poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Obchodziliśmy dzisiaj kolejną miesięcznicę tragedii smoleńskiej

„W oczach głupich wydawało się, że oni pomarli i zostaną wymazani z ludzkiej pamięci, a oni żyją”
 

W czasie Mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej ks. prałat Henryk Małecki zwrócił uwagę, że wielu osobom wydawało się, iż uda się wymazać z pamięci wszystkich tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku. Jednocześnie kapłan wezwał zebranych do stania na straży tej pamięci.

Gromadzimy się dzisiaj na świętej liturgii aby dziękować Bogu za ofiarę tych, którzy zginęli w tej katastrofie smoleńskiej, aby przekazywać pamięć. Jesteście stróżami tej pamięci. To jest ważne, żebyście mieli głęboką wiarę w to, że to kultywowanie tej pamięci zaowocuje ujawnieniem prawdy, że wcześniej czy później ta prawda, tak jak o Katyniu również stanie się udziałem nie tylko naszego narodu – mówił w homilii ks. prałat Henryk Małecki.
W dalszej części homilii kapłan zwrócił uwagę, na próby podejmowane w celu wymazania ofiar katastrofy smoleńskiej ze zbiorowej pamięci.

To w oczach głupich wydało się, że oni pomarli, że zostaną wymazani z ludzkiej pamięci. Takie były dążenia, takie czyniono wysiłki. A oni żyją. Oni doznawszy kani, doznawszy cierpienia, są pełni nieśmiertelności, Oni żyją. I ta ofiara ich życia nie pójdzie na marne, bo w wymiarze nadprzyrodzonym ta ofiara będzie owocowała tak, jak owocuje ofiara powstańców warszawskich. Przecież oni, kiedy poszli na barykady zdawali sobie sprawę z tego, że zostali zdradzeni przez sojuszników. Był to wielki, dramatyczny i zarazem heroiczny krzyk wobec Boga i całego świata: „My chcemy być wolni! My nie damy się zniewolić!”.·Dzięki tej krwi, tej wielkiej ofierze, my odzyskujemy swoją godność i niepodległość... Bo ją trzeba ciągle odzyskiwać – tłumaczył ks. Małecki.

Kapłan podkreślił znaczenie Bitwy Warszawskiej oraz „Solidarności”, a następnie odniósł się także do najnowszych wydarzeń w kraju.

W tym ciągu historycznym również znajduje się ta ofiara. Ona też już owocuje. To co się dokonało w dzień Święta Przemienienia Pańskiego jest początkiem myślę przemian, które będą się działy w naszej ojczyźnie, bo widzimy wielkie przebudzenie. Widzimy ogromną tęsknotę za tym żeby nasza ojczyzna była na miarę swojego powołania, jakie dał nam Bóg. Wiele narodów w Europie dewastowanych jest przez współczesnych Hunów, ale i my tego doświadczamy. Musimy ostro widzieć ten proces, który zniszczył rodziny, gospodarkę, poczucie dumy. To współcześni Hunowie, którzy stanowią prawa gwałcące zdrowy rozsądek i prawa natury. I my dzisiaj jesteśmy w sytuacj, w której trzeba nam tak, jak wtedy w 1920 roku w sierpniu wobec innych zaświadczyć, że są wartości niezbywalne, że jest wielkim naszym dziedzictwem i zadaniem - tego wymaga wierność poprzednim pokoleniom - pielęgnować kulturę chrześcijańską. Pielęgnować wiarę, wierność Bogu i jego Matce. Tylko wtedy jesteśmy wielcy, tylko wtedy potrafimy przezwyciężyć nawałę zła, jeśli dochowujemy tej wierności – mówił ks. Małecki.



niedziela, 9 sierpnia 2015

Prezydent Duda w Suchej Beskidzkiej

Prezydent Andrzej Duda – tak jak obiecywał – kontynuuje podróż po Polsce. W sobotę, dwa dni po zaprzysiężeniu, odwiedził Dąbrowę Tarnowską i Janów Lubelski, z kolei w niedzielę przyjechał do Suchej Beskidzkiej. „Nie dotarłem tu w trakcie kampanii, ale teraz macie prezydenta” – mówi w czasie spotkania z mieszkańcami Duda.

