Loading...

środa, 30 listopada 2016

Dość bulwersujących akcji Rzeplińskiego? „Prezydent oceni, czy TK działa zgodnie z prawem”



Dość bulwersujących akcji Rzeplińskiego? „Prezydent oceni, czy TK działa zgodnie z prawem”  - niezalezna.pl
W związku z informacjami o dzisiejszym skandalu (kolejnym!) w Trybunale Konstytucyjnym, Marek Magierowski - dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta zapowiedział, że prezydent Andrzej Duda oceni, czy nie doszło w tym przypadku do złamania prawa.

Jeszcze wczoraj zastanawialiśmy się, co zrobi prezes Andrzej Rzepliński w sytuacji, gdy na zwołanym na dziś Zgromadzeniu Ogólnym TK nie stawi się wymagana liczba co najmniej 10 sędziów. Dziś natomiast okazało się, że choć formalnie z powodu braku kworum posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego nie mogło się odbyć, to i tak obecni na spotkaniu przedstawiciele TK omawiali potencjalne kandydatury na następcę Rzeplińskiego.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Zamieszanie w Trybunale. Rzepliński chciał namaścić następcę. Doszło do złamania prawa?

Marek Magierowski zapowiedział, że całą sprawę wnikliwie zbada prezydent Andrzej Duda i oceni czy doszło w tej sytuacji do naruszenia prawa.
 
- Prezydent Andrzej Duda przyjrzy się uchwale Zgromadzenia Ogólnego TK ws. kandydatów na prezesa Trybunału i oceni, czy w tym wypadku TK działał zgodnie z obowiązującym prawem – oznajmił dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta.
Tymczasem na antenie TVP Info prof. Kamil Zaradkiewicz, były dyrektor Zespołu Orzecznictwa i Studiów w Biurze Trybunału Konstytucyjnego zwraca uwagę, że prezydent nie może wybrać żadnego spośród proponowanych dziś przez TK kandydatów.
 
– Jeśli chodzi o dzisiejszy wybór, to moim zdaniem nie ulega wątpliwości, że nawet gdyby te kandydatury zostały przedstawione prezydentowi, to on nie może powołać prezesa spośród osób w ten sposób wyłonionych. Doszłoby do naruszenia procedur [...] Według mnie ten wybór jest nieważny, ponieważ obrady 9 sędziów, zamiast minimum 10 oznaczają, że nie doszło do skutecznego zwołania ZO – mówił prof. Zaradkiewicz.

Odnaleziono ciała wszystkich górnikow.


​Odnaleziono ciała wszystkich górników - niezalezna.pl
W środę wieczorem ratownicy odnaleźli ciała trzech ostatnich górników poszukiwanych po wstrząsie w kopalni KGHM Rudna w Polkowicach. Tragiczne doniesienia oznaczają, że bilans ofiar śmiertelnych wzrósł do ośmiu.

O znalezieniu ciał wszystkich poszukiwanych górników poinformował dyrektor kopalni Paweł Markowski. 
 
Ciała trzech górników ratownicy odnaleźli obok siebie. Tym samym bilans tragicznego wstrząsu to osiem ofiar śmiertelnych
– cytuje Markowskiego TVN.

Do silnego wstrząsu w kopalni miedzi Rudna w Polkowicach doszło we wtorek wieczorem. W jego strefie pracowało trzydziestu górników.
Rozbiórka sowieckiego pomnika

Rozbiórka sowieckiego pomnika - niezalezna.pl
Kolejny pomnik gloryfikujący sowiecką armię legnie w gruzach. Tym razem w Stargardzie.

"Usuwanie części pomnika rozpoczęło się we wtorek w nocy i trwało około pięciu godzin. Ramię dźwigu łańcuchami umocowano do wierzchołka kolumny, a następnie piłą odcięto wykonaną z żelbetonu górną część pomnika o długości czterech metrów. Według ekspertyzy budowlanej, górna część pomnika musiała być usunięta do końca listopada, ponieważ groziła zawaleniem" - podaje Radio Szczecin.

Kolumna Zwycięstwa to ostatni element Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Stargardzie. Na jej szczycie umieszczono Order Zwycięstwa otoczony laurem. Cały kompleks został przekazany polskiej administracji 13 listopada 1945 roku.


Prokuratorzy nic nie wiedzieli,nic nie pamiętają ? "To kompletnie niewiarygodne "

Prokuratorzy nic nie wiedzieli, nic nie pamiętają? "To kompletnie niewiarygodne" - niezalezna.pl
Przesłuchania prokuratorów z Gdańska przez posłów z sejmowej komisji śledczej badającej aferę Amber Gold dały porażający obraz działania śledczych. – Oczywiście błędy to rzecz ludzka, ale tutaj ilość błędów jest porażająca – stwierdziła dzisiaj przewodnicząca komisji śledczej ws. Amber Gold Małgorzata Wassermann.

O kompromitujących zeznaniach prokuratorów, którzy są przesłuchiwani przez posłów od kilku tygodni, informowaliśmy wielokrotnie.

"Mieliśmy już prokuratorów zasłaniających się niepamięcią lub wyjaśniających, że nie wiedzieli, kim był Tomasz Arabski. Teraz na posiedzeniu sejmowej komisji ws. Amber Gold mamy nowy przypadek: śledczą, która "nie potrafi tego wytłumaczyć"...

CZYTAJ WIĘCEJ: Prokurator Borkowska przed komisją ws. Amber Gold. NAJWAŻNIEJSZE CYTATY

Na pytania posłów odpowiadał prokurator Witold Niesiołowski, były szef prokuratury Gdańsk-Wrzeszcz. To właśnie ta prokuratura prowadziła postępowanie dotyczące spółki. – Nie pamiętam z tamtego okresu sprawy Amber Gold, nie zapadła mi w pamięć – mówił m.in. prokurator. 

CZYTAJ WIĘCEJ: ​Nie wiem, nie pamiętam – prokurator Niesiołowski przed komisją ds. Amber Gold

Do tych zeznań, odniosła się dzisiaj na antenie TVP Info, poseł Małgorzata Wassermann, przewodnicząca komisji śledczej.
 
– Widzę bardzo smutny obraz gdańskiej prokuratury. Nie ustaliliśmy ani jednego pozytywnego elementu w tym postępowaniu przez pierwsze dwa lata. Ani jednego przejawu inicjatywy prokuratora. Ze sprawą została młoda policjantka, która powiedziała bardzo istotną rzecz: była wyśmiewana przez referenta, a prok. Kijanko, która prowadziła postępowanie, była w innych sprawach bardzo skrupulatna – mówiła posłanka PiS w programie "Gość Wiadomości".

 
– Oceniam zeznania większości gdańskich prokuratorów jako kompletnie niewiarygodne. Nie jest bowiem możliwa taka kumulacja błędów i to, że na żadnym etapie postępowania nikt się nie interesuje sprawą. Oczywiście błędy to rzecz ludzka, ale tutaj ilość błędów jest porażająca – podkreśliła.

Równocześnie zapowiedziała, że 11 stycznia odbędzie się zamknięte posiedzenie komisji.

- 11 stycznia posiedzenie zamknięte komisji, na którym będziemy decydować, co z wiedzą, którą zdobyliśmy. Ja oceniam zeznania prokuratorów z prokuratury gdańskiej jako kompletnie niewiarygodne. Nie jest możliwym, że jest taka kumulacja błędów i na żadnym etapie nikt się nie interesuje tą sprawą. Ilość błędów jest porażająca - tłumaczyła poseł Wassermann.

A co z ewentualną konfrontacją Donalda Tuska i Michała Tuska?
 
– Przesłanką do takiej czynnością są np. rozbieżne zeznania. Jeżeli tak będzie, to będziemy rozważać taką czynność. Tylko wtedy – dodała.

wtorek, 29 listopada 2016


Za tę akcję Schetyna powinien trafić do więzienia. Wymuszali fałszywe zeznania biciem






Za tę akcję Schetyna powinien trafić do więzienia. Wymuszali fałszywe zeznania biciem - niezalezna.pl
Bicie kluczami po jądrach, zmuszanie do przysiadów nago, do siadania na pałce policyjnej ustawionej na sztorc, gazowanie w zamkniętym samochodzie – tak według relacji uczestników wydarzeń działała policja, wymuszając przyznanie się do winy w czasie Akcji Widelec. Zorganizował ją w 2008 r. Grzegorz Schetyna, dziś entuzjasta KOD. Teraz w sprawie zapadła około setka wyroków uniewinniających. Reszta spośród 752 zatrzymanych wciąż na nie czeka
 
– My musimy pokazać, że chcemy bronić naszej wolności, że nie pozwolimy nikomu jej zabrać – tak o manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji mówił ostatnio Grzegorz Schetyna.

