Niemcy zabierają polskie dzieci
foto: arch.
Przyjechali do Berlina za pracą i chlebem. Nieuczciwy pracodawca
wyrzucił ich na bruk, a pracownicy Jugendamtu w asyście 15 policjantów
odebrali sześciotygodniowego synka. Od trzech tygodni polscy rodzice
koczują w samochodzie w oczekiwaniu na wynik rozprawy w sądzie
opiekuńczym. - Nie wrócimy do kraju bez naszego dziecka - mówią
zrozpaczeni w rozmowie z portalem wp.pl
Wojciech Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw
Dyskryminacji Dzieci w Niemczech nie ma wątpliwości, że na ulicach
Berlina rozgrywa się nowy dramat pod starym tytułem: nadgorliwy
Jugendamt kontra polscy emigranci, nie znający niemieckiego i
przysługujących im praw.
- Chodzi o zwykłą rodzinę ze Śląska, żadną patologię - zastrzega Wojciech Pomorski w rozmowie z portalem wp.pl.
-
To co ich spotkało jest ewidentnym przykładem dyskryminacji Polaków.
Wyrządzono im niewyobrażalną krzywdę. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje
się matka karmiąca piersią, której odebrano sześciotygodniowe niemowlę?
To barbarzyńskie postępowanie w majestacie prawa. Nikt mi nie powie, że służy dobru dziecka.
Po sześciu latach emigracji zarobkowej w Wielkiej Brytanii operator
koparek Leszek C. razem ze swoją partnerką Danielą M. postanowili
poszukać pracy w Berlinie. W połowie kwietnia urodził mu się syn,
Wiktor. Pana Leszka zatrudnił Polak z niemieckim obywatelstwem,
właściciel firmy budowlanej. Niestety pracodawca okazał się oszustem.
Polacy zostali bez dachu nad głową i środków do życia - informuje
Wirtualna Polska. Pani Daniela zamieszkała w domu samotnej matki z
dzieckiem. Pan Leszek bezskutecznie szukał nowej pracy. W końcu
postanowili, że na początku czerwca wrócą do Polski. Nie zdążyli. O ich
planach dowiedział się Jugendamt. W dniu 31 maja
urzędnicy w asyście 15 policjantów odebrali Polakom sześciotygodniowego Wiktora i oddali do niemieckiej rodziny zastępczej.
Niemieckie sądy opiekuńcze prowadzą na zlecenie Jugendamtówco co roku 80
tys. postępowań w sprawie regulowania kontaktów rodziców z dzieckiem.
Urzędy ds. dzieci i młodzieży odbierają rodzicom 40 tys dzieci rocznie.
To ewenement na skalę europejską.
W grudniu 2009 roku Jugendamty znalazly się pod ostrzalem Parlamentu
Europejskiego. Komisja Petycji PE stwierdziła, że niemieckie urzędy ds.
dzieci i młodzieży dopuszczają się licznych naruszeń zasady
niedyskryminowania ze względu na narodowość i powinny być poddane
demokratycznej kontroli.
Do stowarzyszenia zgłasza się coraz więcej polskich rodziców,
szykanowanych przez Jugendamty. W tym tygodniu wpłynęła kolejna sprawa:
matka magister ekonomii, ojciec muzyk w Operze Bydgoskiej. Jugendamt
stwierdził, że "nie sprawują właściwej opieki zdrowotnej nad 2-letnią
córką".
W ciągu dziesięciu minut sąd rodzinny w Cottbus odebrał rodzicom prawa rodzicielskie. Rodzice nagrali na komórki przebieg rozprawy. - Przesłuchałem nagranie i jestem zaszokowany - opowiada Wojciech Pomorski.
Wojciech Pomorski ostrzega polskie matki i ojców o konsekwencjach przyjazdu do Niemiec. -
Pamiętajcie,
że w przypadku rozwodu, utraty pracy, konfliktu z prawem Jugendamt w
majestacie niemieckiego prawa może wam odebrać dzieci i oddać do
pogotowia rodzinnego albo niemieckiej rodziny zastępczej - stwierdza na zakończenie.
- Pocztą otrzymacie rachunki za pobyt dziecka w rodzinie zastępczej. Mogą wynieść nawet kilka tysięcy euro.