Licznie przybyli mieszkańcy miejscowości odśpiewali Andrzejowi Dudzie „Sto lat” na powitanie. Portal 300polityka.pl relacjonował, że początku spotkania prezydent przyznał, że nie przyjechał do Suchej Beskidzkiej w trakcie kampanii.
 
Myślałem, że będziecie na mnie źli, bo jak trwała kampania, to nie dotarłem do Suchej. Wychodzę z założenia, że lepiej późno, niż wcale. Za to macie teraz prezydenta. Traktuje to jako ogromny wyraz zaufania, by zrealizować wszystko, co mówiłem
– zaznaczał Andrzej Duda.
 
Chciałbym, żeby w czasach mojej kadencji rozpoczęły się procesy naprawy wielu dziedzin naszego życia – służby zdrowia, ubezpieczeń społecznych. (...) Dla mnie rzeczą najważniejszą i wielką ambicją jest, by podniósł się codzienny poziom życia Polaków, to droga do zatrzymania w Polsce młodych ludzi. Jeśli zbliżymy się tym poziomem do Europy Zachodniej, to nie będzie potrzeby wyjeżdżać. Swoje ambicje zawodowe, ambicje w sensie poziomu życia, będzie można zrealizować w naszym kraju i to jest dzisiaj niezwykle potrzebne. Nie wspomnę o tym, że wiele osób jest w trudnej sytuacji i to dla nich w pierwszej kolejności jest niezwykle istotne, by ten poziom życia zaczął się podnosić. To są moje zobowiązania wyborcze i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby ich dopełnić. Po pięciu latach znowu mnie państwo podsumujecie, moją pracę, i ocenicie, czy spełniłem pokładane we mnie nadzieje, ale w sensie społecznym mam ogromne pragnienie, by udało nam się to wspólnie zrealizować – tę wielką wizję odtworzenia w Polsce wspólnoty, której nam dzisiaj brakuje, społecznej, żebyśmy zaczęli ze sobą rozmawiać i żeby ze słów emanował szacunek – to absolutna podstawa, życzliwości to już coś więcej. Do odtwarzania wspólnoty ten zwykły szacunek wystarczy. Będę czynił, co tylko w mojej mocy, żeby to zaczęło się od polityki. To politycy muszą odbudować szacunek do siebie i szacunek obywateli do polityki w ogóle
– kontynuował.

W czasie wiecu prezydent mówił również o Narodowej Radzie Rozwoju.
 
Chciałbym, aby zostały opracowane strategie, według których będziemy mogli postępować. Liczę, że w Narodowej Radzie Rozwoju zgromadzę najlepszych ekspertów, wizjonerów, którzy opracują strategię rozwoju Polski na przyszłość, na najbliższe dziesięć lat w dziedzinach, które wymagają naprawy. Dziękuję za to spotkanie
– podkreślał.
 
Dziękuję za dudy, za muzykę, za waszego posła, Krzysztofa Szczerskiego, którego niestety wam zabieram. Mam nadzieję, że przyjdzie ktoś, kto mu dorówna, jeśli chodzi o pracę
– dodawał w czasie spotkania z mieszkańcami.

Po spotkaniu Andrzej Duda odpowiadał na pytania dziennikarzy. Pytano m.in. o współpracę z rządem i Radę Gabinetową. Prezydent zaznaczył, że „ma program i chce go realizować”.
 
Mam nadzieję, że znajdę przychylność (dla programu – przyp. red.). Zdecydowanego oporu nie widzę. Więcej wokół tego jest robionego szumu, niż jest w rzeczywistości. Uważam, że słowa ministra Siemoniaka były przychylne, spotkałem się z ministrem Schetyną, to było rzeczowe spotkanie. Jestem otwarty na rozmowę, będę chciał negocjować. Czas pokaże
– tłumaczył Duda, a zapytany o Radę Gabinetową odpowiedział: „Zobaczymy, z panią premier na pewno będę chciał się spotkać”.