Mecenas Lenkiewicz: to była zaplanowana operacja

Słowa te wypowiedział autor policyjnej akcji, która była najbardziej drastycznym pogwałceniem wolności przez władzę po 1989 r. Polegała ona na zatrzymaniu 752 kibiców Legii Warszawa. – Zatrzymani byli bici na komisariatach. W ten sposób zmuszano ich do przyznania się do winy – mówi mec. Krzysztof Wąsowski, reprezentujący jednego z zatrzymanych w czasie Akcji Widelec. – Kibicom mówiono: przyznaj się, to cię wypuścimy. A jak nie, trafisz do aresztu –stwierdza adwokat Norbert Lenkiewicz.

Mec. Lenkiewicz bronił kibiców, którzy byli sądzeni w Sochaczewie. Przed tamtejszym sądem stanęło ich dwudziestu i wszystkich sąd uniewinnił. – Nie ma wątpliwości, że operację zaplanowano dużo wcześniej, bo na miejscu były oddziały prewencji z różnych stron Polski, nie tylko z Warszawy. Zarówno liczba funkcjonariuszy, jak i przede wszystkim pojazdów będących na miejscu, którymi wywożeni byli kibice, przygotowane były na tak olbrzymią liczbę zatrzymanych – mówi adwokat.

Z kolei Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uniewinnił pod koniec września ub.r. kolejnych siedemnastu kibiców. Według adwokatów wyroków uniewinniających jest już około stu, jednak rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie nie potrafił nam podać dokładnej ich liczby.

Kłamstwa mediów ITI

„Gazeta Wyborcza”, TVN i inne media koncernu ITI mówiły początkowo o akcji z 2 września 2008 r. entuzjastycznie. „Kilkuset pseudokibiców demolowało stolicę” – tak zatytułował swojego newsa nt. tych wydarzeń portal Onet.pl, który był wówczas własnością ITI, podobnie jak skonfliktowany z kibicami klub Legia Warszawa.

Wobec braku zdjęć z rzekomych awantur (których nie było) w TVN24 puszczano archiwalne materiały z rozrób na stadionach. Jako komentatora TVN24 zaprosiła jednego ze swoich szefów, który, będąc stroną konfliktu, wystąpił jako sędzia we własnej sprawie. Wojciech Kostrzewa, prezes grupy ITI, dowodził: „Ci, dla których zadyma jest ważniejsza od meczu, z prawdziwą piłką nie mają wiele do czynienia”.

Symbolem akcji, pamiętanym do dziś, stał się widelec, który policja pokazała jako dowód agresywnych zamiarów kibiców. Prawdopodobnie był on pozostałością po jakimś pikniku, który odbywał się w miejscu, gdzie kibice zostali stłoczeni.
Prawda była zupełnie inna. 2 września 2008 r. duża grupa kibiców Legii zmierzała w stronę stadionu Polonii, gdzie odbywały się derby Warszawy. Jak ustalił sąd w Sochaczewie na podstawie zarówno nagrań policyjnych, jak i monitoringu miejskiego, marsz był spokojny, a policja nie uznawała go za nielegalne zbiegowisko, bo nie nawoływała do rozejścia się. Dopiero pod stadionem kibiców otoczono.

Jak pisał po akcji ówczesny rzecznik stołecznej policji Marcin Szyndler, kibice mieli rzucać racami, kamieniami i próbować sforsować bramę stadionu. Sąd ustalił, że było inaczej. – Materiał filmowy pokazuje, że w stronę stadionu Polonii poleciały trzy lub cztery race. Nie widać rzucania kamieniami, nie ma też próby sforsowania bramy stadionu. Przecież uczestnicy przemarszu byli od niej odseparowani przez policję – mówi mec. Lenkiewicz.

Tych, którzy rzucali, ukarały później sądy, jednak rzucenie kilku rac stało się pretekstem do zatrzymania całego tłumu. Wśród otoczonych przez policję znaleźli się także przypadkowi przechodnie oraz niewidomi wychodzący z pobliskiej siedziby Polskiego Związku Niewidomych. W efekcie 688 osobom prokuratura postawiła zarzuty „czynnego udziału w zbiegowisku, którego celem jest gwałtowny zamach na osobę lub mienie” (pozostali kibice byli nieletni). Mec. Lenkiewicz nie ma wątpliwości, że zarzuty prokuratury były kuriozalne. – Klub Polonia Warszawa ogłaszał, że przed meczem będzie można kupić bilety. Ci ludzie, a przynajmniej przeważająca większość z nich, szli zwyczajnie na mecz. Żadnych przestępstw nie zamierzali popełniać.

