dla dzisiejszej Polski:
Szczęść Boże, witam serdecznie. Jestem dumny, że mogę tutaj wystąpić. Jesteśmy w szczególnym miejscu, to miejsce bardzo krwawych walk w Powstaniu Warszawskim. Wspomniał prowadzący o akcji "Orzeł może". Mimo zmasowanej propagandy przyszło tam zaledwie kilkaset osób, tutaj jest na jedno wezwanie kilkadziesiąt razy więcej.
Tam poszli od różowymi szalikami i balonikami, tu są biało-czerwone flagi. Tam ludzie nie przyszli, bo tamtych ludzi nie obchodzi Polska żadna. Ani biało-czerwona, ani różowa, ani tęczowa. Ale nie miejmy pretensji do tamtych ludzi, oni zostali tak wychowani przez swoje media. Te media im wmówiły, że Polska jest nieważna, ci ludzie nie umieją łączyć swojego losu z losem ojczyzny. I to jest dziś najważniejszy podział w Polsce: czy widzimy związek między swoim losem, a potęgą ojczyzny! Widząc skutki, tym bardziej musimy walczyć o swoje media. Żadne unijne, pochwały i komplementy w zagranicznej prasie nie zapewnią Polsce dobrego losu. Tylko Polacy sami wyciągając wnioski, mogą zapewnić dobrą przyszłość Ojczyźnie. I tu media są kluczowe!
- ocenił redaktor naczelny tygodnika " Sieci".
O roli mediów w dzisiejszym świecie Karnowski mówił w kolejnej części przemówienia:
Media, proszę państwa, są różne. Można powiedzieć, że są media nadane Polsce - mają obsługiwać Polaków, bawić, rozrywać. I są media, które są z Polski i dla Polski, które chcą troszczyć się o Polaków. Czujemy, że to podział fundamentalny. Tamte media popychają Polaków ku przepaści, ku zaprzeczeniu najwyższym wartościom. Multipleks to pociąg do medialnej przyszłości Polski. Jeśli ten pociąg odjedzie bez nas, to będą tam tylko oni. Nie chcą sprzedać nawet jednego biletu Telewizji Trwam. Mówili, że multipleks to pluralizacja - ale te stacje na multipleksie są takie same jak te dotychczas, a nawet jeszcze gorsze; jeszcze więcej hucpy, wygłupów i tandetnej muzyki. Tam można mówić o wszystkim, tylko nie o Bogu, honorze i Ojczyźnie. Tylko nie o Polsce
- oceniał Karnowski.
Jako przykład podał permanentne próby opluwania polskich bohaterów i postaci, z którymi identyfikują się dzisiaj kolejne pokolenia dumne z historii swojego kraju:
Nie ma tygodnia, by nie napluli na któregoś z naszych bohaterów narodowych. Wcześniej Armia Krajowa, bohaterowie Szarych Szeregów, teraz rotmistrz Pilecki. Mówią - "robimy to dla prawdy". I można by się zastanawiać, gdyby nie grymas radości i zadowolenia, gdy dokuczą polskim bohaterom narodowym. Bez własnych mediów tych bohaterów nie obronimy. Nie dali miejsca Telewizji Trwam, bo nawet jeden głos jest w stanie dużo zmienić.
Pytajmy się, czy Polacy, którzy zginęli tu, na Placu Zamkowym i we wszystkich innych miejscach świata, czy zginęli za takie media, jak te, które są na multipleksie, czy ginęli za unijne gwiazdki czy za biało-czerwoną, za różowe baloniki czy orła w koronie. I gdzie są te symbole: w mediach multipleksu czy w Telewizji Trwam?
- mówił Karnowski.
I puentował, że walka o miejsce dla Telewizji Trwam, aby przyniosła oczekiwane rezultaty, musi zostać doprowadzona do końcowego sukcesu:
To bardzo ważne, by wygrać tę walkę. Zbyt dużo jest w Polsce spraw niedokończonych, a przecież Polskę silną i nowoczesną zbudujemy tylko wtedy, gdy będziemy kończyli pewne sprawy. Teraz, gdy władza jest ranna, będzie jeszcze bardziej groźna. Tym bardziej trzeba zwiększyć presję, walczyć, naciskać, czekać, aż się załamie. Wtedy wygramy. To już jest blisko.
Szanowni Państwo, zacząłem od marszu "Orzeł może". Nie zjedli orła, może i szkoda, bo wówczas mielibyśmy piękny symbol tego, do czego dążą. Co jednak najważniejsze: mówiąc wprost, orła wrona nie pokona, nawet jeżeli będzie różowa i z czekolady. Bardzo dziękuję.
- zakończył Jacek Karnowski.