Zapytany z kolei przez dziennikarza portalu 300polityka.pl o niedzielną wypowiedź Ewy Kopacz o tym, że prezydent wycofuje się ze swoich obietnic, wyjaśnił:
 
Dziwię się trochę, że premier tak mówi. Nie wycofuję się ze swoich obietnic, tylko proszę, aby słuchać mnie z takim przychylnym podejściem, a nie wycinać z kontekstu poszczególne słowa i podawać, że oznacza to wycofanie się z moich obietnic. Otóż nie. Mam świadomość roli i możliwości prezydenta.

Są rzeczy, które mogę zrobić sam, ale są takie obszary, w których samemu jest bardzo trudno przygotować projekt bez konsultacji z rządem, bo to tak olbrzymie dziedziny w funkcjonowaniu państwa, że to rząd ma więcej instrumentów. Mam tego pełną świadomość, że w pewnym sytuacja będę inicjatorem procesów, także na zasadzie wzywania. Jeśli ktoś chce to rozumieć, że się wycofuję, to się z tym nie zgadzam
– podkreślił prezydent.

Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy na Prezydenta RP

Andrzej Duda w czwartek, 6 sierpnia o godz. 10 złożył ślubowanie przed Zgromadzeniem Narodowym i został 6. Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. Nowa głowa państwa wygłosiła orędzie z sejmowej mównicy. Następnie Andrzej Duda udał się do Archikatedry św. Jana Chrzciciela, gdzie odprawiono uroczystą mszę świętą. Prezydent elekt był również w Zamku Królewskim - przekazano mu insygnia władzy i wręczono Order Orła Białego oraz Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. Prezydent wygłosił przemówienie przed Pałacem Prezydenckim, a następnie udał się na warszawski Plac Piłsudskiego, gdzie złożył kwiaty przy Grobie Nieznanego Żołnierza i przejął zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi RP.



czwartek, 9 lipca 2015

Ostry apel do Komorowksiego ws. Stauffenberga

Dodano: 09.07.2015 [15:27]
Ostry apel do Komorowksiego ws. Stauffenberga  - niezalezna.pl
foto: planet-schule.de
Wzywamy prezydenta Bronisława Komorowskiego do zaniechania udziału w wydarzeniach, których następstwem jest szkalowanie dobrego imienia Polski i Polaków.  Do tych wydarzeń  należy zapowiadana obecność głowy państwa polskiego w uroczystościach honorujących Clausa von Stauffenberga - zaapelowało Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza do Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego w sprawie honorowania von Stauffenberga.

 W apelu czytamy, że "niemiecka polityka historyczna dotycząca II wojny światowej, prowadzona w sposób konsekwentny i w intencjach rozpoznawalny, godzi w zarówno w prawdę historyczną jak i wizerunek Rzeczypospolitej. Według logiki tej propagandy polakożerca i żydożerca Von Stauffenberg staje się symbolem oporu Europejczyków przeciwko nazistowskim Niemcom. W imię prawdy i dobrej pamięci o bohaterach narodowych na taki obraz II wojny światowej Polacy nigdy zgodzić się nie mogą. Uczestniczenie w jego kształtowaniu uważamy za szkodliwe i haniebne.

Rolą Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej powinno być godne prezentowanie polskiego wkładu w obronę Europy przed brunatną Rzeszą Niemiecką. Polska ma dostatecznie wiele wybitnych postaci w pełni zasługujących na reprezentowanie rzeczywistego bohaterstwa w walce z pogańską i rasistowską ideologią III Rzeszy oraz z wykonawcami jej polityki w latach II wojny światowej, do których należy zaliczyć także honorowaną przez Pana postać oficera niemieckich sił zbrojnych najeżdżających Polskę we wrześniu 1939 r.

Solidaryzując się z "Listem otwartym do Bronisława Komorowskiego", napisanym przez Macieja Świrskiego, Prezesa Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom, prosimy o upublicznienie Apelu i występowanie z protestami do Kancelarii urzędującej głowy państwa (listy@prezydent.pl
)" - napisali w imieniu Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza prof. Jan Żaryn, prezes, Wojciech Boberski, wiceprezes i Teresa Bochwic, członek Zarządu.

sobota, 4 lipca 2015

Beata Szydło pokazała, skąd PiS weźmie pieniądze na obietnice. KONWENCJA PROGRAMOWA

Dodano: 04.07.2015 [14:42]
Beata Szydło pokazała, skąd PiS weźmie pieniądze na obietnice. KONWENCJA PROGRAMOWA - niezalezna.pl
foto: pis.org.pl
Długie wystąpienie Beaty Szydło, kandydatki PiS na premiera, zostało owacyjnie przyjęte przez uczestników konwencji programowej tej partii. Wiceszefowa PiS pokazała m.in., z jakich źródeł przyszły rząd chce finansować swoje plany. Beata Szydło nakreśliła też społeczno-gospodarczy program swojego gabinetu.