Policyjny wywiadowca: zeznania wymuszane były biciem

Zanim jednak doszło do postawienia zarzutów, rozegrały się sceny mrożące krew w żyłach, do jakich nie doszło nigdy w historii III RP.

Najbardziej wstrząsające relacje zamieścił dziennik „Polska The Times”. Redakcja dziennika zebrała kilkanaście relacji o biciu w komisariatach kluczami po jądrach i pałkami po całym ciele, zmuszaniu do robienia pompek i przysiadów nago, pozbawiania snu, picia i jedzenia.

„Dostałam pałką, a kilku dosłownie przebiegło po mnie. »Na ziemię, kur...!«, krzyczeli” – opowiadała roztrzęsiona Agnieszka, 20-letnia studentka polonistyki.„Kopali nas i bili po twarzach, rzucali bluzgi. Mówili, że wreszcie się do nas dobrali” – relacjonował 23-letni student Kamil.

Pawła z Ożarowa, studenta technologii żywności w SGGW, przesłuchiwano w komisariacie przy ul. Raginisa. „Policjant kazał mi zdjąć spodenki i majtki. Musiałem nago robić przysiady. Wyzywał mnie od spaślaków. Każdy, kto wszedł na przesłuchanie, dostawał otwartą dłonią w twarz, zanim jeszcze cokolwiek powiedział. Na krześle stawiali pałkę na sztorc i kazali mi na niej siadać. Podpisałem oświadczenie, bo jeden policjant powiedział, że za godzinę może mnie tu już nie być. A tak trafię na trzy miesiące do aresztu”.

Potwierdzały to wypowiedzi funkcjonariuszy policji, do których dotarli dziennikarze „Polski The Times”. „Szef powiedział mi wprost: masz wszystkich zmusić, by podpisali przyznanie się do winy. Wciskałem więc tym dzieciakom kit, że je zamkniemy, jeśli nie podpiszą oświadczenia. Gdy nie skutkowało, koledzy z kryminalnego brali delikwenta do siebie i tam bicie było” – mówił dziennikarzom tej gazety wywiadowca z jednej z komend w Warszawie.

„Sama nie wiedziałam, jak się zachować” – opowiadała policjantka spod Warszawy. „Komendant powiedział, że przywożą kiboli po zamieszkach, a do mnie na przesłuchania trafiły jakieś spokojne dzieci. Nie potrafiłam zmusić ich do podpisania tych oświadczeń. Ale zarzuty i tak prokurator kazał postawić”.

Sędzia Johann: organizator tej akcji jest przestępcą

Dziennikarze ustalili też, że policja nazwała swoją akcję slangiem zaczerpniętym z języka niemieckich nazistów: „Ostateczne rozwiązanie kwestii kibiców Legii”.
– Wśród zatrzymanych byli zarówno pracownicy najemni, jak i przedsiębiorcy, a nawet pracownicy administracji państwowej wyższego szczebla. Był wśród nich pracownik klubu Legia Warszawa, trafił się nawet jeden cudzoziemiec – mówi mec. Lenkiewicz. My ustaliliśmy, że były wśród nich także dzieci byłego działacza PO oraz asystent jednego z obecnych ministrów. Prokuratura wszystkich ich uznała za przestępców.

Wiesław Johann, były sędzia Trybunału Stanu, mówi: – Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że wszystko było znacznie wcześniej zaplanowane i przygotowane. Odpowiedzialnością za te wydarzenia powinno się przede wszystkim obciążyć osobę, która podejmowała decyzje i wydawała rozkazy. To, co 2 września 2008 r. zrobiła policja, jest przestępstwem ściganym przez polskie prawo karne.

Radca prawny Jacek Bąbka, prezes Fundacji Badań nad Prawem, komentuje: – Ta akcja była nieprawdopodobnym, niebywałym naruszeniem praw człowieka i podstawowych wolności. Władza postanowiła budować swoją popularność na walce z urojoną przestępczością. Aż ciśnie się na usta pytanie: gdzie byli wówczas obrońcy demokracji?

Jak wsadzić Schetynę do więzienia?

Zdaniem mec. Bąbki, mieliśmy do czynienia m.in. z przestępstwem nadużycia władzy czy złamaniem art. 231 Kodeksu karnego. Ale, jak podkreśla Bąbka, doprowadzenie do tego, by Grzegorz Schetyna poniósł odpowiedzialność karną za swoje czyny, nie jest łatwe, bo trzeba by mu udowodnić sprawstwo kierownicze.

