poniedziałek, 6 listopada 2017

Berliński senator z partii Merkel nie wytrzymał: "Ściągnęliśmy sobie do kraju całkowicie zdziczałych ludzi, zdolnych do popełnienia barbarzyńskich zbrodni!"

Fot. YouTube/n-tv/screenshot
Berliński senator ds. wewnętrznych Frank Henkel (CDU) wezwał po zamachach w niemieckim Würzburgu, Reutlingen i Ansbachu do „uczciwej debaty nad ekscesami przemocy, których dopuścili się uchodźcy”. Według niego wymaga tego „zwykła ludzka uczciwość”.
Zwykła ludzka uczciwość wymaga, by jasno powiedzieć, że w Würzburgu, Reutlingen i Ansbachu doszło do ohydnych zbrodni, popełnionych przez uchodźców. Zbrodnie te zostały popełnione w najbardziej okrutny sposób, za pomocą siekier, maczet i materiałów wybuchowych. Nie łudźmy się: ściągnęliśmy sobie do kraju całkowicie zdziczałych ludzi, zdolnych do popełnienia najbardziej barbarzyńskich zbrodni, które wcześniej nie należały do naszej codzienności. Trzeba to jasno powiedzieć, bez tabu. Ta zwykła ludzka uczciwość wymaga także, byśmy ofensywnie podchodzili do tematu islamizmu. Inaczej polityka zostanie odebrana jako oderwana od rzeczywistości
—napisał Henkel w oficjalnej deklaracji. Według niego częstotliwość, z jaką dochodzi w Niemczech i Europie do zamachów, jest „nie do zniesienia”.
Jest całkowicie zrozumiałe, że wielu ludzi (w Niemczech-red.) się boi. Musimy obchodzić się z tym strachem w sposób spokojny ale także uczciwy
— dodał berliński senator. 
Jego wypowiedzi zostały ostro skrytykowane przez Lewicę i Zielonych.
W ten sposób napędza się tylko wyborców takim partiom jak Alternatywa dla Niemiec
—grzmiał polityk skrajnie lewicowej partii „Die Linke” Oliver Höfinghoff.

niedziela, 5 listopada 2017


Wojciech Cejrowski o KRS: "Wnuki komuchów się bronią. Nie chcą dopuścić nikogo do swojej kasty"

Wojciech Cejrowski / autor: TVP INFO

piątek, 3 listopada 2017


Zachód przyznaje: Polacy robią coś niesamowitego!

Polska
Od niepamiętnych czasów Polska nie miała tak dobrej prasy na zachodzie. Wbrew temu, co mówi neoliberalna opozycja, z czasem wizerunek naszego kraju w oczach zachodnich dziennikarzy i obywateli ulega znacznej poprawie.


Europejskie media przyznają, że Polacy robią coś niesamowitego. Brytyjscy dziennikarze są zdumieni tym, jak chętnie już teraz wykształceni Polacy chcą angażować się w odbudowę polskiej gospodarki. Z podziwem patrzą też na patriotyzm naszych rodaków, którzy widząc nadzieje na poprawę sytuacji w Polsce, natychmiast podejmują decyzje o powrocie z emigracji.
Prestiżowy brytyjski dziennik „Financial Times” obszernie opisał falę powrotów do kraju młodych polskich profesjonalistów, którzy rozpoczynali swoje kariery w Wielkiej Brytanii. W publikacji Joshuy Chaffina opisano historię czwórki Polaków, którzy podjęli ostatnio decyzję o powrocie do Ojczyzny.
Jak pisze szeroko cytowany „Financial Times”, „młodych i dobrze wykształconych Polaków do powrotu zmotywował Brexit i dynamiczne tempo rozwoju polskiej gospodarki”. – Myślę, że to bardzo ekscytujący czas w Polsce i tyle rzeczy się zmienia. Polska potrzebuje tego, żebyśmy wrócili – wyznała, ku zdumieniu brytyjskich dziennikarzy, 24-letnia Polka Marta Tondera. Warto zwrócić uwagę, że na Wyspach mogłaby liczyć na znacznie wyższe zarobki, a i tak woli wrócić do swojego kraju.
„FT” zaznacza, że „wielu młodych i dobrze wykształconych Polaków wykonuje podobny ruch, za którym stoi kombinacja obaw związanych z Brexitem i nadziei dotyczących kwitnącej polskiej gospodarki, która ma apetyt na ich talent i doświadczenie”.
Inny z naszych rodaków, Filip Karasiewicz, powiedział dziennikarzom „FR”, że wielu młodych Polaków „czuje, że mogą zabrać swój kapitał, który zbudowali pracą i studiami w Wielkiej Brytanii, i przekuć go w szybszą karierę w Polsce”. Takie podejście bez wątpienia dobrze rokuje na przyszłość naszego kraju. Z kolei fizyk Przemysław Chojecki, który w marcu przeprowadził się do Warszawy, gdzie założył firmę zajmującą się sztuczną inteligencją, mówi wprost: – Polska przeżywa złoty okres. Widziałem to nawet mieszkając poza granicami kraju. Staje się coraz bardziej otwarta, międzynarodowa – to fascynujące.