"Jesteśmy dzisiaj na Śląsku. To dumny region. Tu żyją ludzie, którzy cenią etos pracy. Im nie potrzeba 100-stronicowego programu, lecz konkretnych rzeczy. Praca - tego dzisiaj potrzebuje Śląsk. Zebraliśmy się tutaj, żeby pokazywać konkretne rozwiązania"

- rozpoczęła Beata Szydło swoje wystąpienie. Kandydatka PiS na premiera zadeklarowała:


Naszym celem jest dobre życie Polaków: praca, rodzina, zdrowie. Każde nowoczesne państwo dba o zrównoważony rozwój całego kraju, dba o rozwój rodzimych firm. Trzeba to też robić w Polsce. Polskie firmy muszą dostać od nas ogromne wsparcie. Musimy dbać o polskich małych i średnich przedsiębiorców - oni są impulsem dla rozwoju kraju. Musimy pamiętać, że budujemy jedną wspólnotę, która nazywa się Polska. Dbajmy i walczmy o naszą markę.

Beata Szydło nawiązała tez do ostatnich działań, a raczej deklaracji rządu Ewy Kopacz wobec Śląska:

Ostatnie osiem lat to ciągłe mówienie: nie da się. Tak jak tutaj na Śląsku. Przyjeżdża rząd, organizuje posiedzenie i przyjmuje program dla Śląska, a jednocześnie na Budryku 400 osób dostaje wypowiedzenia z pracy. To jest program dla Śląska?

Tłumaczyła też, dlaczego Polsce potrzebny jest patriotyzm gospodarczy:

Jesteśmy 6. pod względem potencjału państwem Unii Europejskiej. 2/3 naszego eksportu wypracowują firmy należące do kapitału zagranicznego. Ponad połowa tego, co statystycznie nazywa się przemysłem przetwórczym, ma swoje centra decyzyjne poza granicami Polski. Naszą rzeczywistość można zmienić. Musimy stworzyć równowagę na polskim rynku. To nie znaczy, że nie cenimy zagranicznych firm, ale muszą działać na równych warunkach. Zagraniczne firmy muszą u nas dawać miejsca pracy, dawać perspektywę i stabilizację. Budować to, co dla Polski jest teraz najważniejsze - polską perspektywę gospodarczą. Polskie firmy mają mieć szansę konkurowania z zagranicznymi, obowiązek państwa to stworzyć takie warunki.

Zdaniem Beaty Szydło paradoks polskiego wzrostu gospodarczu polega na tym, że nie przekłada się on na kieszenie Polaków. "Musimy to zmienić. Musimy doprowadzić do tego, żeby z naszego wzrostu korzystali wszyscy, nie tylko 10 proc. społeczeństwa" - zapowiedziała Szydło.



fot. Michał Nowak

Jak stwierdziła wiceprezes PiS - Polski nie stać na to, byśmy dłużej marnotrawili energię i zapał polskich przedsiębiorców. "W Radzie Gospodarczej pani premier są przedstawiciele trzech dużych banków, których macierzyste siedziby znajdują się za granicą. Jeśli ja będę tworzyć rząd, w mojej Radzie będą przedstawiciele rodzinnych firm, małych polskich przedsiębiorstw" - ogłosiła Beata Szydło.

Dodała też, że 60 proc. polskich rodzin nie stać na jakiekolwiek oszczędności. "My będziemy mieli odwagę, by podejmować takie decyzje, które realnie zmienią sytuację każdego Polaka. Długofalowa strategia i wizja rozwoju - to świadczy o sprawnym państwie. My, PiS, mamy strategię i wizję" - podkreśliła.