Jakie są dowody i poszlaki na kierownicze sprawstwo Schetyny? Niemal zaraz po akcji zwołał on konferencję prasową, na której apelował o wspólną walkę z chuligaństwem. Na tej samej konferencji minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski zapowiedział, że będzie namawiał prokuratorów do twardej postawy wobec chuliganów.

Potem, gdy niektóre media zaczęły ujawniać prawdę o przebiegu wydarzeń, obaj ministrowie przycichli. Jednak rolę Schetyny w akcji potwierdził 30 czerwca 2010 r. w czasie konwencji PO Donald Tusk. „Kiedy trzeba było poskromić po raz pierwszy, z użyciem policji, chuliganów na ulicach Warszawy – tę decyzję podjął, jak pamiętacie, Grzegorz Schetyna – co zrobił PiS i jego szef? Stanął w obronie chuliganów przeciwko policji” – mówił.

Grzegorz Schetyna nie odbierał telefonów od nas, nie zareagował też na SMS z prośbą o ustosunkowanie się do najnowszych wyroków sądów.

Minister Błaszczak: celem był marketing polityczny

Mariusz Błaszczak, obecny minister spraw wewnętrznych, należał do posłów, którzy w 2008 r. interweniowali w obronie kibiców. – Działania policji nie miały uzasadnienia, została ona wykorzystana do celów marketingu politycznego przez ministra Grzegorza Schetynę. W absolutnie skandaliczny sposób potraktowano niewinnych, co teraz orzekł sąd, ludzi – mówi „Gazecie Polskiej”. – Oczekuję od rzecznika praw obywatelskich, by podjął działania w związku z tymi wyrokami – dodaje.
„Bohaterowie” Akcji Widelec nadal pracują w policji, wielu z nich awansowało. Inspektor Piotr Owsiewski, który według naszych informatorów dowodził akcją, jest dziś zastępcą komendanta stołecznego Policji. Chcieliśmy go zapytać o jego odpowiedzialność za tamte wydarzenia. Sekretarka po rozmowie z Owsiewskim poinformowała nas: – Pan komendant nie będzie udzielał informacji w tej sprawie.

Akcję Widelec chwalił wówczas rzecznik stołecznej policji Marcin Szyndler. Dziś jest p.o. rzecznika Komendy Głównej Policji. Gdy usłyszał, że pytamy o Akcję Widelec, postanowił skierować nas do swojego kolegi, rzecznika Mariusza Sokołowskiego, któremu kibice wysyłali później widelce pocztą. Gdy przypomnieliśmy mu jego własne słowa, powiedział, że ustosunkuje się do sprawy po zapoznaniu się ze szczegółami dotyczącymi wyroków.

Co oprócz „marketingu politycznego” mogło kierować Schetyną? W 2008 r. klub Legia Warszawa był skrajnie skonfliktowany ze swoimi kibicami. Jego właścicielem był koncern ITI, będący jednocześnie właścicielem telewizji TVN. Zażyłość Schetyny z Walterem nie była tajemnicą, media komentowały ich bliskie relacje przy okazji meczu gwiazd TVN.

Co na policyjnej akcji mógł zyskać koncern ITI? Po pierwsze, dzięki zakazowi stadionowemu, wydanemu tak dużej liczbie kibiców, mniej gardeł wykrzykujących na meczu hasła atakujące bossa ITI. Po drugie, ITI zainteresowany był stworzeniem przychylnego klimatu dla nowej ustawy o bezpieczeństwie na imprezach masowych, pozwalającej skuteczniej represjonować kibiców. Jak pisaliśmy, jej nieformalnym współautorem był Stefan Dziewulski. Dziewulski niegdyś odpowiadał w Legii za bezpieczeństwo na stadionie. Wcześniej pracował w policji, później w sztabie Euro 2012.

„Wyborcza” przyznaje: to był monstrualny bezsens

Michał Szadkowski i Andrzej Olejniczak z „Gazety Wyborczej” pisali 4 września 2008 r. o „udanej akcji warszawskiej policji, która sprawnie spacyfikowała kiboli Legii”. „741 spacyfikowanych kiboli Legii to tylko promyk nadziei. Sukces policji szybko może zamienić się w klęskę, jeśli bandyci unikną kary” – sugerowali.