- Sposób odebrania dziecka woła o pomstę do nieba. Policjanci
obezwładnili matkę, powalili na ziemię i wykręcili jej ręce, jakby była
groźnym przestępcą. Pan Leszek nie ułomek, musiało go przytrzymywać
czterech funkcjonariuszy - opowiada oburzony Wojciech Pomorski. - Nie
ulega wątpliwości, że Polacy potrzebowali pomocy, ale Jugendamt jak
zwykle wybrał sposób najgorszy z możliwych.
Powołując się na „dobro dziecka” siłą rozłączył je od rodziców zamiast zrobić wszystko, aby zostali razem.
Mecenas Markus Matuschczyk przyjechał do Niemiec w wieku sześciu lat.
Mieszka w Hanowerze od wielu lat, ale nie zapomniał o polskich
korzeniach. Od trzech lat współpracuje z Polskim Stowarzyszeniem Rodzice
Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. - Z mojej praktyki zawodowej
wynika, że większość interwencji urzędów ds. dzieci i młodzieży wobec
Polaków nie dotyczy rodzin z marginesu społecznego, lecz osób, które
znalazły się w tarapatach życiowych, często nie z własnej winy -
stwierdza prawnik.
Jak informuje wp.pl Jugendamt żąda „twardych” dowodów, że rodzice
po
powrocie do Polski będą mieli środki do życia i dach nad głową.
Tymczasem Pan Leszek i pani Daniela nie mają w Polsce własnego
mieszkania. Babcia, mieszkająca w Ustroniu obiecała, że przyjmie ich
pod swój dach. Pomoc zaofiarowało również Górnośląskie Towarzystwo
Charytatywne, aby polska rodzina spełniła warunki formalne, stawiane
przez Jugendamt. - Nie wiemy tylko, jakie dokumenty zadowolą niemieckich
urzędników i rozwieją ich podejrzenia - mówi Markus Matuschczyk.
- Zdajemy sobie sprawę, że na rynku pracy panuje trudna sytuacja, ale
bez stałego zajęcia rodzina nie będzie w stanie podołać obowiązkom
wychowawczym - stwierdza urzędniczka Jugendamtu w berlińskiej dzielnicy
Tempelhof-Schöneberg.
KOMENTARZ:
Co na to minister Sikorski? Jak zwykle nic nie robi i nie zrobi, bo losy Polaków i sprawy dotyczące Polski są mu obojętne, podobnie jak całemu NIE-rządowi. Poza tym tak wygląda Europa i nowocześni Europejczycy wykreowani przez Tuska,z którymi można robić co się chce i traktować jak" podludzi", nie mających żądnych praw, którzy mogą jedynie wykonywać najgorsze prace.Ponadto jest to barbarzyńskie postępowanie w majestacie prawa..
Jugendampt - NAZIstowski urząd.Jak widać II wojna się nie skończyła dla Polaków. Nie ma działań
wojennych ale małe dzieci są im odbierane w dalszym ciągu na mocy
podobnego faszystowskiego prawa.
Porywali i germanizowali polskie dzieci za Hitlera, porywają i germanizują za Merkel . Czy różnią się więc Niemcy z 1940 roku od tych z 2013 r ???
Przećwiczyli to już na Zamojszczyznie PAMIĘTAMY!(Przeczytajcie
http://www.naszdziennik.pl/pol...)
Teraz już nie potrzebują robić łapanek do wywózki na roboty
przymusowe,wystarczy,ze zrujnowali Polskę gospodarczo I wtedy I teraz
Polakami pomiatają.Rodzice wywieźliby do Polski zdrowego pięknego niemowlaczka,
potencjalny materiał na dobrego Niemca, upragnione maleństwo lesbijek, czy gejów. Rządy Tuska doprowadziły do tego że dzisiaj termin,,roboty przymusowe''kojarzą się z dobrze płatną pracą w Niemczech.A gdzie jest polski MSZ ?
To jest niedopuszczalne żeby tak traktowano Polaków.
Co ma niemiecki Jugendamt do POLSKIEJ RODZINY ?
Co by to się działo gdyby polskie władze odebrały dziecko niemieckiej rodzinie ? Jak widać "na pochyłe drzewo to i koza skacze"
Co na to nasz MIŁOŚCIWIE PANUJĄCY PREMIER TUSK ?-dostanie następny medal.