Loading...

niedziela, 19 lutego 2017

Polska w remoncie: Polacy odzyskają pieniądze z OFE!



Polska w remoncie: Polacy odzyskają pieniądze z OFE!
Fot. M. Mytnik, lic. CC BY-SA 3.0 via Wikipedia


1. W wywiadzie, jakiego udzielił Gazecie Polskiej wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki, po raz kolejny powtórzył, że 75% środków znajdujących się w Otwartych Funduszach Emerytalnych trafi bezpośrednio do obywateli na ich konta emerytalne.
Stwierdził „nie zabierzemy ich do budżetu jak to zrobiła poprzednia koalicja PO-PSL przejmując 150 mld zł środków z OFE”.
Dodał także, że „pozostałe 25% tych środków trafi do zarządzania przez Polski Funduszu Rozwoju (PFR), wzmacniając obecny system emerytalny”.
2. Przypomnijmy, że pod koniec poprzedniego roku Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów, podjął kierunkową decyzję, że od 1 stycznia 2018 roku 75% obecnych aktywów OFE (103 mld zł), zostanie przekazane na Indywidualne Konta Emerytalne wszystkich 16,5 mln uczestników OFE (średnio po 16,3 tys. zł na osobę), a pozostałe 25% (35 mld zł) zostanie przekazanych do zarządzania przez wspomniany PFR.
Jednocześnie nastąpiłoby przekształcenie OFE w „Fundusze Inwestycyjne Polskich Akcji”, a Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE) byłby 
przekształcone w Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI).
W ten sposób TFI zarządzałyby środkami w kwocie ponad 100 mld zł pomnażając je na rzecz przyszłych emerytów z daleko większą efektywnością niż do tej pory OFE (środki im powierzone z roku na rok maleją zamiast rosnąć), natomiast PFR stałby się realnym buforem finansowym obecnego systemu emerytalnego.
3. Przypomnijmy także, że w 2013 roku rząd PO-PSL przejął bezpośrednio150 mld zł aktywów OFE i w ten sposób zmniejszył wydatki budżetu państwa na 2014 rok o 23 mld zł (o 8 mld zł mniejsze wydatki na obsługę części krajowej długu publicznego i o ponad 15 mld zł zmniejszone dotacje do FUS) i w związku z tym deficyt budżetu państwa na rok 2014 wyniósł „tylko” 47,7 mld zł, a nie około 70 mld zł.
Drugim skutkiem ówczesnej tzw. reformy OFE była wyraźna poprawa dramatycznej do tej pory sytuacji w całym systemie finansów publicznych.
Przechwycenie z OFE wspomnianych 150 mld zł obligacji skarbowych, spowodowało także zmniejszenie „na papierze” wielkości długu publicznego o tę właśnie sumę.
Umorzenie obligacji skarbowych będących w posiadaniu OFE na taką sumę, spowodowało, że jak już wspominałem dług publiczny zmalał o około 8% PKB, a to z kolei pozwoliło rządzącej wówczas koalicji PO-PSL, uniknąć konieczności wykreślenia z ustawy o finansach publicznych II progu ostrożnościowego (przekroczenia przed dług publiczny wartości 55% PKB) i zbliżenia się do progu konstytucyjnego 60% PKB, a więc uniknąć także zarzutu zdemolowania finansów publicznych w ciągu 7 lat rządzenia.
Wprawdzie dług w takiej wysokości zniknął z tego jawnego, który pokazuje unijna metoda ESA95, zamienił się jednak w ten ukryty w ZUS, bowiem powiększył zobowiązania Skarbu Państwa wobec przyszłych emerytów, ale w całej tej operacji także i o to chodziło.
4. Wicepremier Morawiecki prezentując te zmiany w OFE określił je „ruchem najuczciwszym z możliwych”.
Uznał zmiany w OFE, jako „zakończenie pewnej historii, nieudanej historii” i przypomniał, że marginalizacja tego elementu systemu emerytalnego stała się faktem za rządów koalicji PO-PSL po wspomnianym wyżej przejęciu 150 mld zł z OFE.
Stwierdził także, że czas funkcjonowania w naszym kraju OFE, był bardzo udany dla samych Funduszy i ludzi nimi zarządzających, ponieważ otrzymali oni „gigantyczny prezent w postaci środków publicznych do zarządzania i prawo do gigantycznych prowizji właściwie za nic”.
Przeniesienie środków z OFE na Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) w końcu sprawi, że „te pieniądze staną się oszczędnościami Polaków i zostaną sprywatyzowane”, a z kolei część środków OFE (35 mld zł), przekazana do zarządzania Polskiego Funduszu Rozwoju będzie służyć finansowaniu potrzeb emerytalnych wynikających z kryzysu demograficznego.
Zbigniew Kuźmiuk