fot. wPolityce.pl
Wszystkim, którzy "stworzyli fenomen obrony TV Trwam", dziękował o. Tadeusz Rydzyk w niedzielę, podczas manifestacji w obronie tej stacji oraz wartości katolickich, która odbyła się na placu Zamkowym w Warszawie. Protest przebiegał pod hasłem "Obudźcie się Polacy!".
Sześciogodzinna manifestacja rozpoczęła się w południe od modlitwy Regina Coeli; uczestnicy mieli ze sobą transparenty z napisami "TV Trwam - głos wolnej Polski", "Katolicy, obudźcie się", "Tusk nie chce dać koncesji dla TV trwam, aby zabić Boga i prawdę", powiewały biało-czerwone flagi, niektóre z logo Radia Maryja i "Naszego Dziennika".
Odśpiewaliśmy także hymn Polski i Rotę,prezentowano też fragment homilii Jana Pawła II z 1979 roku, w której papież wypowiedział słynne słowa: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi". Wystąpili m.in.: zespoły: Arisa Vinci, Duo Fenix-Dwa Fyniki, Orkiestra Kopalni Węgla Kamiennego Sośnica w Gliwicach oraz aktorki Halina Łabonarska i Katarzyna Łaniewska.
Na telebimie wyświetlono nagrane wcześniej przemówienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego,który był poza Warszawą:
"Walczymy o telewizję, ale walczymy też o równe prawa polskich katolików. Walczymy po prostu o polską demokrację, o równość obywateli. To dzisiejsze spotkanie w Warszawie to kolejny krok. Jestem przekonany, że krok ku zwycięstwu"
- mówił Kaczyński.
Dyrektor Radia Maryja i Telewizji Trwam o. Tadeusz Rydzyk ocenił, że w Polsce występuje "patologia medialno-polityczno-biznesowa".
Damy radę, tylko trzeba być przy Bogu i przy prawdzie (...). Dziękujemy wszystkim, którzy stworzyli fenomen obrony TV Trwam. Myśleli, że się szybko zmęczymy, a to się dopiero zaczyna
- uznał Rydzyk.
Bez TV Trwam nie będziemy we własnym domu, tego obecna władza nie rozumie, a ci, którzy tego nierozumieją, muszą odejść
- mówił poseł Antoni Macierewicz (PiS).
Zdaniem b. przewodniczącej KRRiT, posłanki Elżbiety Kruk (PiS) nie sposób mówić o przestrzeganiu zasady wolności słowa bez wolnych, pluralistycznych mediów. Jej zdaniem odmowę udzielenia TV Trwam naziemnej koncesji cyfrowej należy traktować jako "podważenie fundamentów demokratycznego ustroju Polski".
Walka o Telewizję Trwam, w którą zaangażowały się miliony obywateli w kraju i za granicą, jest nasza powinnością. To nie jest tylko walka o miejsce na multipleksie, to jest także walka o naszą godność, nasze prawa i naszą wolność
- uznał poseł Andrzej Jaworski (PiS), przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski.
Prof. Janusz Kawecki (Krajowy Komitet SOS dla Telewizji Trwam) powiedział, że w sprawie miejsca na multipleksie dla TV Trwam listy do KRRiT wysłało 2,5 mln osób, zorganizowano 160 marszy w całym kraju.
Fundacja Lux Veritatis, nadawca TV Trwam, była jednym z 17 nadawców startujących w konkursie na cztery wolne miejsca na pierwszym multipleksie cyfrowym (MUX-1); Krajowa Rada rozstrzygnęła go w kwietniu 2011 r. Wniosek Lux Veritatis został odrzucony, bo - zdaniem KRRiT - sytuacja finansowa
Fundacji nie zapewniała powodzenia przedsięwzięcia; Fundacja w minionych latach miała ujemne wyniki finansowe, które były pokrywane np. z darowizn.
Sytuacja finansowa Fundacji na koniec 2010 r. pozwalała na terminowe wywiązywanie się z bieżących zobowiązań, jednak nie miała ona nadwyżki środków, którymi mogłaby finansować koszty nadawania naziemną drogą cyfrową.
Obecnie trwa konkurs na cztery miejsca na multipleksie cyfrowym, w którym także bierze udział nadawca TV Trwam. Wyniki konkursu na znane będą w czerwcu. Nowi nadawcy będą jednak mogli zacząć emisję najwcześniej za rok.

KOMENTARZ:
Ciekawe więc dlaczego ogłoszono,iż wielka manifestacja odbędzie się dopiero we wrześniu,skoro ostatnie miejsca na  multipleksie rozdzielone zostaną w czerwcu? Czy tak będziemy czekać bez końca ? W zimie czekaliśmy na wiosnę,a teraz z kolei na jesień kiedy będzie zimno-czy to żarty? Poza tym dlaczego nie było p.Sakiewicza, podobno jednoczy się z TV Trwam ? Prawdopodobnie zorganizował spotkanie z klubami  "Gazety Polskiej". Akurat w tym dniu  ?Być może dlatego by kluby jego gazety nie wzięły udziału w manifestacji na rzecz TV Trwam ? Niestety to są fakty ,które powinny otwierać nam oczy i bacznie analizować je.Ogólnie było patriotycznie,pięknie mówił m.in.p. Karnowski chociaż niezrozumiałe jest również, dlaczego nie był obecny Wielki Patriota Jan Pietrzak czy Andrzej Rosiewicz,  lecz jakiś odpustowy zespół cygański ?
Mówiąc krótko jak zarazie pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi ????

czwartek, 16 maja 2013

Od Rywina do TV Republika

Czy to możliwe, że naczelnym nowej prawicowej telewizji Republika jest były mason; redaktor naczelny przymila się do portalu Tomasza Lisa, a prezes związany jest z Polsatem Zygmunta Solorza?

Piotr Barełkowski. Zapewne nic Państwu to nazwisko nie mówi. Za to Sakiewicz, Wildstein, Gargas… owszem. To jednak Barełkowski, jako prezes TV Republiki, będzie grał pierwsze skrzypce w stacji konkurencyjnej dla Telewizji Trwam. To on jest „szarą eminencją” rządu Sakiewicza i dlatego warto pochylić się nad jego przeszłością. Z kim współpracował? Dlaczego stawia na niego Polsat? Jakim cudem KRRiT bez szemrania udzieliła Republice koncesji? Czy dobre kontakty Barełkowskiego z Zygmuntem Solorzem oraz Bogusławem Chrabotą (nowym naczelnym „Rzeczpospolitej”) pomogą w przejęciu widzów do tej pory związanych z mediami o. Rydzyka? A w końcu: jaką rolę ma do odegrania nowa telewizja związana tyleż z „Gazetą Polską”, co z Polsatem?

Kogo reklamuje Lis?

W maju Telewizja Republika stała się faktem. Zresztą od zapowiedzi do czynu (łącznie z załatwieniem formalności) nie trzeba było długo czekać. - Sukces telewizji Republika doprowadzi w Polsce do zmian, których nie wymażą żadna medialna nawała ani polityczne intrygi. Powstaje telewizja, jakiej jeszcze u nas nie było, nastawiona na autentyczną debatę i wolna od cenzury – ogłosił niedawno Tomasz Sakiewicz, naczelny „Gazety Polskiej”. Za szyldem nowego medium stoi zwłaszcza Piotr Barełkowski, prezes zarządu spółki TV Niezależna, której dzieckiem jest TV Republika. Barełkowski jest jednak szefem niewidocznym, ukrytym w cieniu Bronisława Wildsteina (redaktora naczelnego Republiki) i Tomasza Sakiewicza, który w nowej telewizji piastuje funkcję wiceprezesa ds. marketingu i rynku abonenckiego. Co ciekawe, jednym z pierwszych działań marketingowych Sakiewicza była promocja Republiki poprzez udzielenie wywiadu portalowi internetowemu Tomasza Lisa NaTemat.pl, który zajmuje się głównie obrzucaniem błotem Jarosława Kaczyńskiego i PiS (poźniej Sakiewicz tłumaczył, że odpowiedział jedynie na pytania jednego z wielu dziennikarzy - dop. Naszapolska.pl). Po takiej „promocji” szybko zareagował „Nasz Dziennik”, publikując komentarz prof. dr hab. Piotra Jaroszyńskiego (notabene stałego felietonisty „Naszej Polski”). - Redaktor Tomasz Sakiewicz, wiceprezes Telewizji Republika, udzielając wywiadu dla portalu NaTemat.pl, podjął się ryzykownego przedsięwzięcia. W mojej ocenie nie wypada reklamować swoich mediów, które uważa się za prawicowe, konserwatywne, w tych o zdecydowanym charakterze lewicowym, promującym antywartości – skwitował sprawę Jaroszyński, dając do zrozumienia, że „taka wypowiedź koniec końców uwiarygodnia ten lewicowy portal i jednocześnie zatraca wyrazistość prawicowych poglądów wypowiadającego”. Podobnego zdania jest dr Hanna Karp, medioznawca, wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. - Okazuje się, że nowa stacja i Tomasz Sakiewicz są bardzo ciepło przyjmowani na portalu internetowym Tomasza Lisa. Wiceprezes TV Republika, która reklamuje się jako alternatywa dla liberalnych mediów i zespół niezależnych, niepokornych dziennikarzy, postanowił promować swoją stację na jednym z najbardziej lewicowych portali, programowo wrogim ideom składającym się na kanon prawicowości. Ale jak widać, nie przeszkadza mu autoryzowanie poglądów tam prezentowanych, skoro w dniu debiutu swojej telewizji udzielił wywiadu portalowi Lisa – napisała w „Naszym Dzienniku” dr Karp.



Kim jest pan Barełkowski?

Człowiek mediów – jak sam siebie określa, wyliczając jednym tchem swoje filmowe dokonania - w mediach nie jest jednak znany. Czy jego dorobek jest kojarzony w Związku Autorów i Producentów Audiowizualnych? - Niestety nie możemy Panu pomóc w tej kwestii, ponieważ nie udzielamy tego typu informacji – odpowiedziała mi Dagmara Kupis-Baran z Stowarzyszenia Filmowców Polskich ZAPA. Okazało się, że Stowarzyszenie Filmowców Polskich jakiejś odpowiedzi udzieli - Piotr Barełkowski nie jest członkiem Stowarzyszenia Filmowców Polskich - poinformował „Naszą Polskę” Grzegorz Wojtowicz, rzecznik prasowy SFP. – Nie słyszałam o nim wcześniej. Kiedy mnie Pan pierwszy raz zapytał o Barełkowskiego z Telewizji Republika, musiałam popytać kolegów filmowców – mówi mi Anna Pietraszek, filmowiec, dokumentalistka, były doradca Zarządu Telewizji Polskiej SA. – Wydaje się, że jest to człowiek, który robił dotąd głównie małe pozycje filmowe, raczej do programów telewizyjnych. W bazie Filmpolski.pl nie figuruje, jeśli nie liczyć trzykrotnego pełnienia funkcji asystenta na planie reżyserskim. Współpracował blisko z Polsatem, stąd ma podobno świetne relacje z Solorzem i Chrabotą. Ma opinię sprawnego i bardzo sprytnego w biznesowym podejściu do mediów, więc być może ten projekt biznesowo będzie udany – dodaje Pietraszek. - Pozostaje jednak pytanie czy telewizja Republika nie jest próbą ze strony „układu”, aby skanalizować dziennikarstwo niezależne w Polsce, a przede wszystkim prawicową publiczność spacyfikować? – pyta po namyśle była doradca Zarządu TVP.

