Loading...

niedziela, 30 kwietnia 2017

„Gazeta Polska” UJAWNIA wstrząsające akta służb: Wywiad zakazał informowania o Smoleńsku


„Gazeta Polska” dotarła do dokumentów Służby Wywiadu Wojskowego z pierwszych dni po katastrofie smoleńskiej. Ich zawartość jest szokująca: wywiad zakazał przekazywania informacji na temat przyczyn tragedii, gdyż zaszkodziłoby to Rosji i wzmocniłoby opozycję.

Kwiecień i maj 2010 r. były najważniejszymi miesiącami, jeśli chodzi o pozyskiwanie dowodów w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wrak i jego elementy wciąż znajdowały się na miejscu tragedii, a do polskich służb i instytucji zgłaszali się informatorzy oraz świadkowie. Niestety – szansę tę zaprzepaszczono, i to świadomie.

Ze strachu przed „polityczną katastrofą”
Komu zależało na tym, by kluczowe informacje na temat przyczyn śmierci prezydenta RP i 95 innych pasażerów feralnego lotu nie dotarły do Polski? Jeszcze w pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej funkcjonariusze Służby Wywiadu Wojskowego pracowali bez większych zastrzeżeń. Do Warszawy spływały informacje mogące przyczynić się do wyjaśnienia tragedii – także te obciążające Rosjan. Ale już 16 kwietnia 2010 r. – w dniu, w którym Komitet Śledczy przy Prokuraturze Generalnej Rosji ogłosił, iż zakończono czynności procesowe na miejscu katastrofy – sytuacja się zmieniła. A relacje funkcjonariuszy SWW będących w Rosji zaczęły przypominać kremlowskie biuletyny.

Właśnie 16 kwietnia 2010 r. w jednym z raportów SWW informowano, że według specjalnej rosyjskiej komisji rządowej kierowanej przez premiera Władimira Putina wykluczono niesprawność samolotu i wybuch na jego pokładzie. Przyczyną katastrofy smoleńskiej był błąd ludzki, czyli błąd pilotów – podkreślono w raporcie. A więc już sześć dni po tragedii bezkrytycznie przyjęto wersję Rosjan, którzy nie mieli żadnych podstaw – nawet teoretycznych – do formułowania takich tez!

Skąd taka wolta? Częściową odpowiedź na to pytanie znajdujemy w raporcie SWW ze Smoleńska z dnia 18 kwietnia 2010 r. Stwierdzono tam, że „w razie uznania rosyjskiej winy dojdzie do politycznej katastrofy o międzynarodowych reperkusjach”, włącznie z konfliktem z Rosją. Zdaniem funkcjonariusza SWW „uznanie rosyjskiej winy” groziłoby też „podjęciem przez opozycję ataku na rząd Donalda Tuska”. Innymi słowy: polski wywiad zgodził się na tuszowanie prawdziwych przyczyn śmierci prezydenckiej delegacji, tłumacząc to troską o niepogorszenie stosunków z Rosją i strachem przed działaniami opozycji wobec rządu.

Jeszcze bardziej porażający jest dokument SWW sporządzony następnego dnia, tym razem już w centrali w Warszawie, i rozesłany do wszystkich struktur tej instytucji. Informuje się w nim m.in., że do polskiego wywiadu wojskowego zgłosił się rosyjski pilot wojskowy, twierdzący, że katastrofa to wina Rosjan (świadka potraktowano jako prowokatora, chcącego zaszkodzić rosyjsko-polskiemu pojednaniu). Następnie pada wymowne zdanie: „zakazuje się przekazywania [do Polski – przyp. „GP”] jakichkolwiek informacji na temat przyczyn katastrofy”. Według naszych informacji na dokumencie z 19 kwietnia 2010 r. widnieje parafka szefa SWW gen. Radosława Kujawy.



Komorowski w Busko-Zdroju przywitany okrzykami „do widzenia” i „nikt cię nie chce”

youtube
Grupa młodych ludzi okrzykami „nikt cię nie chce”, „do widzenia” oraz „złodzieje” przywitała prezydenta Bronisława Komorowskiego w Busko-Zdroju.
Podczas wizyty Bronisława Komorowskiego w Busko-Zdroju pojawiła się liczna grupa młodych ludzi, którzy zakłócali więc wyborczy ubiegającego się o reelekcję kandydata. Protestujący wykrzykiwali hasła takie jak: „do widzenia”, „nikt cię nie chce”, „złodzieje”, czy „chodź szogunie”.
Wydarzenie zostało sfilmowane, a nagranie zamieszczono w serwisie YouTube.