Timmermans nie odpuszcza. Wiceszef KE wezwał wszystkie państwa UE „poza Niemcami” do tego, by wsparły Brukselę w jej walce z rządem PiS

Fot. ec.europa.eu
Fot. ec.europa.eu


KGP: Tożsamość autora wpisów nawołujących do zabicia Antoniego Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego została ustalona

fot. Twitter/Fratria
fot. Twitter/Fratria

Zwolennicy opozycji znów zakłócają Jarosławowi Kaczyńskiemu modlitwę na Wawelu

kos19:57 18 lutego 2017
twitter @JanHartman1
Dzisiaj wieczorem na Wawel udał się prezes PiS Jarosław Kaczyński, gdzie złożył kwiaty na grobie Lecha i Marii Kaczyńskich. Wjazdowi na wzgórze towarzyszyła demonstracja przeciwników rządu – poinformował portal wPolityce.pl.
Jarosław Kaczyński odwiedza grób na Wawelu każdego 18 dnia miesiąca, jest to miesięcznica pogrzebu pary prezydenckiej.
Pod Wawelem zebrało się w kilkadziesiąt osób, które trzymały tabliczki - „Nekropolia nie dla PiS-u”, „Stop upartyjnianiu Wawelu”, „Módl się prywatnie nie w blasku fleszy”. Skandowano: „Wawel królów, nie prezesów”, „Wawel wolny, nie PiS-owski”
„Modli się człowiek, a nie partia”, „Tu Jest Wawel, a nie Nowogrodzka”.
Wśród obecnych był m.in. Jan Hartman, polityk w przeszłości związany z Januszem Palikotem. 

piątek, 17 lutego 2017

Skończyła się bessa trwająca od 2007 roku. Eksperci nie mogą się nadziwićDodano: 17.02.2017 [23:56]

Skończyła się bessa trwająca od 2007 roku. Eksperci nie mogą się nadziwić - niezalezna.pl
foto: marcin krawczyk/freeimages.com
Sprzedaż detaliczna w styczniu br. wzrosła o 11,4 proc. w porównaniu do stycznia 2016 roku, po wzroście o 6,4 proc. w grudniu ub.r. - poinformował dziś Główny Urząd Statystyczny.

- W styczniu konsumenci kupili o 11,4 proc. więcej niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. O tyle według GUS wzrosła bowiem sprzedaż detaliczna. Z tak wysoką dynamiką poprzednio mieliśmy do czynienia jednorazowo w kwietniu 2011 r., a normą tak silny wzrost sprzedaży był w latach poprzedzających globalny kryzys finansowy. Zakupowy boom skończył się latem 2008 r. Być może teraz, w zawiązku z bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy, wzrostem płac i transferami socjalnymi, konsumenci zaczynają przypominać sobie tamte czasy. Ale trzeba też pamiętać o inflacji. Po jej uwzględnieniu, sprzedaż detaliczna wzrosła o 9,6 proc., co także należy uznać za bardzo dobry wynik - tłumaczy główny analityk Gerda Broker Roman Przasnyski.

Najmocniej, bo o 17,2 proc. (wobec 0,2 proc. przed rokiem), zwiększyła się sprzedaż paliw. Jak wyjaśnia Przasnyski, stało się tak nie dlatego, że kierowcy więcej tankowali, tylko właśnie z powodu dużo wyższych niż przed rokiem cen na stacjach. Niewiele mniej, bo o 17 proc. zwiększyła się sprzedaż farmaceutyków i kosmetyków.

Mając na względzie porę roku i typowe dla niej dolegliwości, prawdopodobnie to jednak leki przeważały w zakupach tej grupy wyrobów. Wciąż utrzymuje się duży popyt na samochody i części, których sprzedaż zwiększyła się o 13,9 proc. Polacy nie zapominają też o meblach i sprzęcie RTV/AGD. Zakupy tego typu towarów wzrosły o 9 proc.
- przekazał.

