środa, 31 maja 2017

Dorota Kania ujawnia: Jak Niemcy kolonizują Polskę. „Merkel uznaje decyzje hitlerowskich urzędników”


Dodano: 30.05.2017 [23:09]
Dorota Kania ujawnia: Jak Niemcy kolonizują Polskę. „Merkel uznaje decyzje hitlerowskich urzędników” - niezalezna.pl
foto: flickr.com/photos/europeancouncilpresident
Dorota Kania w dzisiejszym odcinku programu „Koniec systemu” przedstawiła najnowsze fakty ws. rozszerzania przez Niemców swoich wpływów po 1989 r. Przejęcie niemal w 90 procentach mediów, wykupywanie ziemi i przedsiębiorstw, wspieranie separatystów, czyli Ruchu Autonomii Śląska, przyznawanie obywatelstwa niemieckiego osobom, których przodkowie byli wpisani na Volkslistę – tak w największym skrócie można nazwać rozszerzanie przez Niemców swoich wpływów po 1989 r. Polskie władze przez szereg lat dawały na to przyzwolenie – wyjątkiem były rządy Jana Olszewskiego, Jarosława Kaczyńskiego i obecnie rząd premier Beaty Szydło.

Niemcy szczególną uwagę poświęcają Polsce zachodniej, a zwłaszcza terenom, które przed II wojną światową nie należały do Rzeczypospolitej. To właśnie tam ekspansja niemiecka jest najbardziej widoczna. I to nie tylko dlatego, że niektóre miejscowości mają dwujęzyczne tablice informacyjne: nazwy są w języku polskim i niemieckim. Najważniejsze są wpływy w mediach i gospodarce. Największe media i ważne przedsiębiorstwa zostały sprzedane – często za przysłowiowe grosze – niemieckim właścicielom.

Szczególną ekspansję widać także w mediach – Niemcy są właścicielami lokalnych gazet niemal w 90 procentach, m.in.  tygodników, stacji radiowych i portali internetowych. Aktualnie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje nad ustawą dekoncentracyjną, która ma zminimalizować zagraniczne wpływy w polskich mediach. Tak jak jest to w Niemczech, gdzie żaden obcy kapitał nie ma udziałów w niemieckich mediach.

Na terenie Rzeczypospolitej Polskiej znajduje się ambasada Republiki Federalnej Niemiec oraz konsulaty w Gdańsku, Krakowie, Opolu i Wrocławiu. Są także konsulowie honorowi, których siedziby mieszczą się w Bydgoszczy, Gliwicach, Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie, Szczecinie. Należy podkreślić, że żadne inne państwo nie ma w Polsce tylu przedstawicielstw dyplomatycznych, co właśnie Republika Federalna Niemiec. 

Volkslista była niemiecką listą narodowościową, wprowadzoną na terenach polskich od roku 1940. Wprowadzenie jej miało pokazać, że tereny polskie były od zawsze niemieckie. Polacy mieszkający na terenie Pomorza, Śląska czy Wielkopolski byli przedstawiani jako mniejszość, która uciskała ludność niemiecką. Na terenach okupowanej Polski wpisem na niemiecką listę narodowościową objęto, według różnych szacunków, od 2 do 3 milionów ludzi. Chociaż podpisanie Volkslisty było przymusowe, a za odmowę groziła nawet śmierć, znaleźli się ludzie, którzy listy nie podpisali. Odmówili tego m.in. przedwojenny aktor kabaretowy Fryderyk Jarossy oraz Karol Habsburg – właściciel Żywca. On i jego rodzina odmówili przyjęcia niemieckiego obywatelstwa: uważali się przede wszystkim za obywateli polskich, czego dowodem był fakt, że Karol w chwili wybuchu wojny zgłosił się do Wojska Polskiego.



