Walczymy dalej,minął następny dzień i miesiąc czuwania pod Krzyżem.Warszawa otulona jest białym puchem ,jest bardzo zimno,mróz szczypie w nos,marzną stopy i sztywnieją palce u rąk.Nic to-najważniejsze że jest się na miejscu,widzi się krzyż i tych wszystkich ,którzy myślą i czują jak ja ,że się jest wśród swoich-to wspniałe uczucie.Zaczynają nadciągać obrońcy-co jakiś czas w świetle lamp opatulona po uszy postać wynurza się i śpieszy pod Krzyż.I to jest właśnie fenomen i niezwykłość tego miejsca.Przyciąga nas jak magnes ,daje siłę i determinację.Mimo zimna było nas 40 osób,a schodzimy się około 20-stej.O tej porze podjechał pług ,by oczyścić chodnik ze śniegu .i jechał w kierunku modlących się ludzi.Musiał się jednak zatrzymać,gdyż nikt nie odszedł z naszego,małego placyku pod Krzyżem.Chłopcy grzecznie się zachowali i odśnieżyli nam chodnik. Był Apel z Częstochowy ,a po nim ks. Jacek skrócił modlitwy.


czwartek, 2 grudnia 2010
1 grudzień środa
Walczymy dalej,minął następny dzień i miesiąc czuwania pod Krzyżem.Warszawa otulona jest białym puchem ,jest bardzo zimno,mróz szczypie w nos,marzną stopy i sztywnieją palce u rąk.Nic to-najważniejsze że jest się na miejscu,widzi się krzyż i tych wszystkich ,którzy myślą i czują jak ja ,że się jest wśród swoich-to wspniałe uczucie.Zaczynają nadciągać obrońcy-co jakiś czas w świetle lamp opatulona po uszy postać wynurza się i śpieszy pod Krzyż.I to jest właśnie fenomen i niezwykłość tego miejsca.Przyciąga nas jak magnes ,daje siłę i determinację.Mimo zimna było nas 40 osób,a schodzimy się około 20-stej.O tej porze podjechał pług ,by oczyścić chodnik ze śniegu .i jechał w kierunku modlących się ludzi.Musiał się jednak zatrzymać,gdyż nikt nie odszedł z naszego,małego placyku pod Krzyżem.Chłopcy grzecznie się zachowali i odśnieżyli nam chodnik. Był Apel z Częstochowy ,a po nim ks. Jacek skrócił modlitwy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz