piątek, 8 maja 2015

Uwaga, tak mogą fałszować wybory! Idź na głosowanie z własnym długopisem


Okazuje się, że do sfałszowania wyników wyborów wcale nie są potrzebne wyrafinowane metody. Wystarczą odpowiednie... długopisy, a konkretnie wkłady do nich. Ogłoszenia o możliwości nabycia takich wkładów – których tusz wyparowuje po kilku godzinach nie pozostawiając żadnego śladu – zaczęły pojawiać się w sieci niedługo przed wyborami prezydenckimi.

Na portalach aukcyjnych można kupić długopisy ze specjalnym żelowym wkładem. Na jednym z nich sprzedawca tak reklamuje produkt: „
Końcówka tego wkładu jest bardzo czuła, dzięki czemu już bardzo delikatne muśniecie kartki wystarczy, żeby nanieść na nią wyraźny tekst – a po wyparowaniu (około 4 godziny) nie pozostanie ABSOLUTNIE żaden ślad na kartce!!!”.

Podaje też bardzo istotną informację – dzięki wkładowi pisze się tak delikatnie, że końcówka nie uszkodzi kartki, a końcowy efekt jest taki „
jakbyś na kartce nigdy nic nie napisał”.

W tym ogłoszenie nie ma sugestii, że długopisu ze specjalnym wkładem można użyć do fałszowania wyborów, ale wprost pisze się o tym na innym z aukcyjnych portali.

„
Specjalny długopis na wybory – znikający X przy nazwisku” – zachwala swój produkt ogłoszeniodawca. I zachęca, że w oferowanym wkładzie jest tusz, który znika po kilku godzinach. „Zatem głosujesz na swojego kandydata, po czym X znika przed zliczeniem głosów – zatem twój głos jest nieważny, bo karta do głosowania jest pusta” – wyjaśnia sprzedający.

Długopis ze znikającym wkładem kosztuje około 10 zł, więc jest stosunkowo tani, a dodatkowo przy zakupach hurtowych oferowane są zniżki. Wyobraźmy więc sobie, co by się działo, jeśli ktoś wpadłby na pomysł, aby takie długopisy, bez ponoszenia większych kosztów, powykładać tylko w niektórych lokalach wyborczych... Warto więc – idąc na głosowanie – wziąć ze sobą własny długopis

Gwiazda ostrzega przed Komorowskim: Wybierając prorosyjską opcję narażamy się na niebezpieczeństwo

Dodano: 08.05.2015 [21:50]
Gwiazda ostrzega przed Komorowskim: Wybierając prorosyjską opcję narażamy się na niebezpieczeństwo - niezalezna.pl
foto: youtube.com
- Jak mamy traktować poważnie człowieka, który w wynajętych telewizjach oferuje słowotok: "dialog, dialog, dialog" i w tym czasie odmawia dialogu i z kontrkandydatami i z wyborcami? - pyta Andrzej Gwiazda, twórca Wolnych Związków Zawodowych. Zwraca również uwagę na powiązania Bronisława Komorowskiego z Rosją i ostrzega: wybierając go narażamy się na niebezpieczeństwo siebie i całą Polskę.

- Na prezydenta kandyduje człowiek, który nie jest w stanie dwóch zdań powiedzieć od siebie, tylko wszystkie wypowiedzi musi czytać z kartki. Pominę już długą listę jego gaf, ale ta lista jest dyskwalifikująca. Kandydat na prezydenta nie może być człowiekiem śmiesznym - zauważa bohater polskiej historii. - Od prezydenta wymagamy, by jego słowa były zgodne z czynami. Jak mamy traktować poważnie człowieka, który w wynajętych telewizjach oferuje słowotok: "dialog dialog dialog" i w tym czasie odmawia dialogu i z kontrkandydatami i z wyborcami? - pyta Andrzej Gwiazda

W swojej wypowiedzi przypomina również kontekst międzynarodowy niedzielnych wyborów. - Rosja dzięki Ukraińcom musiała zdjąć maskę. Wybierając prorosyjską opcję w Polsce, niezależnie od tego jak jest zakamuflowana obecnie, narażamy na niebezpieczeństwo siebie, swoich sąsiadów i całą Polskę - podkreśla legendarny przywódca "Solidarności".