Lewi koledzy i znajomi

Sam Barełkowski uważa się jednak za filmowego wyjadacza, ale nie wiadomo, czy bardziej chodzi o koneksje czy doświadczenie. Anita Czupryn w „Polska The Times” przypomniała, że Barełkowski „pracował i dla Zygmunta Solorza, i współpracował z Lwem Rywinem, tworzył programy dla telewizji publicznej, gdy szefem jednej z anten był Rafał Grupiński”. Dla przypomnienia, Lew Rywin to ten sam Lew Rywin, który w lipcu 2002 r., powołując się najpierw na premiera Leszka Millera, potem na „grupę trzymającą władzę”, zaproponował prezesowi spółki Agora Wandzie Rapaczyńskiej, a także redaktorowi naczelnemu „Gazety Wyborczej” Adamowi Michnikowi umieszczenie w ustawie o radiofonii i telewizji zapisu, umożliwiającego „Agorze” kupno kanału telewizyjnego Polsat w zamian za 17,5 mln dolarów dla SLD i prezesurę kanału dla siebie. Solorz zaś to ten sam Solorz, który jest jednym z 500 najbogatszych ludzi świata, szefem Polsatu, a także byłym agentem Służby Bezpieczeństwa (16 listopada 2006 r. przyznał, że podpisał zobowiązanie do współpracy z Departamentem I MSW PRL. Jako agent do współpracy z wywiadem został zwerbowany 18 października 1983 r. i do 26 czerwca 1985 r. był zarejestrowany pod pseudonimem „Zeg”). Z kolei Rafał Grupiński to ten sam Grupiński, który jest przewodniczącym klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, zaciekłym liberałem i obrońcą Sawickiej, Sekuły i innych bohaterów III RP. Dziwne więc postaci przewijały się w bliskim otoczeniu prezesa Telewizji Republika.

Czupryn przypomina biogram Barełkowskiego od początku. - Przez dwa lata studiował w Poznaniu historię, razem z obecnym senatorem PO Janem Filipem Libickim, choć ten niewiele może o Barełkowskim powiedzieć – napisała dziennikarka „Polski”. Sam Barełkowski wcześnie związał się z filmem i jak twierdzi od razu zaczął współpracę z dużymi nazwiskami. - Byłem zleceniodawcą i producentem filmu Filipa Bajona (w 2010 r. wszedł w skład Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego jako kandydata na urząd Prezydenta RP – dop. red.) "Poznań 56", asystentem Jerzego Hoffmana (w 2005 wszedł w skład komitetu honorowego Włodzimierza Cimoszewicza jako kandydata na urząd Prezydenta RP – dop. red.), pracowałem przy filmie Jerzego Stuhra (w 2011 poparł w wyborach do senatu komitet „Obywatele do Senatu, a w Senacie VII kadencji 6 września 2011 r., powstało koło "Unia Prezydentów – Obywatele do Senatu", które utworzyli ubiegający się o reelekcję z ramienia OdS senatorowie: Paweł Klimowicz, Tomasz Misiak i Marek Trzciński (wszyscy należący wcześniej do Platformy Obywatelskiej) – dop. red.) "Tydzień z życia mężczyzny", współpracowałem też z Lwem Rywinem (w 2013 r. był wiceszefem Radiokomitetu, później został słynnym aferzystą – dop. red.), zrobiłem sto filmów dokumentalnych – wylicza Barełkowski, chociaż nie wiadomo, czy te nazwiska przyciągną do Republiki patriotyczno-katolicką widownię… Co ciekawe, w napisach końcowych wspomnianych filmów Barełkowskiego po prostu nie ma. Jaką rolę tam pełnił? Wydaje się, że niezbyt istotną, ale istotne mogły okazać się kontakty, bowiem o ile sukcesów w filmie Barełkowski wielkich nie osiągnął, to niewątpliwie osiągnął je w biznesie. - Na razie mieszka jeszcze w Poznaniu (tam w marcu powstanie biuro reklamowe TV Republika) i Berlinie, gdzie też prowadzi interesy. Ale już niedługo. Postanowił wygasić swoje inne przedsięwzięcia biznesowe – mówi o Berełkowskim w rozmowie z „Polską” Magda Hilszer, dziennikarka i współpracownica Berełkowskiego. - Zamierzam sprzedać firmy i cały swój życiowy kapitał zainwestować w TV Republika – miał twierdzić prezes Telewizji Republika, który widać ma powody do optymistycznego przekonania, że jego niezależna telewizja nie zostanie zniszczona przez „układ”, a z nią cały zainwestowany w nią kapitał. Według Hilszar, Berełkowski „działał w NZS, od lat związany jest ze środowiskiem prawicowym. Był autorem spotu wyborczego dla byłego prezydenta Poznania, nieżyjącego już Macieja Frankiewicza”. Zaangażował się także w telewizję kablową TV WTK, gdzie zajmował się motoryzacją i – jak twierdzi Hilszar – był pomysłodawcą pierwszych programów w stylu talent show. Miał być, zdaniem dziennikarki, inspiracją dla takich programów jak "Mam talent" czy "Idol" (tyle że ta laurka w jej ustach, niekoniecznie musi podobać się widowni konserwatywnej, dla której większość takich programów to żałosne bazowanie na taniej sensacji, prostych grach psychologicznych i lansowaniu takich autorytetów, jak np. satanista Adam Darski „Nergal”). Od 2005 do 2007 r. był współzałożycielem i współwłaścicielem TV Biznes, który kupił od niego i zmodernizował Polsat News, czyli wspomniany wyżej Zygmunt Solorz. - TV Biznes to uwieńczenie mojej kariery, sprzedałem ją Polsatowi, ale pracowałem w zarządzie, w grupie Polsatu – chwali się Barełkowski. W TV Republika będzie prowadził program „Gospodarka od prawa do lewa”.

Były (?) mason naczelnym Republiki

Bronisław Wildstein jako redaktor naczelny Telewizji Republika także może wzbudzać kontrowersje. Nie tylko za ciepłe słowa, jakie zachował do dzisiaj dla swoich dawnych mistrzów jak Jacek Kuroń, ale ze względu na swoje masońskie korzenie. W książce „Niepokorny” (rozmowa Piotra Zaremby i Michała Karnowskiego z Wildsteinem), Zaremba i Karnowski stwierdzili, że „rzecz obrosła mitami” (przynależność B.W. do masonerii - dop. red.), na co Wildstein wyjaśniał, iż rzeczywiście, był w Wielkiej Loży Narodowej Francji, której jednak nie należy mylić z ateistycznym Wielkim Wschodem. „My wierzyliśmy w Wielkiego Architekta, czyli w Stworzyciela” – mówił znany dziennikarz, po czym dodał: „Spotkałem tam wielu ciekawych ludzi. Potem po powrocie do Polski nawiązałem kontakt z polskimi wolnomularzami”. Na pytanie, co skłoniło go tego akcesu, Wildstein tłumaczył: „Poszukiwanie wiedzy, która byłaby czymś innym niż zbiorem prawd oczywistych i przepisów. Wiedzy ezoterycznej, do której dochodzi się poprzez wtajemniczenie”. Wildstein zadeklarował, że odszedł z masonerii pod koniec lat 90. Na koniec rozmówcy redaktora zaproponowali: „Mógłbyś teraz ujawnić ich tajemnice. Kim byli ci ciekawi ludzie, których tam spotkałeś?”. Wildstein oświadczył: „Odszedłem od nich ostatecznie, choć według ich reguł jestem uśpiony. Ale tego akurat nie będę opowiadał”. „Jesteś wobec nich lojalny?” – dopytywali rozmówcy. „Tylko w tym sensie, że poczuwam się do dyskrecji. Moim zdaniem w tym nie ma nic demonicznego ani naprawdę groźnego, zwłaszcza w Polsce” – skończył definitywnie Wildstein. A więc eks(?)-mason, który mówi o szlachetnych ideałach wolnomularstwa przewodzić będzie telewizji mającej aspiracje do przejęcia tzw. środowiska radiomaryjnego, smoleńskiego, pisowskiego itd. Dziwna to, przyznacie Państwo, historia…

Prawicowy Polstat?

TV Republika na satelicie rozpoczęła emisję 6 maja br. Kanał nadaje serwisy informacyjne, programy publicystyczne prowadzone przez konserwatywnych dziennikarzy oraz dokumenty. Poza Cyfrowym Polsatem kanał dostępny jest w małych sieciach kablowych i w Internecie. Stacja oficjalnie wchodzi w skład pakietu Familijny Max HD. Koncesję bez problemów wydała TV Republika Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, której przewodniczy Jan Dworak. Decyzję KRRiT szybko ogłoszono w kwietniu tego roku na stronie TV Republiki, a bez uszczypliwości (co ciekawe), informację tę relacjonował portal Tomasza Lisa NaTemat.pl (ten sam, który w dniu inauguracji Republiki opublikował wywiad z Sakiewiczem). W ramówce znaleźli się głównie dziennikarze związani z „Gazetą Polską”. Bezsprzecznie w Republice będzie można obejrzeć dużo więcej ciekawych osób i programów niż w TVN, Polsacie czy TVP, ale coraz częściej padają pytania czy przychylność ze strony Polsatu, KRRiT i dziwne konotacje „ojców” TV Republika nie świadczą, że jest to inicjatywa mająca na celu skanalizowanie środowisk prawicowych i przejęcie nad nimi niewidzialnej kontroli.

Robert Wit Wyrostkiewicz - Nasza Polska



KOMENTARZ:

Kilka dni temu poznając szokujące zachowanie p Sakiewicza- mieliśmy kwadratowe oczy, natomiast po przeczytaniu powyższego artykułu..........wychodzą nam z orbit ! Układy układziki i prawda pomału wychodzi na jaw !  Na szczęście Polacy, którzy Polskę mają w sercu- dobrze się orientują i bardzo dobrze oceniają sytuację, czego dowodem są chociażby  przesyłane komentarze.Niemniej to co się dowiadujemy sprawia o zawrót głowy.  Pod przykrywką patriotyzmu robi się kasę i karierę, czyli dobrą minę do złej gry. Już dawno zauważyliśmy dziwne zachowanie osób, które dzisiaj  w TV Republika  pracują, ich niezbyt czyste intencje i dające dużo do myślenia wystąpienia. Podziwialiśmy niektórych za odwagę, a jednocześnie zastanawialiśmy się nad faktem , że nikt ich nie zamyka w więzieniu lub psychiatryku za tak ostre wypowiedzi.Czy to nie jest co najmniej dziwne ?  Poza tym, jak można nagrać film pt."Krzyż", w którym poza "palikociarnią" nie ma nikogo z tych,którzy...........bronili krzyża, często narażając własne życie.
Film więc nie odzwierciedla prawdy,  występują w nim i relacjonują dwie osoby, których nigdy nie widzieliśmy  pod krzyżem. Skąd się wzięli, z kosmosu ?  Trzeba być hipokrytą,by  mówić o prawdzie i uczciwości ,a  robić zupełnie co innego. Pytań i wątpliwości jak widać jest dużo i coraz więcej powstaje-pożyjemy, zobaczymy jakie kolejne niespodzianki p.Sakiewicz i spółka TVR nam szykują ?? 
Jeszcze jedno-nie można już czytać komentarzy na Niezależna pl"
Czy pan Sakiewicz wstydzi się niepochlebnych opinii na swój temat?

wtorek, 14 maja 2013

Proces ws. rzeźby Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. "Mienie zniszczone jest bardziej wartościowe od mienia niezniszczonego"



  PAP | dodane 2013-05-13 (17:50)
    Witold Tomczak wchodzi na salę sądową
  Na rozprawę przyszło blisko 100 osób solidaryzujących się z jednoznaczną postawą posła Witolda Tomczaka (FOT. M. BORAWSKI)

 

Czyja szkoda?