Siedem lat później, 3 września 2015 r., Piotr Machajski z tej samej „GW” pisał już o akcji w zupełnie innym duchu, nazywając ją „monstrualnym bezsensem” i stwierdzając, iż „w aktach nie ma ani jednego dowodu (poza protokołem zatrzymania), który wskazywałby, że ktoś rzeczywiście brał »czynny udział w zbiegowisku«”.

Opisał on, jak sprawą akcji Schetyny musiały zajmować się sądy: „Sprawy tak bezsensownie monstrualnej jeszcze w stołecznym sądzie nie było. Prokuratura nie mogła oskarżyć 688 kibiców w jednym procesie, bo nie dałoby się go prowadzić. Podzieliła więc oskarżonych na 10-, 20-osobowe grupy. Takich aktów oskarżenia, różniących się jedynie nazwiskami, prokuratura wysłała do sądu kilkadziesiąt. Do każdego dołączyła zeznania świadków, przede wszystkim policjantów. Było ich blisko 650. Do każdego z aktów oskarżenia prokurator dołączył dokumenty dotyczące wszystkich zatrzymanych. Akta liczyły więc po 115 tomów”. Potem sędziowie „uznali, że w przypadku większości zatrzymanych w ogóle nie doszło do przestępstwa. Zaczęli masowo umarzać sprawy. Prokurator się odwołał, sąd wyższej instancji przyznał mu rację”.

W efekcie ze względu na „ekonomikę procesową” sprawy, których nie były w stanie przeprowadzić warszawskie sądy, zaczęły trafiać do innych miast: Pabianic, Ostrowi Mazowieckiej, Zambrowa, Sochaczewa, Grójca, Skarżyska-Kamiennej, Radomia, a nawet Katowic czy Poznania. Większość nie zakończyła się do dziś.

Działacze antyrasistowscy potępili Widelec

Także na łamach „Gazety Wyborczej” po latach, 20 listopada 2015 r., Akcję Widelec potępili działacze antyrasistowscy, wskazując, że bezsensowne działania policji przyczyniły się do radykalizacji nastrojów politycznych wśród kibiców. „Pochód kibiców Legii zakończył się gigantyczną policyjną łapanką na ponad 700 osób (…), jeśli ktoś próbował uciec, spędził potem noc w ubraniu przesiąkniętym gazem pieprzowym. Brali wszystkich, jak leci, nastolatków, dziewczyny. Ludzie nie mieścili się w celach. To odpowiedzialność zbiorowa” – mówili o akcji, którą chwalili się Tusk, Schetyna i Ćwiąkalski.
 
współpraca Natalia Kozłowska
Zgromadzenie Ogólne TK nie odbędzie się ?
Co wymyśli Rzepliński.....


Zgromadzenie Ogólne TK nie odbędzie się. Sześcioro sędziów nie weźmie w nim udziału" - podał na twitterze prof. Kamil Zaradkiewicz. Aby Zgromadzenie Ogólne Trybunału Konstytucyjnego się odbyło, konieczny jest udział co najmniej 10 sędziów. Chyba że jego prezes Andrzej Rzepliński znowu wpadnie na pomysł, który zaskoczy prawników.

"Rozpoczynający się tydzień będzie kluczowy w walce o normalność w Trybunale Konstytucyjnym" - pisała dzisiaj "Gazeta Polska Codziennie". - "W środę o godz. 9 rozpocznie się Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, na którym prezes Andrzej Rzepliński będzie starał się wprowadzić na swoje miejsce sędziego Stanisława Biernata" .

"Po 12 miesiącach spór o Trybunał wygasa. 19 grudnia mija kadencja prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Dlatego teraz najważniejsze pytanie brzmi: kto będzie jego następcą?" - podała "GPC".

"Warunkiem ważności uchwał ZO jest obecność na nim minimum 10 sędziów. To problem, bo Rzepliński nie ma tylu swoich sędziów. Troje sędziów bojkotuje zgromadzenie w geście solidarności z kolejnymi trzema, którzy nie są przez Rzeplińskiego dopuszczani do orzekania. Zdaniem prof. Kamila Zaradkiewicza to uniemożliwia mu jakiekolwiek działania. – Ani nie doprowadzi do wyłonienia prezesa, a nawet kandydatów na prezesa w sposób zamierzony, czyli z pominięciem nowych sędziów wybranych przez Sejm obecnej kadencji – powiedział portalowi Tysol.pl prof. Zaradkiewicz. O tym, czy okaże się to prawdą, przekonamy się w środę, kiedy zbierze się Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK" 