CZYTAJ WIĘCEJ: Andrzej Gwiazda o działaniach wewnątrz PO: Nigdy nie interesowały nas roszady u czerwonych

Andrzej Gwiazda wspomina też wydarzenia sprzed pięciu lat i to co działo się po tragedii rządowego tupolewa. Podkreśla rolę Bronisława Komorowskiego w tym, co robiły polskie władze. - Jego zachowanie w 2010 r. po 10 kwietnia. To, że uznał się za następcę zanim przyszła wiadomość o śmierci prezydenta Kaczyńskiego budzi niesłychane podejrzenia. Niesłychane podejrzenia budzi również jego zachowanie, walka z krzyżem, z ludźmi, którzy przyszli oddać hołd prezydentowi, który poległ na posterunku w czasie pełnienia swoich prezydenckich funkcji. Sąsiad wobec swojego zmarłego sąsiada nie zachowałby się tak, jak zachował się Komorowski, który zajmował stanowisko po śmierci Lecha Kaczyńskiego - mówi na filmie bohater opozycji w PRL.

- Jeżeli sięgniemy szerzej, to i cała afera marszałkowska (...) widzimy powiązania z tajnymi służbami - zauważa Gwiazda, mówiąc też o związkach Komorowskiego z WSI. - Jest to środowisko, które on reprezentuje, a z tego co pokazuje telewizja, jest to środowisko, które nim kieruje  - podkreśla.

Dlaczego Andrzej Gwiazda ostrzega przed Komorowskim? ZOBACZ NAGRANIE:

Szef „Solidarności” apeluje: Weźcie udział w wyborach i zagłosujcie na Andrzeja Dudę

Dodano: 08.05.2015 [18:14]
Szef „Solidarności” apeluje: Weźcie udział w wyborach i zagłosujcie na Andrzeja Dudę - niezalezna.pl
foto: Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
„(…) jeśli ponownie wybierzemy urzędującego prezydenta, który wydłużył wiek emerytalny, ograniczył prawa obywatelskie do manifestowania swoich poglądów oraz wprowadził antypracownicze zmiany w kodeksie pracy – nic się nie zmieni – napisał w apelu do członków i sympatyków NSZZ „Solidarność” oraz do pracowników przewodniczący związku Piotr Duda.

Szef „S” w opublikowanym w piątek apelu podkreśla, że niedzielne wybory, to nie tylko wybory nowego prezydenta. „To tak naprawdę spóźnione referendum emerytalne, którego przeprowadzenie zablokowała nam koalicja PO-PSL. Więcej – te i przyszłe wybory parlamentarne zdecydują, czy uda się odwrócić cały szereg antypracowniczych i antyspołecznych decyzji podjętych przez PO i PSL z Donaldem Tuskiem, Ewą Kopacz i Bronisławem Komorowskim na czele” – napisał Piotr Duda.

Według niego, ponowny wybór Komorowskiego oznacza brak jakichkolwiek zmian. „Nie ma najmniejszych wątpliwości, że jeśli ponownie wybierzemy urzędującego prezydenta, który wydłużył wiek emerytalny, ograniczył prawa obywatelskie do manifestowania swoich poglądów oraz wprowadził antypracownicze zmiany w kodeksie pracy – nic się nie zmieni, a społeczeństwo nadal nie będzie miało możliwości korzystania z narzędzi demokracji bezpośredniej, jakimi są obywatelskie referenda” – zaznaczył szef „Solidarności”.

Jak dodał, zmianę taką gwarantuje Andrzej Duda, z którym „Solidarność” podpisała umowę programową. „Ta umowa to nie polityka, ale narzędzie gwarantujące realizację najważniejszych pracowniczych postulatów” – czytamy w liście przewodniczącego.

Na zakończenie zwrócił się z apelem: „Dlatego apeluję do wszystkich członków i sympatyków „Solidarności”, a także do wszystkich pracowników – weźcie udział w wyborach i zagłosujcie na Andrzeja Dudę. Nie wyobrażam sobie, aby pracownicy, a tym bardziej związkowcy oddali swój głos na obecnego prezydenta – Bronisława Komorowskiego”

Jak w PRL-owskiej komedii. "Tłum" do Komorowskiego dowieziony autobusami. WIDEO

Dodano: 21.04.2015 [19:10]
Jak w PRL-owskiej komedii. "Tłum" do Komorowskiego dowieziony autobusami. WIDEO - niezalezna.pl
foto: youtube.com
Tutaj mamy przykład jak ludzie są przewożeni na marsze pana Komorowskiego. Dużego zainteresowania nie ma, chyba, że się zapłaci 400 zł na głowę. Ludzie są sprowadzani - mówi autor nagrania jakie pojawiło się dzisiaj wInternecie. Na amatorskim filmie widać jak na parking w Gdyni podjeżdżają dwa autokary, służby prowadzą ludzi na spotkanie z kandydatem Platformy w wyborach prezydenckich.

Bronisław Komorowski dziś kampanię prowadził w Gdynii, w tym mieście był w, jak sam mówi "formacie prezydenckim", nie jako kandydat. Prezydent wziął udział w uroczystości odsłonięcia tablicy upamiętniającej nadanie gdyńskiemu Śródmieściu tytułu Pomnika Historii i spotkał się z prezydentem miasta, Wojciechem Szczurkiem.

Wizycie Komorowskiego w Gdyni jak zwykle towarzyszyły protesty, ale też oprócz funkcjonariuszy BOR pojawili się i zwolennicy kandydata PO. Skąd się wziął "spontaniczny" tłum na spotkaniu z Bronisławem Komorowskim? Dowieziony został autobusami.

Sama praktyka może wydawać się ciekawa, nie tylko ze względu na skojarzenia z filmami komediowymi z czasów PRL. Również intrygujący wydaje się fakt, że w Trójmieście, uznawanym za matecznik PO - teoretycznie nie powinno być problemów ze znalezieniem zwolenników polityka tej partii .

ZOBACZ NAGRANIE

czwartek, 16 kwietnia 2015

Komorowski denerwuje znaną aktorkę. Dykiel, będąc w TVP, uderzyła mocno - i to "na żywo"

Dodano: 16.04.2015 [09:23]
​Komorowski denerwuje znaną aktorkę. Dykiel, będąc w TVP, uderzyła mocno - i to "na żywo" - niezalezna.pl
foto: vod.tvp.pl
W programie TVP 1 „Świat się kręci” podsumowano 5 lat Bronisława Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim (5 lat mija dopiero w sierpniu, ale to szczegół). Gościem dnia była Bożena Dykiel, która celnie wypunktowała urzędowanie polityka Platformy Obywatelskiej. - Komorowski grabi nas Polaków, bo czym można nazwać afery z OFE, wiek emerytalny 67 lat - mówiła poirytowana aktorka.

„Łączy nas Polska” – pod takim hasłem Komorowski podsumował swoją prezydenturę.

- Łączy, jeżeli jest to nowoczesny patriotyzm, który u prezydenta polega na tym, że razem ze swoją formacją grabi nas, Polaków. Bo czym można nazwać afery z OFE, wiek emerytalny 67 lat, zabranie twórcom kultury 50 proc. zysku, a wiadomo jak pracujemy - od Sasa do Lasa. Policja, która nie strzeże nas, tylko na nas poluje, miasta, gdzie nie można zaparkować, ponieważ miasta są miastami słupków, które produkuje – podejrzewam – szwagier itp. itd. – zaczęła ostro Bożena Dykiel.

O „sukcesach” Komorowskiego mówił też Andrzej Stankiewicz z „Rzeczpospolitej”. Pokazując dokument prezydencki „5 lat, 5 priorytetów, 25 konkretów” mówił m.in. o gospodarce.