Najciekawszym elementem wystąpienia Beaty Szydło były plansze z wyliczeniami dotyczącymi trzech sztandarowych propozycji PiS. Pierwsza to wprowadzenie programu rodzinnego: 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko. Szydło pokazała, ile ten program by kosztował:



Podobne plansze, obalające mity na temat potrzebnych do realizacji środków, dotyczyły kwoty podniesienia kwoty wolnej od podatku i obniżenia wieku emerytalnego:





Jak zaakcentowała Beata Szydło - koszt tych propozycji to łącznie 39 mld zł. Skąd wziąć na to pieniądze? Oto propozycje PiS:

1. Uszczelnienie systemu podatkowego



2. Zahamowanie wyprowadzania podatków z Polski



3. Opodatkowanie hipermarketów:



4. Podatek bankowy



5. Dodatkowe wpływy z VAT:

 

A zatem według PiS można uzyskać ponad 70 mld zł, co z powodzeniem pozwoli na sfinansowanie rzekomo niemożliwych do zrealizowania zapowiedzi.

Nowa jakość w polityce? „Konwencja PiS i Zjednoczonej Prawicy to wyższa szkoła jazdy”

Dodano: 04.07.2015 [10:04]
Nowa jakość w polityce? „Konwencja PiS i Zjednoczonej Prawicy to wyższa szkoła jazdy” - niezalezna.pl
foto: Marcin Pegaz/Gazeta Polska
W piątek rozpoczęła się konwencja programowa Prawa i Sprawiedliwości oraz Zjednoczonej Prawicy. Jak zauważyła socjolog dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, politycy tych formacji są otwarci na propozycje i nie boją się dyskutować o swoich pomysłach z ludźmi o innych poglądach. – Można to nazwać wyższą szkołą jazdy – stwierdziła w programie „Wolne Głosy” na antenie Telewizji Republika dr Fedyszak-Radziejowska.

Konwencji PiS i Zjednoczonej Prawicy przygląda się dr Fedyszak-Radziejowska. Jej zdaniem politycy tych ugrupowań „zrobili coś, co można nazwać wyższą szkoła jazdy”. Dr Fedyszak-Radziejowska zwróciła uwagę, że podczas dyskusji na konwencji otworzono się na ludzi o innych poglądach.


PiS i Zjednoczona Prawica zrobili coś, co można nazwać wyższą szkoła jazdy. Swoje pomysły przedstawiają i pozwalają na tej samej konwencji na ich weryfikację i krytykę. Nie później w mediach, od razu – powiedziała.
Dodała, że do tej pory nie robiła tego żadna partia.


- Przyzwyczailiśmy się, że słowa i czyny w polityce nie idą w parze. Ale to, co widzieliśmy, jest realizacją tego, co zapowiedział Jarosław Kaczyński - czas przywrócić polityce wymiar merytoryczny – zaznaczyła Fedyszak-Radziejowska.
Szczegółowy plan konwencji oraz lista ekspertów, którzy zabiorą głos w dyskusjach panelowych

Socjolog mówiła także o zawiedzionych wyborcach Platformy, których dziś próbują zainteresować PiS wraz z byłym politykiem PO Jarosławem Gowinem oraz Paweł Kukiz.

- Kto zdiagnozował Platformę do końca i wybrał opcję tę opozycyjną, która ma szansę zmienić Polskę, zrealizować uczciwe postulaty? Właśnie Jarosław Gowin. Paweł Kukiz też był związany z PO, ale krytykuje obie partie
– powiedziała dr Fedyszak, zaznaczając, że „antysystemowcy” Kukiza mają różne poglądy, ale większość z nich to byli wyborcy PO.

W piątek w Katowicach rozpoczęła się trzydniowa konwencja programowa Prawa i Sprawiedliwości oraz Zjednoczonej Prawicy. Spotkanie otworzył swoim wystąpieniem Jarosław Kaczyński. Transmisja wideo z konwencji TUTAJ.

Wygaszanie Polski trwa. Ekipa PO-PSL chce wyprzedać resztę narodowego majątku

Dodano: 04.07.2015 [18:55]
Wygaszanie Polski trwa. Ekipa PO-PSL chce wyprzedać resztę narodowego majątku - niezalezna.pl
foto: Krzysztof Sitkowski
Nowy minister skarbu Andrzej Czerwiński zapowiedział sprzedaż PKO BP, PZU i PGE. Wprawdzie jego zastępca Wojciech Kowalczyk próbuje „zmiękczyć” przekaz szefa i twierdzi, że resort nie planuje „nagłej” sprzedaży wspomnianych spółek, ale ostatnie osiem lat nie pozostawia złudzeń. Rządząca koalicja PO-PSL wyprzedała w tym czasie narodowy majątek za 58 mld zł.

Andrzej Czerwiński, następca Włodzimierza Karpińskiego na stanowisku ministra skarbu, potwierdził w tym tygodniu to, o czym jeszcze w kwietniu mówił jego poprzednik – rząd szykuje sprzedaż jednych z ostatnich „sreber rodowych” Polaków, czyli banku PKO BP, PGE i PZU. Pieniędzmi ze sprzedaży rządząca koalicja zamierza dokapitalizować program „Inwestycje Polskie”, a dokładnie przeznaczyć je na ratowanie górnictwa, które – według słów byłej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej – „Ministerstwo Gospodarki generalnie w d...e miało przez całe siedem lat”.

Zapowiedź dalszej prywatyzacji spotkała się z krytycznymi komentarzami. „Wydawało się, że po siedmiu latach nieustającej wyprzedaży majątku narodowego proces ten zostanie w końcu wstrzymany. Wygląda jednak na to, że do samego końca rząd PO-PSL będzie wyprzedawał to, co wartościowe i nieustannie powiększał dług naszego kraju” – można przeczytać na portalu Niewygodne.info.pl. Ostatnie lata nie pozostawiają złudzeń. Koalicja PO-PSL wyprzedała w czasie swoich rządów narodowy majątek za 58 mld zł.

– Wyprzedano blisko 70 proc. majątku narodowego, z bankami na czele, zadłużając jednocześnie Polskę na gigantyczne kwoty: dług publiczny przekroczył już bilion złotych, a dług zagraniczny sięga 380 mld dol. – podlicza „sukcesy” Donalda Tuska i Ewy Kopacz główny ekonomista SKOK-ów Janusz Szewczak. Teraz rządzący chcą pozbyć się resztek państwowych udziałów w PKO BP – 31 proc., w PZU – 35 proc. i w PGE – 58 proc. – Jak je sprzedadzą, pozostaną nam już tylko ziemia, lasy, Poczta Polska i kolej – dodaje ekspert.

Niektórzy ekonomiści wyliczyli, że tylko na wyprzedaży sektora bankowego straciliśmy ok. 200 mld zł, a na reszcie firm co najmniej 500 mld zł. Jeśli rząd Kopacz pozbędzie się resztek polskiego majątku, oznaczać to będzie kolejne straty, bo „Inwestycje Polskie”, które mają być wsparte pieniędzmi z prywatyzacji PKO BP, PGE i PZU, to przecież „ch..., d... i kamieni kupa”, jak mówił były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Nie przesadzał, bo w ciągu pierwszych dwóch lat funkcjonowania sztandarowa instytucja, która zdaniem Tuska miała zapewnić Polsce „cywilizacyjny skok”, podpisała zaledwie dwie umowy – pierwsza dotyczyła finansowania inwestycji gdańskiego Lotosu, a druga dotyczyła remontu kompleksu akademików w Krakowie.

Po oburzeniu niezależnych mediów i ekspertów na zapowiedź ministra Czerwińskiego, że zamierza nadal wyprzedawać narodowy majątek, jego zastępca Wojciech Kowalczyk próbuje „zmiękczyć” przekaz szefa i twierdzi, że resort nie planuje „nagłej” sprzedaży PKO BP, PZU i PGE. – Przy ewentualnych transakcjach będziemy brali pod uwagę sytuację makroekonomiczną, interes skarbu państwa i pozostałych akcjonariuszy – twierdzi. Jeśli PO i PSL będą to robiły z takim skutkiem jak przez ostatnie osiem lat, to z Polski rzeczywiście zostanie jedynie „kamieni kupa”.