Materiał dotyczący niemieckiej ekspansji w Polsce ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o godz. 21.30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa 11.20 oraz sobota 9.20. Archiwalne odcinki tego programu można obejrzeć na Facebooku na stronie Koniec Systemu

wtorek, 30 maja 2017


To się dzieje w Polsce! Niemiecka firma do pracowników z Mielca: „Albo pracujecie za grosze po 12 godzin, albo bierzemy Ukraińców”


źródło: wcj24.pl
W piątek rano pracownicy mieleckiej firmy Kirchoff Automotive Polska, mieszczącej się w Specjalnej Strefie Ekonomicznej, przystąpili do strajku. Domagali się polepszenia warunków pracy. Dyrekcja postawiła ultimatum: jeśli nie wrócicie do pracy w ciągu 24 godzin, na wasze miejsce przyjdą Ukraińcy. 
W piątek około 9 wszyscy fizyczni pracownicy firmy Kirchoff opuścili swoje stanowiska pracy. Protestowali przeciwko obecnym warunkom pracy. Domagali się o 100 proc. lepszych płac, za pracę w weekendy i podwyższenia stawki godzinowej – informował autor lokalnego bloga wcj24.pl .
„Powiedziano nam, że jeśli nie przyjdziemy w sobotę czy niedzielę do pracy, zostaniemy zwolnieni dyscyplinarnie. Dyrektorzy straszą że jeśli nie chcemy na takich warunkach pracować to chętnie na nasze miejsce przyjadą Ukraińcy. Dziennie produkujemy nawet około 30 ton metalowych części. Ktoś musi przerzucić to przez ręce” – powiedział dziennikarzowi w rozmowie telefonicznej pracownik tłoczni.
Kierownik tłoczni przesłał załodze maile, w których poinformował, że nieprzyjście do pracy w sobotę, albo niedzielę będzie miało surowe konsekwencje, włącznie ze zwolnieniem.
„Często nie przestrzega się tu przepisów BHP aby zrobić wszystko tak jak życzy sobie zarząd firmy. Robią wszystko żeby tylko zwiększyć normy. Do dziś mamy w pamięci tragedię z 2008 roku. Wtedy na trzeciej zmianie zginął jeden z pracowników. Nie chcemy aby ciągłe zwiększanie norm skończyło się kolejnym śmiertelnym wypadkiem. Pośpiech w pracy przy tak niebezpiecznych maszynach które obsługujemy to nic dobrego” – mówił wcj24.pl inny pracownik firmy.
Na temat pracy w Kirchoff Automotive Polska krytycznie wypowiadali się też użytkownicy forum gowork.pl. „Ostatnimi czasy bardzo się pogorszyło. Chodzi o to że starzy dobrze pracujacy pracownicy nie są doceniani. Do pracy przychodzą nowi i mają niecałą złotówkę mniej na starcie niż ci którzy pracują ponad 10 lat. No to nie jest w porządku. Na siłę szukają teraz rąk do pracy i firma chyba zatraca wartości jakie jej przyświecały na samym początku”. – pisał w lutym jeden z nich.
„Powód strajku?
– Praca 5 dni w tyg po 12 godzin
– Chłopaki z tłoczni klepią maratony w postaci 7-9 dni bez przerwy
– soboty do odbioru
– kosmiczne normy
– podejście „góry” do pracownika
– śmieszne podwyżki rzędu średnio 0.90 groszy (przydupas dostanie 1.2zł, a „szarak” 60 groszy BRUTTO!!!
– z trzech firm jakie są w Polsce mamy najniższe stawki
– nowo przyjęty pracownik ma ok 50-70 groszy mniej na stawce godzinowej od pracownika z kilkuletnim doświadczeniem”.
Firma Kirchoff Automotive produkuje szkielety strukturalne nadwozi i podwozi samochodowych. Stanowi część międzynarodowej grupy, zatrudniającej 9 000 pracowników w około 30 zakładach produkcyjnych w 11 krajach. W Polsce firma ma trzy zakłady: w Mielcu, Gliwicach i Gnieźnie, korzystając m.in. z udogodnień i zwolnień podatkowych w Specjalnych Strefach Ekonomicznych.
Zarząd firmy ma dwa tygodnie żeby porozumieć się z załogą. Jeśli nic się nie zmieni, pracownicy zapowiadają, że znowu odejdą od swoich stanowisk.
O sytuacji pracowników firmy Kirchoff odwołali się dzisiaj na demonstracji ONR w Warszawie, działacze tej organizacji, zobacz tutaj: Demonstracja ONR: „Stop ukrainizacji rynku pracy i ściągania migrantów ze wschodu” [VIDEO]
Masowe sprowadzanie tanich ukraińskich pracowników do Polski zaczyna przypominać podobną sytuację między Meksykiem i USA, gdzie Latynosi opanowali ogromną część rynku pracy, co ostatecznie stało się powodem wygranej Donalda Trumpa. Zdaniem ekspertów opieranie polskiej gospodarki na taniej sile roboczej ze Wschodu hamuje wzrost płac i uniemożliwia rozwój bardziej zaawansowanych gałęzi gospodarki, w które przedsiębiorcy musieliby zainwestować w przypadku braku łatwego dostępu do zgadzających się na pół-niewolnicze warunki zatrudnienia pracowników z Ukrainy.