- Przejrzałem te konwenty i są tu rzeczy, które nie są sukcesami. Na przykład w kwestii gospodarki prezydent zrobił niewiele. Mówi nam tak: „wniosłem do Sejmu projekt ustawy ordynacja podatkowa”, która miała decydować o tym, że w razie różnic w interpretacjach, urząd skarbowy nie może nas ukarać, że podatnik zawsze w sytuacji konfliktu przepisów zawsze ma rację. Rząd powiedział „nie, nie panie prezydencie, to nie wejdzie w życie”. Takich elementów jest bardzo dużo, także w kwestii bezpieczeństwa bliskiej panu prezydentowi. Pan prezydent popełnił pewien grzech naiwności w 2010 roku kiedy obejmował rządy. Wierzył że Rosja się zmieni, w prezydenta Miedwiediewa. Dzisiaj, kiedy przeanalizować 5 punktów, które prezydent przedstawia w swoim programie na bezpieczeństwo, to proszę państwa, tak naprawdę większość to są rzeczy, które mają nas chronić przed Rosją – mówił Stankiewicz.

- Jeżeli historyk wierzy w Rosję, to jakim on jest historykiem – ironizowała Bożena Dykiel odnosząc się do Bronisława Komorowskiego.

Czy wpływ na całą prezydenturę mogło mieć przejęcie władzy przez Komorowskiego w wyjątkowych okolicznościach, tuż po katastrofie smoleńskiej? – zapytał prowadzący Maciej Kurzajewski.

- Prezydent Komorowski nie miał łatwego początku. Możemy się zastanawiać, czy zrobił wszystko, żeby Polaków zjednoczyć. Ja uważam, że to hasło łączenia Polaków jest czysto teoretyczne, bo mamy dwa wrogie sobie obozy i nic tego nie zmieni. Można się zastanawiać czy wówczas w kwietniu 2010 roku rząd, władza, platforma nie popełniła zbyt wielu błędów. Ja osobiście uważam, że tak – mówił Stankiewicz.

- Nie uważa Pan, że formacja PO jest formacją, która grabi nas obywateli, nie daje nam parasola ochronnego, nie dba o nas? Ja to widzę od małych dzieci, gdzie teraz posyłamy sześciolatki ( do szkół – przyp. red.), zmieniamy im cały front nauki. Ostatnio swojemu wnukowi czytałem polecenia matematyczne w drugiej klasie. W ogóle nie rozumiałam o co chodzi. To siedmioletni chłopiec ma być lepiej kumaty niż ja? To są ludzie nie zajmujący się nami, nie kochający Polaków. Są to ludzie, jak pan niedawny premier Tusk, który siedem lat kombinował jakby czmychnąć do Brukseli, po tym, bałaganie jaki tu zostawił – skwitowała Dykiel.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Pięć lat po Smoleńsku. 