Skończyła się bessa, która trwała dziewięć lat, bo od 2007 do 2016 roku. W tej chwili znajdujemy się w kolejnej fazie silnej fali wzrostowej, a indeks warszawskiej giełdy WIG20 przekroczył 2200 pkt. Trwająca hossa powinna zakończyć się dopiero powyżej poziomów, do których WIG20 doszedł w roku 2007, czyli powyżej 3900 pkt. W przypadku realizacji optymistycznego scenariusza WIG20 mógłby wzrosnąć nawet do poziomu 4500 pkt.
- powiedział Marek Pokrywka, dyrektor wydziału wsparcia i obsługi klienta Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska.

Analityk zaznaczył jednocześnie, że do spodziewanych maksymalnych poziomów nie dojdziemy jeszcze w tym roku.

Jeżeli ziści się optymistyczny scenariusz, to wzrost będzie przerywany korygującymi zniżkami, dlatego musi to trochę potrwać
- wyjaśnił.

Zdaniem Pokrywki do utrzymania optymizmu na giełdzie jest potrzebna poprawa sytuacji gospodarczej i wyjście z marazmu, w którym trwamy od 2007 roku. Uważa on, że piątkowe dane GUS-u to pierwszy sygnał poprawy.

Z kolei eksperci Raiffeisen Polbank uważają, że wysoka dynamika sprzedaży potwierdza sygnały widoczne już w czwartkowych danych z rynku pracy, wskazujące na najprawdopodobniej solidny wzrost konsumpcji w styczniu br.

Według analityków z Banku Millennium, dane o sprzedaży detalicznej potwierdziły mocną i przyspieszającą konsumpcje prywatną.

W ujęciu realnym wzrost sprzedaży dotyczył wszystkich kategorii. Najsilniejszy odnotowano w kategorii paliw, farmaceutyków, kosmetyków, sprzętu ortopedycznego oraz prasy, książek oraz pozostałej sprzedaży w wyspecjalizowanych sklepach. Przyśpieszająca konsumpcja jest wspierana przez bardzo dobrą sytuację na rynku pracy, stabilny (chociaż nadal niezbyt wysoki) wzrost wynagrodzeń oraz wypłatę świadczeń w ramach programu Rodzina 500+
- przekazali.

Ich zdaniem, konsumpcja ma podstawy do dalszego wzrostu i w najbliższych kwartałach pozostanie głównym motorem wzrostu gospodarczego. 

Timmermans i jego bezczelne uwagi. Kontrę polskiego ministra zapamięta


Dodano: 17.02.2017 [19:49]
​Timmermans i jego bezczelne uwagi. Kontrę polskiego ministra zapamięta - niezalezna.pl
foto: twitter.com/Rzecznik_MSZ
– Proszę pozwolić nam na działania zgodne z naszą konstytucją, a nie z pańską wizją naszej konstytucji – usłyszał Frans Timmermans od ministra Witolda Waszczykowskiego. Do wymiany zdań między szefem polskiego MSZ a wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej doszło na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

Szef polskiej dyplomacji powiedział, że kluczowe znaczenie dla przyszłości UE mają pojęcia solidarność i elastyczność. Jak przypomniał, Niemcy domagają się od Polski solidarności w sprawie uchodźców, a wcześniej zamknęły dla pracowników z Polski na siedem lat niemiecki rynek pracy. W tym kontekście wskazał też na problem zaopatrzenia w gaz, szczególnie plany budowy gazociągu Nord Stream 2. – Musimy wreszcie okazać solidarność, o której mówimy – dodał.

Odnosząc się do problemu elastyczności wyjaśnił, że nie wszystkie kraje mogą i chcą realizować w takim samym stopniu, także finansowym, wszystkie projekty unijne. Waszczykowski powiedział, że różnice między krajami Unii ujawniają się nie tylko pod względem stopnia integracji, lecz także pod względem wartości.

W tym momencie do dyskusji postanowił włączyć się Timmermans.

Nie zgadzam się. (...) W zeszłym tygodniu w Rumunii ludzie, którzy mieli wrażenie, że rząd nie walczy z korupcją, natychmiast wyszli na ulice. Te wartości są podzielane przez wszystkich 
– powiedział wiceprzewodniczący KE. Wspomniał też o protestach kobiet w Polsce, które – jego zdaniem – „walczą o wartości”. – Unia Europejska opiera się na prawie i ustawach, przed sądem wszyscy są równi – kontynuował.

– Praworządność zakłada, że państwa członkowskie nie mieszają się do wymiaru sprawiedliwości – dodał Timmermans. – Nie ma zasady, która nakazywałaby, by w każdym kraju był Trybunał Konstytucyjny, ale jeżeli w kraju istnieje Trybunał Konstytucyjny, to powinno się przynajmniej przestrzegać konstytucji – obwieścił.

Proszę pozwolić nam na działania zgodne z naszą konstytucją, a nie z pańską wizją naszej konstytucji 
– odpowiedział na bezczelne uwagi minister Waszczykowski. Odnosząc się do Komisji Weneckiej, o której wspomniał Timmermans, szef MSZ powiedział, że to gremium „udzieliło (Polsce) rady”. – W Polsce ma miejsce polityczny spór, rozwiążcie go za pomocą środków politycznych, a nie poprzez mieszanie się instytucji zagranicznych – zaznaczył.

Po panelu w rozmowie z dziennikarzami Waszczykowski powiedział, że dyskusja z Timmermansem „nie była spięciem, lecz rozliczeniem”. – Wydaje się, że elity europejskie, szczególnie biurokracja w Brukseli, nie czuje się w ogóle winna, odpowiedzialna za to, co się stało, a stało się bardzo niedobrze – wyjaśnił szef polskiej dyplomacji, nawiązując do Brexitu.

Trzeba na nowo zdefiniować rolę instytucji europejskich. Rolą Komisji Europejskiej jest przestrzeganie zapisów w traktatach, nic ponadto 
– podkreślał Waszczykowski, zarzucając części unijnych urzędników „ambicje polityczne”.

W przyszłym tygodniu wyślemy naszą ocenę do pana Timmermansa, która odpowiada na te zarzuty o rzekomy brak rozstrzygnięć praworządności. Po prostu odrzucamy to. Uważamy, że Komisja nie ma instrumentów i prawa, żeby wtrącać się w rozwiązania wewnętrzne państw członkowskich. My przestrzegamy pewnych kanonów prawa międzynarodowego, trójpodziału władzy, natomiast w każdym państwie Unii Europejskiej model demokracji jest inny 
– zaznaczył Waszczykowski.

Wyszła prawda o Timmermansie. On nie wie, o czym mówi!Dodano: 17.02.2017 [22:10]

​Wyszła prawda o Timmermansie. On nie wie, o czym mówi! - niezalezna.pl
foto: Fotomag/Gazeta Polska
– Komisarz Timmermans – wdałem się w nim parę razy w spór w Parlamencie Europejskim – okazuje się, że on nie zna podstawowych faktów dotyczących tego całego sporu o Trybunał Konstytucyjny – stwierdził europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Legutko. Jak dodał,  jest w tym coś niebywałego, że jeden człowiek stawia się w roli oskarżyciela, sędziego i egzekutora. 

Profesor Legutko w TVP Info komentował wymianę zdań, do której doszło pomiędzy szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim a wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem.

W piątek na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa podczas pierwszego panelu poświęconego przyszłości UE Timmermans w jednej z wypowiedzi zaznaczył, że „praworządność zakłada, że państwa członkowskie nie mieszają się do wymiaru sprawiedliwości”. – Nie ma zasady, która nakazywałaby, by w każdym kraju był Trybunał Konstytucyjny, ale jeżeli w kraju istnieje Trybunał Konstytucyjny, to powinno się przynajmniej przestrzegać konstytucji – mówił.

Proszę pozwolić nam na działania zgodne z naszą konstytucją, a nie z pańską wizją naszej konstytucji 
– odpowiedział mu minister Waszczykowski.

Prof. Legutko zapytany w TVP Info, jak odbiera wypowiedź wiceszefa KE, odpowiedział:

Myślę, że komisarz Timmermans bardzo to osobiście przyjmuje, on się zaangażował w to osobiście i tu już wszystko mu się wymyka z rąk, bardzo jest poddenerwowany. 

Zareagował tak, jak zareagował, bo ten panel dotyczył zupełnie czego innego, a nie spraw Trybunału Konstytucyjnego. On po prostu nie może wytrzymać 
– podkreślił europoseł.

Jak dodał,  „jest w tym coś niebywałego”. – Jeden człowiek stawia się w roli oskarżyciela, sędziego, egzekutora – zaznaczył. – On uważa, że wie, co się dzieje w Polsce, jak to wygląda od strony prawnej – ocenił Legutko.

Komisarz Timmermans – wdałem się w nim parę razy w spór w Parlamencie Europejskim – okazuje się, że on nie zna podstawowych faktów dotyczących tego całego sporu o Trybunał Konstytucyjny 
– powiedział europoseł PiS.

Podkreślił, że widać w tej sprawie „podwójne standardy”.