Trudno mówić tu o szkodzie – uważa mec. Janusz Wojciechowski reprezentujący Witolda Tomczaka, któremu zarzucono uszkodzenie rzeźby znieważającej Jana Pawła II.
Biegły wycenił, że koszt naprawy rzeźby to niemal 3 tys. zł, a prokuratura przyjęła kwotę z ubezpieczenia, czyli ok. 40 tys. złotych. Reprezentujący Tomczaka mec. Janusz Wojciechowski złożył wniosek o umorzenie postępowania z uwagi na treść sporządzonej opinii z zakresu rzeźby i metalurgii, ponieważ trudno wskazać tu zaistnienie szkody.
– W ogóle nie możemy mówić o szkodzie w kontekście tak korzystnej wyceny – stwierdził adwokat.
– Oskarżenie jest w tej sytuacji bezpodstawne. Witold Tomczak działał w stanie wyższej konieczności, przeciwstawiając się profanacji wizerunku Ojca Świętego jako obiektu kultu religijnego –podkreślił Wojciechowski.
Adwokat wskazywał przed sądem, że brakuje tutaj ekonomicznej szkody, ponieważ rzeźba zyskała na wartości, a nie straciła, natomiast zaistnienie szkody uzasadnia odpowiedzialność karną.
– Szkody ekonomicznej dla właściciela nie było żadnej, ponieważ rzeźba została sprzedana po renowacji za 86 tys. dolarów – wskazuje adwokat.
Wojciechowski podkreślił, że prokuratura wzięła pod uwagę nierzeczywistą wycenę szkody. Prokuratura w akcie oskarżenia wskazuje, że oparła się na kwocie ubezpieczeniowej wypłaconej właścicielowi rzeźby wynoszącej ok. 40 tys. złotych. Faktycznie rzeźba mogła stracić jakieś 15-20 proc. swojej wartości.
– Pan Tomczak uważa się za osobę całkowicie niewinną – podkreślił jego obrońca. Sędzia Anna Mizak odrzuciła jednak wniosek o umorzenie postępowania. – W ocenie sądu argumenty zawarte w treści opinii biegłego z 9 maja 2013 r., a szczególnie na s. 15, przemawiają za tym, iż wniosek obrońcy nie zasługuje na uwzględnienie i jest zdecydowanie przedwczesny – podkreśliła sędzia.
Zaznaczyła, że w opinii biegłego najkorzystniejsza dla oskarżonego ocena kosztów naprawy rzeźby wynosi ok. 3 tys. zł, ale zawarta jest tam również opinia, że mógł on ponieść koszt całej rzeźby.
Sędzia nie chciała uwzględnić także odroczenia wczorajszej rozprawy. Wojciechowski argumentował, że nie zdążył się dobrze zapoznać z treścią opinii biegłego, a jego klient w ogóle jej nie czytał.
– Bez znajomości tej opinii nie może się bronić, to tak jakby nie znał części akt – wskazywał. – Istnieją bardzo poważne kontrowersje między biegłymi, co zostało uszkodzone, a co nie – dodał.
– Sąd postanowił nie uwzględnić wniosku – skwitowała wnioski obrony sędzia. Wcześniej nie zgodziła się, mimo starań obrony, na rejestrację przebiegu rozprawy przez media, argumentując, że przeszkadzałoby to przebiegowi procesu. – Ten proces jest ważny, o czym świadczą dziesiątki tysięcy listów w tej sprawie – podkreślił Wojciechowski.
Po przystąpieniu do czynności były poseł poczuł się źle i odmówił składania dalszych wyjaśnień. Rozprawa prowadzona była w niewielkiej salce przewidzianej na dwadzieścia osób, do której weszło ponad sześćdziesiąt, a reszta została na korytarzu. Sędzia uznała to za obstrukcję procesową.
– Nie można takiego zachowania uznać za obstrukcję –stwierdził Wojciechowski, składając skargę na warunki prowadzenia procesu w tak małej salce oraz domagając się, żeby toczył się on w „normalnych warunkach, godnych wymiaru sprawiedliwości RP”.
Tomczak złożył wniosek o wyłączenie sędzi Mizak z prowadzenia tego procesu. – Motywuję to różnymi uchybieniami proceduralnymi i łamaniem moich praw do obrony –argumentował Tomczak.
Jednak po ogłoszeniu półgodzinnej przerwy w celu rozpatrzenia wniosku przez sędziego dyżurnego okazało się, że został on odrzucony.
Wojciechowski ponowił wniosek o kolejną ekspertyzę z zakresu socjologii religii. – Mój klient był przekonany, że usuwa profanację obiektu czci religijnej, jakim jest wizerunek Ojca Świętego.

Załączam bardzo dokładne wyjaśnienie posła Tomczaka obecnego w programie "Polski punk widzenia" w TV Trwam,dotyczące powyższego tematu
Oto link:

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/polski-punkt-widzenia-13-05-2013-tv-trwam/






KOMENTARZ:

To jest jakiś absurd! Najpierw pozwala się  na   profanację wizerunku Ojca Świętego oraz na obrażanie uczuć religijnych czego zakazuje Konstytucja,by po 13 latach sądzić człowieka, który zachował się tak,  jak przystoi na prawdziwego Polaka, katolika .Kto dał prawo jakiemuś pseudoartyście , by przekraczając granicę miał czelność znieważać  tak Wielki Autorytet, jakim był i jest  Ojciec Święty. i prowokować Polaków? To chyba celowo dopuszczono do tego skandalu!  To  tylko w Polsce rzeczywiście takie "cuda" mogą mieć miejsce.To jest jawna walka z kościołem, czego dowodem,po tylu latach jest tej "hucpy" c.d. Nawet ze względu na czas powinno to ośmieszające  sąd  przedstawienie ulec przedawnieniu.
A po wtóre  okazało się, że rzeźba , której wartość szacowano na ok. 400 tys., została sprzedana za podwójną kwotę.Wynika z tego, że mienie "zniszczone" jest bardziej wartościowe od mienia niezniszczonego.Czy można wyobrazić sobie większy absurd? W czym więc  problem, skoro właściciel zarobił podwójną sumę? Byłemu posłowi  należy się wobec tego  rekompensata w postaci środków finansowych, za to, że podniósł finansowe walory artystyczne tego „dzieła”,a nie ciąganie go po sądach .
 Wniosek jest taki,że w całej sprawie sądowej chodzi przede wszystkim , by zniszczyć personalnie Pana Tomczaka,obrońcę wartości religijnych i patriotycznych, aby w przyszłości nie mógł nas, Polaków reprezentować w Sejmie, mając np.wyrok skazujący. Warto przypomnieć,że m.in.w Europarlamencie z inicjatywy posła Tomczaka powstała kaplica,a na jego pulpicie zawsze stała flaga biało-czerwona.
To jest niezwykle odważny i prawy człowiek, więc go trzeba gnębić latami,a w konsekwencji zniszczyć. Prokuratura i sądy wciąż się kompromitują,czego  przykładem jest właśnie sprawa dr.Tomczaka, jedna z wielu. Prokuratura powinna sprawę umorzyć, albo w ogóle jej nie podejmować, ale niestety, żenującej kompromitacji sądu c.d.n. Spotkamy się we wrześniu!
Dla nas jest Pan. Tomczak BOHATEREM, PRAWDZIWYM  POLAKIEM i KATOLIKIEM!!!

niedziela, 12 maja 2013

Kwadratowe oczy

Hanna Karp

W sytuacji gdy telewizja publiczna znajduje się w stanie zapaści, a szeroką debatę, która swoją jałowością przypomina pustynny piasek, zdominował polityczny magiel, rusza Telewizja Republika. Jaka będzie ta stacja? Wielu widzom już nie podoba się mezalians z Cyfrowym Polsatem i Zygmuntem Solorzem, niepokój widowni budzili (przynajmniej w wersji, gdy Republika nadawała tylko w internecie) przedstawiciele postkomunistycznej lewicy – poczynając od komentatorów, polityków, redaktorów lewackich portali, młodych fanatyczek genderyzmu, łącznie z dziennikarką reaktywowanej na dniach „Trybuny”.
Teraz, gdy już Republika niedostępna jest w internecie, dochodzą kolejne zaniepokojone głosy. Okazuje się, że nowa stacja i Tomasz Sakiewicz są bardzo ciepło przyjmowani na portalu internetowym Tomasza Lisa. Wiceprezes TV Republika, która reklamuje się jako alternatywa dla liberalnych mediów i zespół niezależnych, niepokornych dziennikarzy, postanowił promować swoją stację na jednym z najbardziej lewicowych portali, programowo wrogim ideom składającym się na kanon prawicowości. Ale jak widać, nie przeszkadza mu autoryzowanie poglądów tam prezentowanych, skoro w dniu debiutu swojej telewizji udzielił wywiadu portalowi Lisa.
„TV Republika pojawiła się na satelicie i w kablówkach. Czujecie, że otwieracie w ten sposób nowy rozdział w historii polskich mediów?” – pyta Sakiewicza pod- ekscytowany dziennikarz. Redaktor dużo i barwnie tłumaczy, ale z jego końcowej wypowiedzi wynika, że jeśli TVN otwierałaby dla niego i jego redakcyjnych kolegów swoje podwoje, nie byłoby właściwie o co z ITI kruszyć kopii. Zaskakująca konstatacja. Bo co to znaczy, że tak bliskim przyjacielem Republiki, pomocnym w promocji stacji w jej strategicznym okresie, już na początku okazuje się Tomasz Lis? Do niedawna największy medialny „ośmieszacz” i „obrzydzacz” postaci śp. Lecha Kaczyńskiego i nieprzejednany oficjalny dziennikarski wróg jego brata i jego partii? Czy jeszcze dużo takich niespodzianek TV Republika nam szykuje? Jej widz pewnie ma już dziś kwadratowe oczy.("Nasz dziennik")


KOMENTARZ:
Powyższy artykuł  otwiera nam oczy i daje.........bardzo dużo do myślenia,byśmy bacznie przyglądali się dalszemu rozwojowi tych zagadkowych i niezrozumiałych posunięć.
Dziwne mówiąc delikatnie ,że Pan Sakiewicz na temat TV Trwam wypowiada się na blogu........ Lisa,jednego z największych wrogów wymienionej stacji katolickiej,wroga Polski i Polaków? Co chce przez to osiągnąć?  I choć nas uspakaja, powinnyśmy bacznie się temu przyglądać, bo nie wiemy rzeczywiście ile jeszcze takich niespodzianek nam szykuje TV Republika ................ PO  OWOCACH   NAS  POZNACIE !  Dużo już przecież było "patriotów", którzy dla osiągnięcia określonego celu pięknie mówili,a co innego robili..Broń Boże i uchroń Polaków przed tym, najgorszym ze scenariuszy!

piątek, 10 maja 2013

  Bez prawdy nie odbudujemy polskiej godności 

- Dziś zaczęliśmy czwarty rok tych marszów i to jest dobra okazja, żeby choć przez chwilę zastanowić się jeszcze raz nad ich sensem. Czy coś dały? Cofnijmy się do okresu sprzed dwóch lat. Ile wtedy wiedzieliśmy o katastrofie? Jak bardzo nas atakowano i jak wielu obawiało się mówić prawdę, nawet wspomnieć o katastrofie, jak wielu obawiało się głośno wspomnieć nazwisko śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - pytał brat śp. Prezydenta RP Jarosław Kaczyński podczas obchodów 37. miesięcznicy Tragedii Smoleńskiej.