"Zwyciężymy i Polska będzie Polską" Jarosław Kaczyński

Pięć lat temu doszło do największej tragedii w powojennej Polsce. Zginęło 96 obywateli. Tragedia pochłonęła pierwszego obywatela Rzeczpospolitej prezydenta Lecha Kaczyńskiego jego małżonkę Marię, ostatniego prezydenta na uchodźctwie i wielu przedstawicieli naszego życia publicznego polityków, działaczy społecznych, generałów. Pochłonęła pilotów, stewardesy. Ten najprostszy wymiar tragedii to ból i żal po stracie przyjaciół. Tęsknota i potrzeba pamięci. Potrzeba tej zwykłej pamięci, którą mamy w naszych umysłach – tej uświęconej mszami świętymi. Ale także tej, która jest zawarta w pomnikach, tablicach, nazwach ulic, epitafiach, filmach.
Spotykamy się tutaj dzisiaj, od pięciu lat. Zaczęło się w pierwszych godzinach tragedii. Spotykamy się, aby oddać hołd i zachować pamięć. Ale w naszej pamięci są także inne sprawy. Wydarzenia sprzed pięciu lat miały też aspekt odnoszący się do naszego życia duchowego, społecznego, do naszego państwa. Niespełna pięć lat temu padły słowa o tym, że polskie państwo zdało egzamin. Trudno powiedzieć większą nieprawdę. Polskie państwo wtedy nie zdało egzaminu i to nie zdało go na poziomie elementarnym. Stało się także coś więcej. Polskie państwo zaatakowało polskie społeczeństwo. Zintegrowaną wspólnotę wokół tragedii. Nie uczyniono niczego, co jest międzynarodowym standardem, jeśli chodzi o działanie w takiej sytuacji. Nie zabezpieczono eksterytorialności miejsca katastrofy, nie zabezpieczono polskiej własności, przyjęto skrajnie niekorzystne dla Polski rozwiązania prawne. Dochodzenie przekazano Rosjanom. Co więcej nie zadbano nawet o godne potraktowanie ciał poległych. Bez protestów przyjęto niszczenie dowodów, odrzucono wszelkie propozycje umiędzynarodowienia śledztwa. Nie przeprowadzono sekcji zwłok.
Można by te kompromitujące fakty mnożyć. Polska komisja z niewielkimi korektami wyniki prac komisji Anodiny potwierdziła. [okrzyki „Hańba!”]. Nieustannie okłamywano Polaków. Jeśli chodzi o ten atak, nie odbył się jeszcze pogrzeb prezydenta i jego małżonki, kiedy zaczęły się ataki. Wznowiono przemysł pogardy. Zaatakowano ludzi modlących się, zaatakowano krzyż. Doszło do strasznych profanacji. Podeptano wszelkie zasady naszej, europejskiej kultury. Doszło do prawdziwej eksplozji nienawiści do polskiej tradycji, tradycji katolickiej i niepodległościowej, którą odnawiał prezydent Lech Kaczyński. To wszystko działo się za zgodą albo wręcz z inspiracji władz. Przecież te akty agresji miały miejsce tuż obok stojących funkcjonariuszy służb mundurowych. Przecież ktoś musiał nakazać zbieranie palących się jeszcze zniczy, ktoś musiał kazać zabieranie tulipanów składanych dla poległej prezydentowej. Przecież ktoś musiał kazać funkcjonariuszom, aby nie reagowali na oczywiste przestępstwa. Ta nienawiść rozwijała się. Doprowadziła do morderstwa, do usiłowania morderstwa. W pierwszą rocznicę tragedii mieliśmy do czynienia z sytuacją z furią nienawiści. Okazało się, że zorganizowanie uroczystości to zamach stanu. Tak wtedy pisano. Tak oszalali z nienawiści publicyści wtedy pisali. Państwo nie zdało egzaminu, władza nie zdała egzaminu. Władza pokazała swoją odrażającą twarz i pokazała swoją całkowitą niezdolność do kierowania polskimi sprawami. Dlatego jesteśmy tu po to, aby nie tylko oddać hołd, ale jesteśmy to po to również, aby wspomnieć o testamencie poległego prezydenta i wszystkich poległych.
Ten testament jest prosty. Trzeba odnowić polskie państwo. Ale żeby odnowić polskie państwo trzeba odnowić polską wspólnotę, zintegrowaną wokół najpiękniejszych polskich tradycji – niepodległości, wolności, demokracji oraz reguły, że fundamentem jest zasada pro publico bono – dla dobra publicznego.
Musimy odbudować polską wspólnotę, mimo że są między nami różnicę i nigdy nie zniknął, ale musi być jakaś wartość, która jest nie kwestionowana przez nikogo. Tą wartością jest prawda. Bez prawdy nie ma demokracji, wolności, praworządności, praw obywatelskich, nie ma obywateli. Są tylko zmanipulowani poddani. Do prawdy można dochodzić różnie, ale najczęściej dochodzi się do niej przez zadawanie pytań. W naszym życiu publicznym jest wiele pytań, na które nie ma żadnej odpowiedzi. Ale najważniejsze z tych pytań to pytanie o Smoleńsk. Bez prawdy o Smoleńsku nigdy nie zbudujemy silnego państwa, które będzie strzegło naszego bezpieczeństwa i porządku publicznego opartego na solidarności i sprawiedliwości. To państwo to jest to, czego Polska, naród polski, Polacy i polskie rodziny najbardziej potrzebują. Dzisiaj obchodzimy rocznicę katastrofy, dlatego gdy mówimy o sprawiedliwości, musimy powiedzieć o takim jej akcie, którym będzie godne uczczenie tych, którzy polegli w Smoleńsku, a szczególnie Lecha Kaczyńskiego i jego współpracowników. [okrzyki – „Lech Kaczyński!”]. Trzeba uczcić ich pamięć nie dlatego, że zajmowali najwyższe stanowiska państwowe, ale dlatego, że mieli rację i potrafili prowadzić politykę w oparciu o tę rację i mieli odwagę prowadzić taką politykę. Może dlatego ich już nie ma. (…) Zapytacie – a co z prawdą? Prawda musi się znaleźć w polskich dokumentach, musi się znaleźć w pracach historyków, w powszechnie dostępnych publikacjach, w telewizji, w radiu, w filmach, internecie i co bardzo ważne w podręcznikach szkolnych i akademickich. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że wyciągnęliśmy wnioski z tragedii smoleńskiej i jesteśmy silniejsi, jesteśmy gospodarzami we własnym polskim i bezpiecznym domu – mówił Jarosław Kaczyński. Tak, zwyciężymy i Polska będzie Polską!