Gdyby Trybunał w całości składał się z nominatów poprzedniego rządu, Timmermans w ogóle nie odezwałby się na ten temat i Komisja Europejska byłaby zachwycona 
– zauważył Legutko.

Zdaniem europarlamentarzysty Prawa i Sprawiedliwości, upubliczniony kilka godzin wcześniej list organizacji pozarządowych, domagających się od Brukseli sankcji wobec Polski, to personalna krucjata Timmermansa oraz grupy organizacji skrajnie ideologicznych.

Amber Gold, Ciech, Smoleńsk. "W Brukseli słychać o możliwych zarzutach dla Tuska"




Amber Gold, Ciech, Smoleńsk. "W Brukseli słychać o możliwych zarzutach dla Tuska" - niezalezna.pl
- Każdy, kto w Brukseli ucho ma nastawione na Polskę, słyszy o zarzutach, które mogłyby został postawione obecnemu przewodniczącemu Rady Europejskiej Donaldowi Tuskowi - powiedział wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki.

Dodał, że zarzuty wobec byłego premieramogą być związane m.in. z aferami Amber Gold i Ciechu oraz z katastrofą smoleńską.

Pytany w RMF FM o przyczyny braku poparcia polskiego rządu dla kandydatury byłego lidera PO na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej, Czarnecki podkreślał, że aktualnie "tak naprawdę nie wiemy, jakie jest poparcie dla kandydatury pana Donalda Tuska, a jakie dla nieformalnej kandydatury prezydenta Francji"."Nie wiadomo, czy chadecja nie poświęci pana przewodniczącego Tuska na ołtarzu współpracy z socjalistami" - powiedział wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

"Natomiast jest sprawa, o której mówi się coraz głośniej w kuluarach, to znaczy o potencjalnych zarzutach dla Donalda Tuska" - przyznał Czarnecki. Jak dodał, "każdy, kto nawet funkcjonuje w Brukseli, ale ma ucho nastawione na Polskę, słyszy o różnych zarzutach, które mogłyby się pojawić wobec pana Donalda Tuska".

Dopytywany o zarzuty w jakich sprawach może chodzić, wiceszef europarlamentu powiedział, że "chodzi oczywiście o czas, kiedy (Tusk) sprawował funkcję prezesa Rady Ministrów i czas, który, okazuje się, nie jest czasem przeszłym dokonanym". "Wiele osób twierdzi, że rola pana przewodniczącego Tuska w takich aferach, jak afera Ciechu, afera Amber Gold, czy także w kwestii tragedii smoleńskiej - zarówno przed, sfera przygotowania wyjazdu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jak i potem co się działo po tragedii - to są rzeczy, które w sposób bardzo poważny w sensie formalno-prawnym mogą uderzyć w przewodniczącego Tuska" - tłumaczył. "Ja tego nie wiem" - zastrzegł.

Francuski totalitaryzm: 2 lata więzienia za prowadzenie stron broniących życia dzieci



Francuski totalitaryzm: 2 lata więzienia za prowadzenie stron broniących życia dzieci  - niezalezna.pl
Francuski rząd przyjął nową ustawę, według której za prowadzenie strony internetowej pro-Life można otrzymać karę pozbawienia wolności na 2 lata. Powodem ma być udostępnianie rzekomo mylących informacji, zniechęcających kobiety do dokonywania aborcji.

Francja jest krajem bardzo nieprzyjaznym dla ludzi, którzy wierzą, że dziecko w łonie matki zasługuje na godne traktowanie i prawo do życia. Próba odwiedzenia kobiety od decyzji o aborcji była już przestępstwem we Francji. Prawo to jednak zostało zaostrzone. Teraz kara to 2 lata więzienia i grzywna w wysokości 30 tys. euro.

Laurence Rossignol, minister ds. kobiet, twierdzi, że działacze nadal mogą wyrażać własne zdanie - pod warunkiem, że jasno określą "kim są, co robią i czego chcą".

Gaullistowska partia Republikanie nazywa nowe prawo "cenzurą rządową" i zapowiada, że zakwestionuje je w sądzie.

Francuscy działacze proaborcyjni zarzucają organizacjom pro-Life, że pod pozorem udzielania neutralnych informacji próbują przekonywać kobiety, by nie dokonywały aborcji. 

Marechal-Le Pen zwróciła uwagę na to, że pro-aborcyjny rząd przypisał sobie prawo do decydowania o tym, które informacje są prawdziwe, a które nie, co wykracza poza jego kompetencje. Polityk dodała, że na oficjalnej stronie rządu widnieje informacja, że "nie istnieją żadne fizyczne lub psychiczne skutki aborcji", co w żaden sposób nie zostało udowodnione.

Od 1975 r. we Francji całkowicie legalna jest aborcja do 12. tygodnia ciąży. W późniejszym okresie życia nienarodzonego dziecka można je zabić, jeśli ciąża stanowi poważne zagrożenie trwałego uszczerbku na fizycznym lub psychicznym zdrowiu matki - lub jeśli dziecko jest nieuleczalnie cierpi na określone choroby. W kraju tym zabija się ok. 220  tys. nienarodzonych dzieci rocznie.


czwartek, 16 lutego 2017

Plugawy atak na dziennikarzy TVP. Taki język doprowadził już do tragedii – WIDEO


Dodano: 16.02.2017 [20:07]
​Plugawy atak na dziennikarzy TVP. Taki język doprowadził już do tragedii – WIDEO - niezalezna.pl
foto: Kadr z programu Superstacji/twitter.com
„Brudne, śmierdzące gnidy”, które „piją albo jedzą odchody” – takimi słowami określił dziennikarzy Telewizji Polskiej Jakub Wątły z Superstacji. TVP natychmiast podjęła działania prawne w tej wyjątkowo bulwersującej sprawie. Uznała również przytoczone na początku słowa za przykład mowy nienawiści. – Mamy do czynienia z degradacją godności człowieka – skomentował skandal Tomasz Sakiewicz i dodał, że tego typu język doprowadził już do tragedii, kiedy członek PO zamordował działacza PiS.

Oświadczenie wydane przez TVP ma związek z wypowiedziami, które padły 14 lutego w programie „Krzywe zwierciadło” emitowanym na antenie Superstacji. Prowadzący program Jakub Wątły, rozmawiał tam z pisarzem Tomaszem Jastrunem.

Co pan myśli o tych brudnych, śmierdzących gnidach, które nazywają się dziennikarzami, a firmują ten rynsztok w telewizji publicznej 
– pytał Wątły.

Jastrun odpowiedział: „Jakoś nie ma tak dużo we mnie gniewu, chociaż trochę jest, ale jest dużo współczucia. To znaczy ja uważam, że trudno o coś bardziej podłego niż nakłaniać ludzi do podłości, czyli obwiniam głównie szefów”.

Ale część z tych gnid, kończąc tę część programu, twierdzi, że mają swoje pięć minut w tej chwili. Nigdy nie chciałbym, i pewnie państwo też byście nie chcieli przeżywać pięciu minut, podczas których pijecie albo jecie odchody, co dzieje się wśród prawie wszystkich tak zwanych dziennikarzy telewizji publicznej 
– zakończył prowadzący program.
Poniżej link:
Telewizja Polska, w opublikowanym oświadczeniu, wyraziła „głębokie oburzenie skandalicznymi wypowiedziami”. 

Stanowczo protestujemy przeciwko używaniu w debacie publicznej tak wulgarnego i agresywnego języka, jaki został zaprezentowany w ww. programie.

Szokujące wypowiedzi wyżej wymienionych osób godzą w dobre imię dziennikarzy Telewizji Polskiej i są typowym przykładem mowy nienawiści. Jako środowisko mediów oświadczamy, że nie możemy tolerować w przestrzeni publicznej tak niskich standardów wypowiedzi, które mogą doprowadzić do znaczącej patologii w języku debaty publicznej 
– podkreślono w komunikacie TVP.

Zdaniem TVP osoby używające tego typu sformułowań „powinny zostać napiętnowane i wykluczone z przestrzeni publicznej, a stacja telewizyjna tolerująca tego typu zachowania swoich pracowników powinna ponieść przewidziane prawem konsekwencje”. TVP poinformowała także, że „podjęła działania prawne w związku z wyżej wymienionym zdarzeniem”.

O oburzającym zdarzeniu mówił na antenie Telewizji Polskiej Tomasz Sakiewicz. Wytknął m.in. brak konsekwencji władz Superstacji wobec autorów skandalicznych wypowiedzi. – To znaczy, że to akceptują – zaznaczył redaktor naczelny „Gazety Polskiej”. – Mamy do czynienia z degradacją godności człowieka – dodał i przypomniał, że tego typu język doprowadził do tragedii, kiedy członek PO zamordował działacza PiS. – To był człowiek, który tak właśnie mówił i myślał – podkreślił redaktor Sakiewicz.