W warszawskiej archikatedrze przed mszą św. w intencji ofiar wystąpił zespół wokalny złożony z polskich dzieci z Grodna, które na co dzień ćwiczą i śpiewają w parafii ojców redemptorystów. Zgromadzeni usłyszeli pieśni patriotyczne i religijne. Po mszy św., jak co miesiąc, tysiące uczestników przeszły przed Pałac Prezydencki, gdzie złożono kwiaty.

Głos zabrał prezes PiS Jarosław Kaczyński, który przypomniał, dlaczego co miesiąc gromadzimy się na Krakowskim Przedmieściu i jaki jest efekt comiesięcznych marszów pamięci.

Stwierdził, że "dziś jest inaczej, dziś Polska jest inna". - Zmienił się nastrój, wiemy nieporównanie więcej, dochodzimy do prawdy. Ta prawda już jest blisko. Być może trudna, być może bardzo trudna, ale potrzebna. Bez prawdy nie odbudujemy tego, co zostało tak dotkliwie naruszone po 10 kwietnia 2010 r. Nie odbudujemy polskiej godności. Polskiej, narodowej i państwowej godności. Bo musimy pamiętać, że państwo jest organizacją, ale państwo jest także pewnym bytem moralnym, moralną jakością. Tam, gdzie tego braknie, tam państwo działa źle i musi działać źle. Jeśli - a jestem o tym głęboko przekonany - te marsze przejdą do polskiej historii zapisane złotymi zgłoskami, to wszyscy, którzy w nich uczestniczyli, będą mogli poczytywać to sobie za zasługę dla Polski. To dlatego, że w czasie trudnym bronimy tego, co najważniejsze, co jest fundamentem naszej wspólnoty. Bez godności tak naprawdę nie możemy funkcjonować jako Polacy, jako duży, liczący się europejski naród, którym chcemy być. Droga do tego nie prowadzi przez kłanianie się silniejszym, zgadzanie się na wszystko i dostosowywanie się do każdej, najgłupszej mody. Prowadzi przez budowę polskiej godności, bo jest ona częścią naszej tożsamości, jest częścią polskości - mówił do zgromadzonych Jarosław Kaczyński.

- Będziemy maszerować dalej. Za miesiąc, sześć miesięcy, za rok, a być może nawet za parę lat. Dlatego że warto bronić polskiej godności, upominać się o prawdę i upamiętnienie tych, co zginęli, w tym pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej, który tym prezydentem był naprawdę i nie miał nic do ukrycia. Maszerujemy i będziemy maszerować dalej. Dziękuję - zakończył prezes PiS.



(fot.: Filip Błażejowski/Gazeta Polska)


(fot.: Filip Błażejowski/Gazeta Polska)


(fot.: Filip Błażejowski/Gazeta Polska)


(fot.: Filip Błażejowski/Gazeta Polska)


(fot.: Filip Błażejowski/Gazeta Polska)


(fot.: Filip Błażejowski/Gazeta Polska)





.









Dywan z tulipanów dla śp. Pierwszej Damy

W dzisiejszą, majową miesięcznicę tragedii smoleńskiej poznaniacy uczcili pamięć ofiar katastrofy w wyjątkowy sposób. Przed Pomnikiem Katyńskim przy ul. Fredry ułożyli ogromny dywan z 10000 tulipanów - ulubionych kwiatów śp. Pierwszej Damy Marii Kaczyńskiej.

- Dywan z kwiatów to wyraz naszej szczególnej pamięci o śp. Pani Prezydentowej Marii Kaczyńskiej, wielkiej miłośniczki właśnie tych kwiatów oraz dla uczczenia pozostałych 95 osób, które wraz z Nią zginęły na nieludzkiej ziemi - mówi Zenon Torz, przewodniczący Poznańskiego Klubu "Gazety Polskiej". Jak dodaje, kwiaty to gest hojności Gospodarstwa Ogrodniczego B. M. Szymanowscy.

Tulipany ułożono pod Pomnikiem Katyńskim w Poznaniu przy ul. Fredry. To tam 10 dnia każdego miesiąca mieszkańcy spotykają się, aby uczcić ofiary tragedii w Smoleńsku.

37. miesięcznicę rozpoczęła o godz. 16 Msza Święta odprawiona w kościele Bożego Ciała ul. Krakowska. Po nabożeństwie, o godz. 17 z ulicy Półwiejskiej 1 wyruszył Marsz Pamięci, kierując się w stronę Pomnika Katyńskiego, gdzie o 18 złożono tysiące kwiatów.

(fot. Jakub Błoszyk)


Tulipany były ulubionymi kwiatami Marii Kaczyńskiej. Jedna z 4500 odmian tego kwiatu nosi imię prezydentowej. Uroczystość odbyła się w obecności Marii Kaczyńskiej we wrześniu 2008 r. w ogrodach Ambasady Królestwa Niderlandów w Warszawie. Inicjatorem nadania nazwy był ambasador holenderski w Polsce – Marnix Krop.

Tulipany Maria Kaczyńska mają kremowo-żółty kolor i są jaśniejsze na końcach. Są długie na 50 cm, a termin ich kwitnienia przypada na przełom kwietnia i maja. Słynny holenderski hodowca - Jan Ligthart - zadbał o to, by kwiaty po ścięciu były trwałe i odporne na choroby. Stworzenie tej odmiany zajęło mu 18 lat.

(fot. Jakub Błoszyk)



(fot. Jakub Błoszyk)