Gdzie jest Tusk? W piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej były premier zniknął

Dodano: 10.04.2015 [23:14]
Gdzie jest Tusk? W piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej były premier zniknął - niezalezna.pl
foto: Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska
"Gdzie jest dzisiaj Donald Tusk? Już od samego rana ciśnie mi się na usta właśnie takie pytanie. Czyżby sprawa smoleńskiej katastrofy od chwili zostania przewodniczącym Rady Europejskiej naprawdę przestała go interesować?" - pytają zwolennicy PO na forum strony platforma.org. I faktycznie: w piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej Donald Tusk... zniknął.

Podkreślmy: równo pięć lat temu w katastrofie pod Smoleńskiem zginął prezydent RP, jego małżonka, najważniejsi generałowie, szefowie takich instytucji jak IPN czy NBP oraz wielu parlamentarzystów i wybitnych patriotów. W czasie tragedii premierem był właśnie Donald Tusk, dziś przewodniczący Rady Europejskiej.

Kiedy Polska Agencja Prasowa odnotowuje ostatnią publiczną wypowiedź Tuska? 31 marca, czyli jedenaście dni temu, gdy Tusk mówił o sytuacji gospodarczej Grecji. Ani dziś, ani w ostatnich dniach były premier ani słowem nie zająknął się o katastrofie, śledztwie smoleńskim, nie mówiąc o jakichś symbolicznych słowach skierowanych do rodzin smoleńskich.

Sytuacja ta wywołała dyskusję nawet na forum platforma.org, czyli oficjalnej strony Platformy Obywatelskiej. "Już od samego rana ciśnie mi się na usta właśnie takie pytanie. Czyżby sprawa smoleńskiej katastrofy od chwili zostania przewodniczącym Rady Europejskiej naprawdę przestała go interesować? Czyżby były premier RP uznał że nie ma z nią nic wspólnego?" - napisał jeden z użytkowników forum.

A może jednak Donald Tusk nie czuje się zbyt komfortowo po informacjach ujawnionych w książce Jurgena Rotha? Według źródeł niemieckiego dziennikarza w Smoleńsku doszło do zamachu,zorganizowanego wspólnie przez rosyjskie służby specjalne i ważnych polskich polityków.

W reżimowych mediach oczywiście wymowne milczenie Donalda Tuska przyjmowane jest jako coś normalnego.