Politycy PO zrobili w Gdańsku awanturę o flagę i zaliczyli kompromitującą wpadkę

Udostępnij
 
00:00Current time06:12
Agnieszka Pomaska z PO razem z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem oraz miejskimi radnymi z Platformy Obywatelskiej protestowali przeciwko decyzji władz Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Co tak rozwścieczyło polityków totalnej opozycji? Biało-czerwone flagi wywieszone na masztach przed gmachem muzeum. Przedstawiciele „totalnej opozycji” sugerowali nawet, że dyrektor muzeum nakazał zdjąć z masztu flagę miasta. Tymczasem okazuje się, że takiej flagi nigdy przed muzeum nie było.
Jak informowaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl przed budynkiem muzeum znajduje się pięć masztów na których wywieszone są flagi. Wcześniej była tam flaga muzeum, obok niej flaga UE, w środku biało-czerwona flaga Polski, następnie flaga z herbem miejskim i znów flaga muzeum. Sytuacja zmieniła się, gdy nowy dyrektor placówki zdecydował o wywieszeniu przed budynkiem wyłącznie biało-czerwonych flag. Polskie flagi przed gmachem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku najwyraźniej nie spodobały się politykom Platformy Obywatelskiej.
- PiS jest bardzo antygdańską partią polityczną. Nie lubi Gdańska, ale nie jest o powód by flagę gdańską razem z flagą europejską zdejmować z masztu. Ta małostkowość nie przystaje nie tylko mieszkańcowi dużego miasta, ale i każdego miasta. To jest brak zrozumienia, po co się jest dyrektorem dużej instytucji publicznej. Nie zawsze wszyscy dojrzewają do ról, które przyszło im pełnić. Proszę dyrektora muzeum: Nie bój się Gdańska, nie bój się flagi Gdańska i flagi europejskiej – mówił na konferencji prasowej prezydent miasta Paweł Adamowicz.
Tymczasem jak się okazuje, przed budynkiem muzeum flagi Gdańska nigdy nie było. Mówi o tym rzecznik Muzeum II Wojny Światowej.
- Intryga poseł Pomaski i prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza polega na tym, że próbują wmówić, iż dyrektor muzeum kazał ściągnąć flagę Gdańska. Tyle, że... taka flaga nigdy przed Muzeum II Wojny Światowej nie wisiała. Wisiała tam biała flaga z logotypem Urzędu Miasta Gdańska, można zatem powiedzieć, że wisiał tam banner reklamowy gdańskiego Urzędu Miasta. Flagi Gdańska, która jest czerwona i zawiera dwa krzyże oraz koronę, nigdy tam nie było – mówi portalowi niezalezna.pl, rzecznik muzeum.
Zgodnie z treścią statutu miasta insygniami Gdańska są: Herb Miasta Gdańska, Herb Wielki Miasta Gdańska, pieczęć urzędowa i flaga.  