Prezydent Duda: "Ci, którzy są potomkami zdrajców, będą walczyli z prawdą historyczną"

Prezydent Duda: "Ci, którzy są potomkami zdrajców, będą walczyli z prawdą historyczną" - niezalezna.pl
foto: screen TVP Historia

Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu, w którym padły istotne stwierdzenia dotyczące polityki historycznej. "Bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi. Trudno się dziwić, że nie są zainteresowane tym, żeby byli nazywani bohaterami" – powiedział prezydent Duda dla TVP Historia.

TVP Historia obchodzi jubileusz 10-lecia istnienia kanału. Inauguracji, 3 maja 2007 roku, patronował prezydent Lech Kaczyński. Prezydent Duda podkreślił ten fakt i rolę swojego poprzednika w tworzeniu polskiej polityki historycznej. Wspomniał m.in. o roli Lecha Kaczyńskiego w tworzeniu Muzeum Powstania Warszawskiego

Podczas takiej rozmowy oczywiście nie mogło zabraknąć dyskusji o Żołnierzach Wyklętych.

– Bardzo wiele wpływowych miejsc zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego, czyli – krótko mówiąc – byli zdrajcami. Dzisiaj byśmy tak powiedzieli wprost, ja w każdym razie bym tak powiedział – powiedział prezydent. – Trudno się dziwić, że oni nie są zainteresowani tym, żeby Żołnierze Niezłomni byli nazywani bohaterami i żeby pokazywać prawdę, kto rzeczywiście walczył o wolną Polskę, a kto ją oddawał w sowieckie ręce i był sowieckim namiestnikiem w naszym kraju – dodał.

– To jest starcie ideologiczne, starcie historyczne, ale to jest starcie również o to, kto w naszym kraju ma sprawować rząd dusz, czy nadal ma on być w rękach postkomunistów. Ja takiemu czemuś mówi "nie" – zadeklarował prezydent.

Zdaniem Andrzeja Dudy, z tego powodu polityka historyczna – w pewnym sensie – „zawsze będzie prowadziła do podziałów”.

– Ci, którzy są potomkami zdrajców, nigdy nie będą chcieli tego przyznać. Będą walczyli z prawdą historyczną – powiedział.

Prezydent uznał, że dzisiejsza „moda na patriotyzm” to „odreagowanie pedagogiki wstydu, którą nam wciskano przez całe lata dziewięćdziesiąte” - czytamy na tvp.info.

– To, że dzisiaj młodzież jest dumna ze swojego pochodzenia, że ma tę wielką, polską historię to jest wspaniałe zjawisko i cieszę się, że w ten sposób zaprzeczamy tamtemu, co w tedy było realizowane, nie wiem po co. Po to, żeby łatwiej było nad nami zapanować w ramach jakichś wielkich organizmów międzynarodowych, żebyśmy byli pokorniejsi w ramach UE? Nie wiem, po co to robiono, ale fakt jest taki, że robiono – mówił prezydent.

"Zdaniem prezydenta powinniśmy więcej mówić o sukcesach i budowniczych II Rzeczypospolitej. Według Andrzeja Dudy dokonania tamtego okresu pozwalają przypuszczać, że gdyby nie niemiecka, a potem sowiecka napaść na Polskę w 1939 r., nasz kraj byłby dzisiaj gospodarczo na poziomie bogatych krajów Europy Zachodniej" - pisze tvp.info

sobota, 29 kwietnia 2017

Premier Szydło o szczycie ws. Brexitu



Premier Szydło o szczycie ws. Brexitu - niezalezna.pl
foto: @premierRP

Unijny szczyt w Brukseli, dotyczący wytycznych do negocjacji ws. Brexitu, był świętem unijnej jedności - uważa premier Beata Szydło. Jak przyznała, przed nami kolejne szczyty np. dotyczące kryzysu migracyjnego czy kwestii energetycznych, które będą wyzwaniem dla tej jedności.

Premier, na sobotniej konferencji po szczycie w Brukseli była pytana o atmosferę szczytu.
- Atmosfera dzisiaj była, nawet określiłabym to w ten sposób, że była to atmosfera świąteczna, wszyscy podkreślali, że jest jedność, że udało się wypracować ten dokument  - odpowiedziała szefowa rządu. W jej ocenie "dzisiejszy dzień był świętem jedności".

"Ja na poprzednim szczycie bardzo wyraźnie również o tym mówiłam - o tych zasadach i o tych wartościach, które kiedyś zachęciły Europejczyków do tego, aby stworzyć wspólny projekt wspólnej Europy, po to żeby razem rozwiązywać poważne problemy i być razem w tym, solidarnie. W pewnym momencie UE tę jedność i solidarność gdzieś zatraciła i zaczęły się tworzyć różne kluby, które załatwiły swoje sprawy, swoje interesy i nie dostrzegały problemów całej UE, wszystkich obywateli i to było przyczyną m.in., jedną z przyczyn Brexitu" - mówiła.

Jak podkreśliła, jeżeli jedność, którą udało się osiągnąć w sobotę "zostanie utrzymana i potwierdzona w kolejnych sprawach bardzo ważnych (...) to jest to dobry prognostyk dla UE". Jeżeli natomiast - kontynuowała - nie uda się tej jedności utrzymać, "to znaczy, że Unia ma coraz większe problemy i musi zastanowić się nad tym, co z tym zrobić".

Szydło zauważyła, że przed nami kolejne szczyty, "które będą podejmowały kwestie zasadnicze dotyczące kryzysu migracyjnego, dotyczące kwestii energetycznych".

"To będą wyzwania dla tej jedności" - przyznała.

Esbecy i ich sympatycy przed Sejmem - nasz reporter przyjrzał się ich akcji WIDEO



Esbecy i ich sympatycy przed Sejmem - nasz reporter przyjrzał się ich akcji WIDEO - niezalezna.pl
foto: Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

Federacja Stowarzyszeń Służb Mundurowych (FSSM) oraz europosłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej zorganizowali demonstrację pod hasłem „Ochrona praw funkcjonariuszy i wojskowych w demokratycznym państwie”. Tak brzmiała oficjalna nazwa demonstracji. W rzeczywistości było to zbiegowisko byłych esbeków i ich sympatyków, którzy walczyli o zachowanie przywilejów i ogromnych emerytur. Reporter niezalezna.pl był tam z kamerą i obserwował ich zachowanie.

Tzw. ustawa dezubekizacyjna obniża emerytury i renty za okres „służby na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie 1990 r. powstał UOP). Od 1 października 2017 r. maksymalna emerytura dla tych osób nie będzie mogła być wyższa niż średnie świadczenie w ZUS (emerytura - ok. 2 tys. zł, renta - ok. 1,5 tys. zł, renta rodzinna - ok. 1,7 tys. zł). To oczywiście nie podoba się dawnym funkcjonariuszom komunistycznych służb.


zdj. Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

Wśród protestujących znalazł się chociażby gen. Henryk Jasik – były szef Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Służby Bezpieczeństwa. Po roku 1990 pełnił funkcje szefa Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa oraz wiceministra spraw wewnętrznych.

Na pytanie naszego reportera o to, czy nie uważa, że nowelizacja ustawy jest sprawiedliwa wobec byłych opozycjonistów, którzy nie dostają tak dużego wynagrodzenia odpowiedział w sposób wyjątkowo demagogiczny:

Dzięki operacji w Iraku, w którym wywiad cywilny uratował oficerów służb amerykańskich, Amerykanie przyczynili się do tego, że Polsce zredukowano dług i w klubie londyńskim i w klubie paryskim. Szacuje się to na kilkadziesiąt miliardów dolarów, o tyle obniżono Polsce dług. Wywiad zarobił, pomógł. Przyczynił się do tego.

Jeśli Pan uważa, że może niesłusznie miałem inną, wyższą emeryturę niż osoby, które z tą służbą, z tym resortem miały do czynienia, to chcę powiedzieć, że oficer wywiadu jeszcze pełniący odpowiedzialne funkcje naprawdę zasłużył na wyższą emeryturę - dodał Jasik.

Wśród protestujących znalazł się też były poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej Ryszard Kalisz, który powiedział, że przyszedł na demonstrację, bo broni praw obywatelskich.

To jest ustawa całkowicie niezgodna z konstytucją, naruszająca prawa nabyte, wprowadzająca jakieś pojęcia prawne, które nie odpowiadają rzeczywistości. To jest ustawa represyjna, a nigdy władza nie powinna dokonywać represji zbiorowej. - powiedział Kalisz.



OBEJRZYJ NASZĄ RELACJĘ Z PROTESTU BYŁYCH ESBEKÓW

piątek, 28 kwietnia 2017

Metropolii warszawskiej nie będzie? Sasin: Podjęliśmy decyzję, żeby wycofać projekt

I



Jacek Sasin z Prawa i Sprawiedliwości poinformował, że podjęto decyzję o wycofaniu projektu dotyczącego metropolii warszawskiej.

Złożony w Sejmie projekt PiS o metropolii warszawskiej przewidywał, że miasto stołeczne Warszawa stałoby się metropolitalną jednostką samorządu terytorialnego, która objęłaby 33 gminy.

- Podjęliśmy decyzję, żeby wycofać projekt dot. metropolii warszawskiej, jeszcze w piątek pismo w tej sprawie trafi do marszałka Sejmu – poinformował Jacek Sasin.
Sasin podkreślił, że podczas konsultacji społecznych ws projektu ustawy pojawiło się bardzo wiele pytań.