CZYTAJ WIĘCEJ: Ostatnia runda walki o Trybunał. W środę Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK

We wtorek wieczorem prof. Zaradkiewicz podał informację na twitterze:



Tak stanowi prawo, ale Trybunał Konstytucyjny pod kierownictwem Andrzeja Rzeplińskiego już orzekał w pięcioosobowym składzie, choć powinien w pełnym. Jutro prezes TK znowu wpadnie na jakiś "pomysł"?
Dorota Kania napisała o twarzach KOD-u
Do ataku ruszyli nawet internetowi trolle z.....Rosji
Sekcja Ukraińska i Rosyjska Polskiego Radia dla Zagranicy znalazły się pod ostrzałem w mediach społecznościowych. Grupie internautów nie kryjących swoich prorosyjskich poglądów nie spodobało się, że redakcja przetłumaczyła tekst Doroty Kani „Prawdziwe twarze KOD-u”, który był na czołówce tygodnika „Gazeta Polska” z 23 listopada.

W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się nawet apele o bojkot stron Polskiego Radia dla Zagranicy, które stanowi część radia publicznego.

Główną misją Polskiego Radia dla Zagranicy jest informowanie o wydarzeniach w Polsce, założeniach polskiej polityki zagranicznej, przekazywanie wiadomości na tematy gospodarcze, w tym biznesu i inwestycji zagranicznych.

- Polskie Radio dla Zagranicy dostarcza słuchaczom obiektywnych i bezstronnych informacji o Polsce i polskim punkcie widzenia na wydarzenia w regionie i na świecie. W audycjach ukazywany jest obraz polskiego społeczeństwa i jego dokonań naukowych i kulturalnych – czytamy w opisie stacji.
Czym naraziła się zatem Sekcja Ukraińska i Rosyjska Polskiego Radia dla Zagranicy? Poszło o przetłumaczenie tekstu Doroty Kani dotyczącego Komitetu Obrony Demokracji.

Poniżej zamieszczamy fragment tekstu, który zmotywował do działania całe zastępy internetowych trolli:

Adam Michnik, Jarosław Kurski, Renata Kim, Tomasz Lis, eksperci z Fundacji Batorego – to osoby, które wspierają Mateusza Kijowskiego w działaniach przeciwko rządowi i prezydentowi. Na marszach współorganizowanych przez KOD, a przedstawianych jako protesty różnych grup zawodowych, pojawiają się przede wszystkim ci, którzy wraz z przegraną PO utracili lukratywne kontrakty, wpływy ze spółek skarbu państwa, a także funkcjonariusze służb specjalnych PRL oraz ich tajni współpracownicy.

18 listopada 2015 r. na portalu internetowym Studio Opinii ukazuje się artykuł Krzysztofa Łozińskiego pt. „Trzeba założyć KOD”. Autor – od lat znany z krytyki PiS oraz Lecha i Jarosława Kaczyńskich – wzywa „autorytety” do założenia ruchu, który będzie walczył o przestrzeganie demokracji. Na jego czele mają stanąć ludzie znani, którzy publicznie będą reprezentantami spontanicznie powołanej inicjatywy. Liderem KOD zostaje Mateusz Kijowski, który wcześniej był znany wąskiej grupie osób z tego, że publicznie wkładał spódnice jako protest przeciwko gwałtom i przemocy. Dziś już wiadomo, że ruch społeczny, jakim miał być KOD, nie walczy o żadną demokrację, lecz w rzeczywistości zrzesza ludzi niezadowolonych z utraconych przywilejów i korzyści, które mieli za czasów rządów PO-PSL, i tęskniących do powrotu poprzedniej władzy. Według oficjalnych danych KOD jest finansowany ze zbiórek publicznych. Z dokumentów złożonych w MSWiA wynika, że KOD zebrał od anonimowych darczyńców 1 094 754,70 zł. Inną zbiórką publiczną przeprowadzoną przez KOD była zbiórka komitetu obrony przed PiS, podczas której zgromadzono ponad 22 tys. zł.

Po zarejestrowaniu KOD w jego poparcie zaangażowały się media sprzyjające PO i Bronisławowi Komorowskiemu. Nie było tygodnia, by nie pisano o KOD w kontekście walki o demokrację; w miasteczku ruchu usytuowanym przed Kancelarią Premiera pojawiali się dziennikarze Adama Michnika; na marszach KOD widać było polityków opozycji i dziennikarzy „Newsweeka”. Okazuje się, że nie są oni jedynie uczestnikami, lecz zaangażowanymi w walkę z PiS działaczami KOD – wśród nich jest m.in. Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, czy Renata Kim, publicystka tygodnika „Newsweek” i portalu internetowego Onet.pl.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Takich rozmów nigdy wcześniej nie było. „To mają być relacje oparte na wzajemności”


Dodano: 28.11.2016 [19:03]
Takich rozmów nigdy wcześniej nie było. „To mają być relacje oparte na wzajemności” - niezalezna.pl
foto: P. Tracz/KPRM
- Bez względu na to, czy jest, czy nie jest w Unii Europejskiej, Wielka Brytania pozostaje partnerem strategicznym Polski. Mamy wiele wspólnych tematów, jeśli chodzi o gospodarkę i obronność. (...) Ustaliliśmy wspólnie plany na przyszłość. Podjęliśmy wspólne zobowiązania. Te rozmowy będą kontynuowane w tym formacie. W 2017 roku konsultacje odbędą się w Warszawie - stwierdziła premier Beata Szydło w Londynie, na wspólnej konferencji z szefową brytyjskiego rządu Theresą May.

Polska premier oraz ministrowie jej gabinetu goszczą dziś w Londynie na - pierwszych w historii - polsko-brytyjskich konsultacjach międzyrządowych. Szefowe rządów rozmawiały m.in. o współpracy dwustronnej, bezpieczeństwie międzynarodowym oraz sytuacji Polaków w Zjednoczonym Królestwie. Taka formuła była dotąd rzadko stosowaną przez stronę brytyjską, dotychczas realizowano ją jedynie w kontaktach z Francją.

Jeszcze przed wylotem do Londynu premier Beata Szydło mówiła:

Otwieramy nowy rozdział we współpracy z Wielką Brytanią.

Na wspólnej konferencji prasowej szefowa polskiego rządu stwierdziła:

Pytanie dotyczące Brexitu jest nieco daleko idące. Brexit będzie na pewno interesującym doświadczeniem dla krajów UE, ale to przed nami. Będziemy [o tym] rozmawiali, gdy Wielka Brytania zrobi pierwszy krok. (...) Dziś możemy rozmawiać o Brexicie jako o fakcie, który miał miejsce w wyniku referendum. Dla nas niezwykle istotne będzie, jakie będą gwarancje dla obywateli Polski w Wielkiej Brytanii. To mają być relacje oparte na wzajemności, jeśli chodzi o obywateli Wielkiej Brytanii w UE.
W czerwcu br. Brytyjczycy w ogólnokrajowym referendum zadecydowali, że ich kraj powinien opuścić Unię Europejską. Po tej decyzji do dymisji podał się premier David Cameron. Do Brexitu ma dojść w ciągu najbliższych kilku lat (mówi się o 2018 lub 2019 roku).

Czytaj więcej: Wielka Brytania opuści UE. Z czym będą musieli zmierzyć się mieszkający tam Polacy?


Premier @BeataSzydlo po  jest dla nas partnerem strategicznym i w kolejnych miesiącach będziemy pogłębiać nasze relacje


Premier @BeataSzydlo o : Dziękujemy także za pomoc i wsparcie rządu w przypadkach aktów przemocy wobec Polaków w .

Beata Szydło nie szczędziła życzliwych słów wobec brytyjskiej premier.


Chcę podziękować za symboliczne dwa gesty, które Theresa May wykonała. Dziękuję, że mogliśmy wspólnie złożyć kwiaty pod pomnikiem polskich lotników. Dziękuję też, że mogliśmy porozmawiać z weteranami. Bezprecedensowe jest dla mnie zaproszenie liderów Polonii, to jest dla mnie niezwykle istotne. Dziękuje za to, za docenienie Polski i Polaków. Dziękuję za pomoc i wsparcie jakie uzyskali nasi obywatele Wielkiej Brytanii
- powiedziała. 


Przed rozmowami Beata Szydło wraz z szefową brytyjskiego rządu złożyła kwiaty pod Pomnikiem Lotników Polskich w Northolt, upamiętniając heroizm żołnierzy z Dywizjonu 303, jednej z najlepszych i najskuteczniejszych jednostek myśliwskich w czasie II wojny światowej. Podczas bitwy o Anglię polscy piloci zestrzelili 110 niemieckich samolotów – najwięcej spośród dywizjonów myśliwskich biorących udział w walkach. Co roku we wrześniu pomnik w Notholt jest jednym z głównych miejsc obchodów kolejnych rocznic bitwy o Anglię.