Herb Miasta Gdańska stanowią:  
„Na tarczy gotyckiej, na  czerwonym polu złota  korona otwarta i dwa równoramienne srebrne krzyże w słup, nie wchodzące w koronę”.

Herb Wielki Miasta Gdańska tworzą:
„U bocznic tarczy dwa  podtrzymujące ją złote lwy wspięte, zwrócone do  siebie, u podstawy tarczy złota wstęga z czarno kreśloną dewizą „NEC TEMERE NEC TIMIDE”.

Flagę Miasta stanowi:
prostokątny, czerwony płat tkaniny z umieszczonymi po obu jej stronach dwoma równoramiennymi srebrnymi krzyżami w słup, pod złotą koroną.
Źródło: niezalezna.pl 

Szef MON reaguje na skandaliczne słowa niemieckiej minister resortu obrony. Antonii Macierewicz domaga się "złożenia wyjaśnień"

autor: Fratria
autor: Fratria

Beata Szydło: Zaręczam, będzie reforma sądownictwa


Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
Reforma sądownictwa może być jedną z najtrudniejszych. Dotykamy materii, która nie była ruszana od czasów Polski Ludowej. Funkcjonowanie polskich sądów obywatele oceniają niezwykle negatywnie – mówi „Gazecie Polskiej” premier Beata Szydło.

W ostatnim czasie opinia publiczna żyje nie tylko tym, co dzieje się wokół TK, lecz także ujawnianymi przez ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego informacjami o inwigilacji. Jeśli dodamy do tego ujawnione przez „GP” informacje o najprawdopodobniej nielegalnych działaniach SKW, wychodzi nam łącznie kilka tysięcy obywateli poddawanych represjom.

Jestem głęboko przekonana, że każda władza ma obowiązek rozliczenia się z tego, co i jak robi na każdym etapie swojej działalności, a już na pewno – na końcu kadencji. Dlatego też podjęliśmy decyzję, że przedstawimy w Sejmie informacje w sprawie poczynań poszczególnych ministerstw. Co do informacji przekazanych przez ministra Kamińskiego, one faktycznie nie mieszczą się w głowie. Widać było zresztą, jak do wielu posłów PO, zwłaszcza nowych, dopiero teraz dociera, że taki proceder miał miejsce. Oczywiście jest wiele materiałów, które nie mogą być ujawnione. Niemniej jednak to, co można ujawnić, ujawnimy.

Zarówno Donald Tusk, jak i Ewa Kopacz nie powołali ministrów koordynatorów ds. służb specjalnych, więc sami ponosili odpowiedzialność za to, co się dzieje. Czy więc wobec nich będą wyciągnięte konsekwencje?

Kto sprawuje władzę, musi ponosić odpowiedzialność za to, co robi. Ale także za to, czego nie robi. Za zaniechania. Dlatego tutaj ta odpowiedzialność jest bezdyskusyjna. Będziemy podejmowali decyzje w tej sprawie. Na razie minister Kamiński przygotowuje jeszcze bardziej dogłębną ocenę sytuacji. Sejmowe wystąpienie ministra Kamińskiego to nie koniec tej sprawy. […]

A co z jednym ze sztandarowych postulatów PiS‑u, jakim jest reforma sądownictwa? W tej chwili środowiska sędziowskie wręcz wypowiadają posłuszeństwo parlamentowi w związku ze sprawą TK.

Faktycznie, okazuje się, że są to środowiska bardziej lojalne wobec siebie nawzajem niż wobec interesu Polski, który przecież powinien być nadrzędny. Ale my jesteśmy konsekwentni i się nie cofniemy. Reforma sądownictwa może być jedną z najtrudniejszych. Dotykamy materii, która nie była ruszana od czasów Polski Ludowej. Funkcjonowanie polskich sądów obywatele oceniają niezwykle negatywnie. Zmiany są społecznie oczekiwane i bardzo potrzebne.