- To przekonało nas również do tego, że ten projekt powinien być w dalszym ciągu konsultowany, dyskutowany. Projekt, czy sama idea w tej chwili metropolii warszawskiej, tego jak ona powinna być skonstruowana. Dlatego podjęliśmy decyzję jako wnioskodawcy tego projektu ustawy, żeby ten projekt wycofać w tej chwili z parlamentu, dzisiaj takie pismo do pana marszałka ws. wycofania projektu poselskiego będzie skierowane – poinformował przedstawiciel wnioskodawców.
Poseł Jacek Sasin podkreślił, że wyniki konsultacji ws. projektu zostaną przekazane do Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego, żeby eksperci współpracujący z instytutem dokonali analizy uwag i informacji mieszkańców.

- Aby w dalszym ciągu próbować czy zaproponować nowe rozwiązania metropolitalne, to najlepszą drogą byłaby droga budowania, czy stworzenia projektu rządowego w oparciu również o tę dyskusję i w oparciu o te uwagi mieszkańców, które zostały zgłoszone – stwierdził Sasin.
Poseł PiS zaznaczył, że jako wnioskodawcy projektu politycy PiS będą oczekiwać na analizy ekspertów i wówczas będą mogli powiedzieć o „dalszych pracach, które dotyczyłyby ustawy o metropolii warszawskiej”.

- Uważamy, że taka ustawa o metropolii warszawskiej jest potrzebna i w jakiejś przyszłości, [...] aby stworzyć dobry projekt, który będzie cieszył się powszechnym poparciem mieszkańców, taka ustawa powinna zafunkcjonować – podkreślił Jacek Sasin.
Pod koniec stycznia do Sejmu trafił projekt PiS ustawy o ustroju miasta stołecznego Warszawy, który zakładał, że stolica stałaby się metropolitalną jednostką samorządu terytorialnego, obejmującą ponad 30 gmin. Przeciwko projektowi ustawy ws. metropolii warszawskiej protestowali politycy opozycji, w tym PO, Nowoczesnej i PSL. W niedzielę zakończyły się organizowane przez PiS w podwarszawskich gminach konsultacje społeczne ws. projektowanych rozwiązań

Dokładnie tydzień temu Jacek Sasin zapowiadał już możliwość wprowadzenia zmian w projekcie lub nawet ewentualność jego wycofania.

- Złożyliśmy jako posłowie pewien projekt, który jest zaczynem do dyskusji; projekt, który - od razu to zakładaliśmy - będzie podlegał daleko idącym zmianom w wyniku tej dyskusji, w wyniku konsultacji. Wynik tych konsultacji będzie dla nas drogowskazem, co dalej robić. Nie wykluczamy żadnych opcji. Być może projekt, który został złożony będzie bardzo mocno przepracowany a być może w ogóle będzie musiał być wycofany i będziemy musieli tę dyskusję zacząć niejako od nowa – zapowiadał tydzień temu Jacek Sasin (PiS).
Pytany o to, czy metropolia warszawska wcale „nie musi okazać się rzeczywistością” potwierdził, że istnieje taka ewentualność.

- My słuchamy obywateli. Nie będziemy na pewno żadnych rozwiązań wprowadzać wbrew temu, czego oczekują mieszkańcy, czego oczekują obywatele Warszawy i podwarszawskich gmin. Słuchamy ludzi, a to, co nam powiedzą trakcie konsultacji, będziemy realizować. - mówił reprezentujący wnioskodawców poseł Jacek Sasin.

Petru na wojennej ścieżce. Donosi na Polskę i chce sądzić polski rząd



Petru na wojennej ścieżce. Donosi na Polskę i chce sądzić polski rząd - niezalezna.pl
foto: Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Lider Nowoczesnej, Ryszard Petru przygotował donos na Polskę. Skierował list do Guya Verhofstadta, przewodniczącego Grupy ALDE (Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy) w Parlamencie Europejskim, do której należy Nowoczesna. Petru podziękował w nim za troskę o Polskę i stan demokracji w naszym kraju i jednocześnie usłużnie doniósł, że jego zdaniem Polska „przestaje być demokratycznym państwem”. Lider Nowoczesnej stawia też pewne skandaliczne żądania.

Pierwsza część listu Ryszarda Petru do Guya Verhofstadta niemalże ocieka wazeliniarstwem.

- Często przypominasz nam, że łamanie demokracji i praw człowieka przez rząd PiS nie jest tylko polskim problemem. To problem całej Europy. Wiemy, że cała rodzina europejskich krajów jest z Polakami i wspiera nas w tych trudnych dla demokracji i dla naszego państwa chwilach [...] Polska z dnia na dzień coraz bardziej przestaje być demokratycznym państwem prawa – napisał Ryszard Petru.
W dalszej części listu lider Nowoczesnej wyjawia jednak swoje właściwe intencje. W jego opinii, „dziś musimy bez przerwy stawać w obronie praworządności i praw obywateli”. O tym, że są one łamane mają świadczyć raporty Komisji Weneckiej, Komisji Praw Człowieka ONZ, Komisji Praw Człowieka Rady Europy, rezolucje Parlamentu Europejskiego, czy opinie Komisji Europejskiej.

Według Ryszarda Petru Polska „zrobiła wielki krok w tył”. Lider Nowoczesnej na dowód swoich teorii twierdzi, że „rząd ogranicza prawa obywatelskie i prawa człowieka, niszczy sądownictwo, organizacje pozarządowe i media”.

Petru twierdzi także, że „kryzys demokracji się pogłębia”. Według niego remedium na ten kryzys ma być odsunięcie przez opozycję prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i jego formacji od władzy oraz osądzenie ich za „wprowadzanie osłabiających demokrację i państwo zmian”.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Na taką Polskę czekaliśmy! Sędzia skazany za korupcję na BEZWZGLĘDNE więzienie!


Na Polskę prawą i sprawiedliwą czekaliśmy. I chyba wreszcie zaczyna taka być, bo oto za kraty trafiać zaczynają przedstawiciele “nadzwyczajnej kasty”. Zakończył się ciągnięty latami proces sędziego z Kościerzyna.
Wydawał wyroki na przestępców, dzisiaj sam został skazany. W Sądzie Apelacyjnym w Koszalinie zapadł prawomocny wyrok skazujący Janusza K. za korupcję na cztery lata pozbawienia wolności. Prawnik pójdzie do więzienia.

O Januszu K., byłym przewodniczącym Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Kościerzynie, portal niezalezna.pl informował już kilka razy. Prawnik został oskarżony o branie łapówek. Był tak chciwy że “nie pogardził nawet półmiskiem ryby w galarecie” – podał “Fakt”. Dzisiaj przed Sądem Apelacyjnym w Koszalinie zakończył się proces Janusza K. Prawomocny wyrok zapadł po 9 latach od zatrzymania przez policję!

Łapówkarz, którego zatrzymano w 2008 roku, raz został już uznany za winnego, ale odwołał się od wyroku i po apelacji proces rozpoczął się od nowa. Jak podaje Polskie Radio Koszalin w czerwcu minionego roku Janusz K. został skazany “na pięć lat bezwzględnego więzienia. Od tego wyroku sędzia także się odwołał. Dzisiejszy wyrok 4 lat bezwzględnego więzienia zapadł w procesie apelacyjnym”. Janusz K. był oskarżony o przyjęcie ponad 100 tys. zł łapówki, ale to nie wszystko.. “Wśród przyjętych przez sędziego łapówek były między innymi warte 300 złotych ryby w galarecie i za darmo samochód użyczony przez jednego z oskarżonych. Jedenaście lat temu Janusz K. orzekał w sprawie przyszłego prezesa Amber Gold, któremu za oszustwo groziło do ośmiu lat więzienia, a dostał niewielką grzywnę” – przypomina Polskie Radio Koszalin niezalezna.pl

Reaktywacja Stoczni Szczecińskiej. Sprzątanie po Tusku


Dodano: 27.04.2017 [22:41]
Reaktywacja Stoczni Szczecińskiej. Sprzątanie po Tusku - niezalezna.pl
foto: Szczecinolog; creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.en
Po ośmiu latach przerwy, w połowie tego roku, ruszy budowa pierwszej dużej jednostki w Stoczni Szczecińskiej. Będzie to jeden z dwóch promów pasażersko-samochodowych dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Są plany na budowę kilku następnych jednostek dla polskich armatorów, co jest szansą na odbudowę przemysłu stoczniowego „wygaszonego” za rządów premiera Donalda Tuska.

7 marca 2009 r., sobota, godzina 11. Do Stoczni Szczecińskiej na plac przy pochylni Odra Nowa przyszły tysiące ludzi. Nie tylko mieszkańcy Szczecina. Wielu przyjechało autokarami z całego województwa. Aut było tak dużo, że przy historycznej bramie głównej stoczni, gdzie wisi tablica upamiętniająca pomordowanych stoczniowców w grudniu 1970 r., nie było kawałka wolnego miejsca. Ale powód jest także historyczny. W Stoczni Szczecińskiej wodowany jest ostatni statek – kontenerowiec Fresco Vladimir dla rosyjskiego armatora z Władywostoku. To 673. statek wodowany w powojennym Szczecinie. I już ostatni. Zgodnie z decyzją polityczną stocznia w Szczecinie zostanie zlikwidowana.

Skorzystali Niemcy

Stało się to za sprawą tzw. specustawy stoczniowej, przyjętej przez rządy PO i PSL w marcu 2009 r. W praktyce ustawa oznaczała likwidację Stoczni Szczecińskiej Nowa, wyprzedaż jej majątku i zwolnienia grupowe pracowników. Specustawę referował szczeciński poseł Sławomir Nitras. „Tusk to syndyk Polski”, „Oddali miejsca pracy Unii na tacy” – z takimi transparentami protestowali podczas wodowania ostatniego statku związkowcy z Solidarności. Bo to Komisja Europejska zakazała pomocy finansowej polskim stoczniom. Premier Tusk na to przystał. W Szczecinie straciło pracę 4 tys. stoczniowców.


– Zniknęła pierwsza stocznia w Europie, a piąta w świecie, która rocznie sprzedawała 20 statków. Na tym upadku skorzystała konkurencja zza Odry. Podczas jednego ze spotkań pani kanclerz Angela Merkel wyraźnie powiedziała, że przemysł stoczniowy jest narodowym przemysłem niemieckim. Z kolei prezes stoczni w Wismarze stwierdził wprost, że eliminacja z rynku Stoczni Szczecińskiej uratowała Wismar
– mówi "Gazecie Polskiej" Andrzej Strzeboński, prezes Szczecińskiego Parku Przemysłowego.

Od tego czasu majątek stoczni był niszczony, dewastowany i wywożony na złom. W lipcu 2010 r. szczeciński senator Krzysztof Zaremba zabrał na teren stoczni dziennikarzy. Pokazał skalę dewastacji. Zawiadomił prokuraturę i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jednak organy ścigania nie podjęły żadnych działań. – Skierowaliśmy zawiadomienie do prokuratury i mamy nadzieję, że tym razem śledczy z uwagą zbadają sprawę upadłości stoczni – powiedział "Gazecie Polskiej" poseł Zaremba.

Odbudowa

Odbudowa przemysłu stoczniowego była jednym z głównych punktów programu wyborczego PiS. Opozycja, a także wielu mieszkańców Pomorza Zachodniego uznawało to za mrzonkę. Tymczasem po wygranych wyborach na pierwsze spotkanie ministra gospodarki morskiej Marka Gróbarczyka w sprawie odbudowy stoczni przyszło kilkaset osób – dawnych stoczniowców i ludzi związanych z branżą.

W marcu 2016 r. prezesem Szczecińskiego Parku Przemysłowego został Andrzej Strzeboński, który był we władzach Porta Holding, w skład którego wchodziła Stocznia Szczecińska. W lipcu 2016 r. wicepremier Mateusz Morawiecki i minister Marek Gróbarczyk spotkali się z dziennikarzami na terenie stoczni w historycznej stołówce – to właśnie w tym miejscu 30 sierpnia 1980 r. protestujący robotnicy podpisali ze stroną rządową porozumienia kończące strajk na Pomorzu Zachodnim. Wicepremier Mateusz Morawiecki ogłosił, że jest możliwa odbudowa stoczni. – Wierzę, że jest możliwa odbudowa polskiego przemysłu stoczniowego, pomimo ogromnych przeszkód zarówno po stronie prawnej, regulacyjnej, legislacyjnej, infrastrukturalnej i – co tu dużo mówić – oczywiście finansowej – mówił Morawiecki. – W kilka miesięcy udało się zrobić więcej niż w poprzednich kilku latach, kiedy ten majątek był wyprzedawany i taki był pomysł na „przemysł stoczniowy” – dodał.

W tym samym okresie prezydent podpisał ustawę stoczniową, która weszła w życie w styczniu tego roku. Przewiduje ona m.in. zerową stawkę podatku VAT na produkcję statków. Dzięki temu cena budowanych jednostek ma być konkurencyjna. W czerwcu 2016 r. podpisany został list intencyjny w sprawie utworzenia konsorcjum stoczniowego, które ma rozpocząć budowę promów dla polskich armatorów.

Wznowiona produkcja

– To ważny dzień dla Stoczni Szczecińskiej – poinformowała 23 stycznia tego roku premier Beata Szydło. Fundusz Inwestycyjny Mars należący do Ministerstwa Obrony Narodowej kupił za 101 mln złotych tereny dawnej Stoczni Szczecińskiej Nowa. Z kolei wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział w Szczecinie, że w czerwcu zostanie położona stępka pod budowę pierwszego – po ośmiu latach – dużego statku: promu dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. – Krok po kroku przybliżamy się do realizacji wizji polskiego przemysłu stoczniowego jako jednego z kół napędowych, jednej z lokomotyw polskiego rozwoju gospodarczego. Dla mnie zawsze przemysł stoczniowy był oczywiście zarówno taką nie tylko historyczną, symboliczną kolebką polskości, walki o Polskę, o lepsza Polskę, lecz także później, w czasach transformacji, w czasach III Rzeczpospolitej, stał się też niestety symbolem utraconych szans – mówił wicepremier Morawiecki.

Pierwszy duży statek, jaki będzie budowany po ośmioletniej przerwie, to prom dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Będzie to jednostka typu ro-pax o długości około 220 m i szerokości 30 m. Ma zabierać 900 pasażerów i samochody ciężarowe, a jego linia załadunkowa ma wynieść 3,5 km. Jednostka będzie miała napęd na paliwo LNG.

Polska Żegluga Bałtycka zamówiła dwa takie promy. Po nich mają być budowane kolejne dla polskich armatorów, także dla tego największego – Polskiej Żeglugi Morskiej. – To jest całkiem realny pomysł – ocenia Grzegorz Gibas, publicysta morski z Polskiego Radia Szczecin:

– Mimo dołka na rynku shipingowym myślę, że jest koniunktura na budowę promów pasażersko-samochodowych. Takie jednostki buduje się na konkretne zamówienie dla armatorów specjalizujących się w obsłudze konkretnych linii. Tak się składa, że zarówno Polska Żegluga Bałtycka, jak i Polska Żegluga Morska mają już bardzo stare promy i będą musiały je wymieniać na nowe. Jednostki te można wybudować w polskich stoczniach. Szczecin wciąż dysponuje wykwalifikowaną kadrą. Nie wszyscy stoczniowcy wyjechali do Norwegii.

Obecnie na terenie Szczecińskiego Parku Przemysłowego trwa proces odtwarzania dawnego majątku stoczni. Działa tu już 70 firm, które prowadzą produkcję niewielkich jednostek, takich jak kutry rybackie czy paszowce. W sumie zatrudniają już ponad 1500 osób. Złożono także wniosek o zmianę nazwy Szczecińskiego Parku Przemysłowego na Stocznia Szczecińska.



Materiał dotyczący Stoczni Szczecińskiej ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o g. 21.30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa 11:20 oraz sobota 9:20. Archiwalne odcinki tego programu można obejrzeć na Facebooku na stronie Koniec Systemu

Wicepremier masakruje Platformę Obywatelską. Wystarczył jeden przykład jak działało państwo za ich rządów. 


Wicepremier masakruje Platformę Obywatelską. Wystarczył jeden przykład jak działało państwo za ich rządów. WIDEO - niezalezna.pl
foto: Tomasz Adamowicz / Gazeta Polska

Wicepremier Mateusz Morawiecki goszcząc w Polsat News w ciągu zaledwie jednej minuty pokazał jak działało państwo za rządów koalicji PO-PSL. Przypominają się cytaty, że „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”. Jak podał Morawiecki, dopiero za rządów PiS przestało tak być. A wystarczyło, że minister finansów przytoczył tylko jeden przykład. – Ludzie uwierzyli, że my na serio traktujemy temat podatków – stwierdził Mateusz Morawiecki.

W 2017 roku wzrost polskiej gospodarki przyspieszy do 3,3 proc. z 2,8 proc. w 2016 r., dzięki inwestycjom i konsumpcji - wynika z opublikowanych niedawno najnowszych prognoz Banku Światowego. Także dane z Głównego Urzędu Statystycznego napawają optymizmem. Oceny bieżącej koniunktury wśród konsumentów oraz przyszłej poprawiły się w stosunku do poprzedniego miesiąca - podał ostatnio GUS.

Ostatnio podawaliśmy, że również agencja ratingowa Moody's podwyższyła prognozę wzrostu PKB Polski w 2017 r. do 3,2 proc. i w 2018 r. do 3,1 proc. W najnowszym raporcie agencja ocenia, że deficyt sektora finansów publicznych w tych latach wyniesie 3 proc. PKB.

W rozmowie z Jarosławem Gugałą w programie „Prezydenci i Premierzy” w Polsat News mówiono o polskiej gospodarce, rządowym planie odpowiedzialnego rozwoju, i polityce fiskalnej rządu.

Mateusz Morawiecki podał tylko jeden przykład, tym samym zamykając usta politycznym przeciwnikom, którzy kontestują reformy wprowadzane przez rząd PiS.


Ludzie uwierzyli, że my na serio traktujemy temat podatków. Podam przykład, nasi poprzednicy przez 16-17 miesięcy nie zrobili odwróconego VAT-u na elektronikę użytkową, na telefony komórkowe przez co straciliśmy 3, może 4 miliardy złotych. Jeszcze vacatio legis, po wdrożeniu tzw. odwróconego VAT-u trwało 6 miesięcy, czyli było zaproszeniem wręcz do oszustw podatkowych. My traktujemy to bardzo poważnie
– powiedział Mateusz Morawiecki.

Wicepremier wskazał różnice w działaniu rządu PiS, a poprzedników – ekipy PO-PSL.