     Tusk w 2012 r.: "Nie rozumiem determinacji rodzin by przeprowadzić ekshumacje ofiar". Czy po 8 ciałach w jednej trumnie w końcu to zrozumiał?
wpis z dnia 30/05/2017
foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0)
W 2010 roku Ewa Kopacz zapewniała z mównicy sejmowej: "Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 metr i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy skrawek został przebadany genetycznie". Dwa lata później, kiedy pojawiły się pierwsze wątpliwości, kto leży w grobach ofiar katastrofy smoleńskiej, ówczesny premier Donald Tusk stwierdził, że "nie rozumie determinacji rodzin, by przeprowadzić ekshumacje". Ciekawe czy, po ujawnieniu fragmentów 8 ciał w jednej trumnie, nadal tak uważa?
                          
Oficjalne stanowisko Prokuratury Wojskowej mówi, że polscy prokuratorzy i patomorfolodzy nie uczestniczyli w sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, które odbywały się w Moskwie. Warto też odnotować, że w maju 2010 r. do Polski przywieziono trumnę ze szczątkami opisanymi jako NN. Nie można ich było zidentyfikować. Minister Michał Boni podjął wówczas decyzję o ich skremowaniu. Powyższe fakty stoją w sprzeczności z wypowiedzianymi publicznie słowami Ewy Kopacz. 16 kwietnia 2010 r. ówczesna minister zdrowia powiedziała:

"Pracowaliśmy na miejscu z jedenastoma patomorfologami polskimi, ręka w rękę z lekarzami rosyjskimi. Patomorfologię Rosjanie mają zupełnie niezłą. Każda najmniejsza część, każdy skrawek ciała jest identyfikowany".

22 kwietnia 2010 r., przebywając w Moskwie, Ewa Kopacz w rozmowie z dziennikarzami powiedziała:

"Nie było ani jednej pomyłki. Wszystko się zgadza. Nasi eksperci są pełni podziwu dla pracy tutejszego zakładu medycyny sądowej".

W kilka dni później przyszła premier Polski stwierdziła:

"Najmniejszy skrawek, który został przebadany, najmniejszy szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy - wtedy, kiedy przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokość ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny - każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie".
         
r e k l a m y

   
W 2012 roku, kiedy pojawiły się pierwsze wątpliwości, kto leży w grobach ofiar katastrofy smoleńskiej, ówczesny premier Donald Tusk stwierdził rzecz następującą:

"Nie rozumiem determinacji rodzin by przeprowadzić ekshumacje ofiar, bo nie rozumiem. Ale widocznie jest jakaś potrzeba, która tkwi w zranionych uczuciach".

Ciekawe, czy po ujawnieniu, że do trumny gen. Bronisława Kwiatkowskiego włożono fragmenty ośmiu ciał, Tusk w końcu zrozumie determinację rodzin? Powstaje też drugie pytanie - czy te osiem ciał w jednej trumnie (i inne przypadki mylenia ciał), były powodami, dla których Rosjanie zaplombowali trumny i zakazali je otwierać po przewiezieniu z Moskwy do Warszawy?
    
wpis z dnia 30/05/2017 

Dorota Kania ujawnia: Jak Niemcy kolonizują Polskę. „Merkel uznaje decyzje hitlerowskich urzędników”


Dodano: 30.05.2017 [23:09]
Dorota Kania ujawnia: Jak Niemcy kolonizują Polskę. „Merkel uznaje decyzje hitlerowskich urzędników” - niezalezna.pl
foto: flickr.com/photos/europeancouncilpresident
Dorota Kania w dzisiejszym odcinku programu „Koniec systemu” przedstawiła najnowsze fakty ws. rozszerzania przez Niemców swoich wpływów po 1989 r. Przejęcie niemal w 90 procentach mediów, wykupywanie ziemi i przedsiębiorstw, wspieranie separatystów, czyli Ruchu Autonomii Śląska, przyznawanie obywatelstwa niemieckiego osobom, których przodkowie byli wpisani na Volkslistę – tak w największym skrócie można nazwać rozszerzanie przez Niemców swoich wpływów po 1989 r. Polskie władze przez szereg lat dawały na to przyzwolenie – wyjątkiem były rządy Jana Olszewskiego, Jarosława Kaczyńskiego i obecnie rząd premier Beaty Szydło.

Niemcy szczególną uwagę poświęcają Polsce zachodniej, a zwłaszcza terenom, które przed II wojną światową nie należały do Rzeczypospolitej. To właśnie tam ekspansja niemiecka jest najbardziej widoczna. I to nie tylko dlatego, że niektóre miejscowości mają dwujęzyczne tablice informacyjne: nazwy są w języku polskim i niemieckim. Najważniejsze są wpływy w mediach i gospodarce. Największe media i ważne przedsiębiorstwa zostały sprzedane – często za przysłowiowe grosze – niemieckim właścicielom.

Szczególną ekspansję widać także w mediach – Niemcy są właścicielami lokalnych gazet niemal w 90 procentach, m.in.  tygodników, stacji radiowych i portali internetowych. Aktualnie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje nad ustawą dekoncentracyjną, która ma zminimalizować zagraniczne wpływy w polskich mediach. Tak jak jest to w Niemczech, gdzie żaden obcy kapitał nie ma udziałów w niemieckich mediach.

Na terenie Rzeczypospolitej Polskiej znajduje się ambasada Republiki Federalnej Niemiec oraz konsulaty w Gdańsku, Krakowie, Opolu i Wrocławiu. Są także konsulowie honorowi, których siedziby mieszczą się w Bydgoszczy, Gliwicach, Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie, Szczecinie. Należy podkreślić, że żadne inne państwo nie ma w Polsce tylu przedstawicielstw dyplomatycznych, co właśnie Republika Federalna Niemiec. 

Volkslista była niemiecką listą narodowościową, wprowadzoną na terenach polskich od roku 1940. Wprowadzenie jej miało pokazać, że tereny polskie były od zawsze niemieckie. Polacy mieszkający na terenie Pomorza, Śląska czy Wielkopolski byli przedstawiani jako mniejszość, która uciskała ludność niemiecką. Na terenach okupowanej Polski wpisem na niemiecką listę narodowościową objęto, według różnych szacunków, od 2 do 3 milionów ludzi. Chociaż podpisanie Volkslisty było przymusowe, a za odmowę groziła nawet śmierć, znaleźli się ludzie, którzy listy nie podpisali. Odmówili tego m.in. przedwojenny aktor kabaretowy Fryderyk Jarossy oraz Karol Habsburg – właściciel Żywca. On i jego rodzina odmówili przyjęcia niemieckiego obywatelstwa: uważali się przede wszystkim za obywateli polskich, czego dowodem był fakt, że Karol w chwili wybuchu wojny zgłosił się do Wojska Polskiego.



Materiał dotyczący niemieckiej ekspansji w Polsce ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o godz. 21.30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa 11.20 oraz sobota 9.20. Archiwalne odcinki tego programu można obejrzeć na Facebooku na stronie Koniec Systemu

niedziela, 28 maja 2017

Zachodni internauci nadal oczarowani polską premier. „Szczęśliwi Polacy”

Dodano: 28.05.2017 [20:13]
​Zachodni internauci nadal oczarowani polską premier. „Szczęśliwi Polacy” - niezalezna.pl
foto: @JackPosobiec / Twitter.com
Wystąpienie polskiej premier Beaty Szydło w polskim Sejmie, dotyczące sprzeciwu wobec nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej Unii Europejskiej, nadal robi furorę w sieci i spotkało się z ogromnym uznaniem zagranicznych internautów. Stało się to m.in. dzięki przetłumaczeniu przez polskich użytkowników Twittera części jej przemówienia na język angielski. Teraz powstała również francuskojęzyczna wersja wystąpienia premier Polski.

W środę, po zamachu bombowym w Manchesterze, w którego wyniku zginęły 22 osoby, w tym dwoje polskich obywateli, z mównicy sejmowej premier Polski Beata Szydło zakomunikowała, że Polska „nie zgodzi się na żadne szantaże ze strony UE”. – Nie będziemy uczestniczyli w szaleństwie brukselskich elit. My chcemy pomagać ludziom, a nie brukselskim elitom – mówiła.

Nagranie jej przemówienia, zostało przełożone przez internautów na język angielski i zrobiło furorę wśród angielskojęzycznych użytkowników.

CZYTAJ WIĘCEJ: „Dokąd zmierzasz Europo? Powstań z kolan i obudź się”. Przemówienie Beaty Szydło hitem w Ameryce. WIDEO

„Czy widzieliście kiedyś kobietę takiego pokroju?” – napisał na Facebooku z uznaniem dla postawy szefowej polskiego rządu wobec polityki migracyjnej Brukseli Milo Yiannopoulos, były główny redaktor prorepublikańskiego portalu Breitbart News.

„Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie codziennie będziesz opłakiwała swoje dzieci!” – taki cytat z polskiej premier opublikował na Twitterze amerykański użytkownik Max McDowell, komentując to: „Jedyny sensowny lider w Europie to polska premier Beata Szydło”.



Wystąpienie szefowej polskiego rządu zauważył również brytyjski konserwatysta dr Teck Khong. „Polska premier o wybuchu w Manchesterze: »To zamach na Europę, na naszą kulturę, na naszą tradycję«. Zamach. Nie incydent. Dokładnie tak, madame” – napisał. – „Och, jak bym chciał, żeby nasza premier [Theresa May] mówiła z taką pasją i szczerością do obywateli Wielkiej Brytanii. Szczęśliwi Polacy” – odpowiedział mu inny użytkownik Michael White.


Polish PM on Manchester bombing: "It's an attack on Europe, our culture, our tradition"
Attack. Not incident

Exactly my sentiment, madam. https://twitter.com/v_of_europe/status/867811450835927040 …
@DrTeckKhong Oh how I wish our PM spoke with such passion and sincerity for the UK and citizens. Lucky Poles.


„Polska premier wie, co jest na rzeczy. Europa musi zdjąć z oczu islamskie klapki i zwrócić uwagę na jej słowa. Każdy naród europejski powinien przestrzegać rady polskiej premier” – dodał z kolei amerykański użytkownik Twittera RodStryker.



Dziś użytkownicy Twittera opublikowali również francuskojęzyczną wersje fragmentu wystąpienia premier Szydło.