Wie pan co nasze służby skarbowe zrobiły? W marcu, po utworzeniu krajowej administracji skarbowej skontrolowały 16,5 tys. cystern. W tym samym czasie nasi poprzednicy skontrolowali może kilka cystern, może 10 czy 20, a my blisko 20 tys. To jest ogromna różnica. Każda ciężarówka jest sprawdzana, jest konwojowana i potencjalni przemytnicy, nieuczciwi ludzie wiedzą o tym
– dodał.

Ja chciałem bardzo podziękować wszystkim uczciwym przedsiębiorcom za to, że oni płacą podatki, bo to jest właśnie ich znakomite osiągnięcie, to co my mamy w budżecie

Doktor Berczyński nie miał dostępu do dokumentów ws. Caracali


Dodano: 27.04.2017 [20:18]
TYLKO U NAS! Doktor Berczyński nie miał dostępu do dokumentów ws. Caracali - niezalezna.pl
foto: Airwolfhound/cc2.0
Jak ustalił portal niezależna.pl do dokumentacji związanej z offsetem na śmigłowce Caracal doktor Wacław Berczyński nie miał dostępu. Warto podkreślić, że tego rodzaju dokumentów w Ministerstwie Obrony Narodowej nigdy nie było.

Przypomnijmy, że negocjacjami offsetowymi zajmowało się Ministerstwo Gospodarki (obecnie resort rozwoju i finansów), w skład 19-osobowego zespołu badającego oferty offsetowe weszło siedmiu przedstawicieli MON, a 4 października ub. r. minister rozwoju zakończył negocjacje offsetowe.

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r za rządów koalicji PO-PSL. Odpowiedzialnym za jego przebieg i realizację był ówczesny wiceminister obrony narodowej Czesław Mroczek. Dopiero w kwietniu  2015 r. MON wstępnie wybrało ofertę europejskiej grupy Airbus Helicopters z maszyną H225M Caracal, uznając, że tylko ona spełniła wymogi formalne. Już 30 września 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej, której podpisanie było warunkiem zawarcia kontraktu.

Przeciwko decyzji ówczesnego szefa MON Tomasza Siemoniaka protestował, będący wówczas w opozycji PiS oraz związki zawodowe działające w zakładach w Mielcu i Świdniku. W maju 2015 r. PiS w sprawie przetargu zawiadomiło prokuraturę, która początkowo odmówiła wszczęcia śledztwa. 30 września 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej, której podpisanie było warunkiem zawarcia kontraktu na dostawę wiropłatów.

Po objęciu funkcji szefa MON to  Antoni Macierewicz zadecydował o przeglądzie postępowań dotyczących zakupów, w tym na śmigłowce.W  października 2016 ub.r. Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało offset, uznało dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe. Zdaniem rządu, przedstawiona oferta nie odpowiadała bezpieczeństwu Polski oraz interesom ekonomicznym Polski. Wartość proponowanego offsetu przez francuski koncern był niższy od oczekiwanego.

Jesienią 2016 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie uchyliła decyzję z 2015 r. o odmowie śledztwa z ówczesnego zawiadomienia posłów PiS ws. przetargu na śmigłowce i badała sprawę w postępowaniu sprawdzającym. W październiku 2016 ub. r. prokuratura wszczęła śledztwo.

środa, 26 kwietnia 2017

Jubileuszowy koncert Jana Pietrzaka. Życzenia złożyli premier Szydło i prezydent Duda


Dodano: 26.04.2017 [21:15]
​Jubileuszowy koncert Jana Pietrzaka. Życzenia złożyli premier Szydło i prezydent Duda - niezalezna.pl
foto: omasz Adamowicz / Gazeta Polska
Premier Beata Szydło złożyła życzenia kończącemu 80 lat Janowi Pietrzakowi, podczas jubileuszowego koncertu „Z PRL-u do Polski”, który odbył się w środę w studiu radiowym im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie.

- Dla mnie to jest ogromne wyróżnienie i zaszczyt, że mogę dzisiaj tutaj stać na scenie obok mistrza, złożyć życzenia i gratulacje w imieniu wszystkich moich koleżanek i kolegów z rządu Prawa i Sprawiedliwości, który zmienia Polskę. To jest zasługa takich ludzi jak Jan Pietrzak, to że te poplątane kierunki potrafi wyprostować, żeby Polska była Polską - mówiła Beata Szydło, wręczając jubilatowi bukiet biało-czerwonych róż. Na jubileuszowym koncercie Jana Pietrzaka byli też obecni m.in. wicepremier, minister kultury Piotr Gliński, minister obrony narodowej Antoni Macierewicz oraz prezes PiS Jarosław Kaczyński.

„Blisko 60 lat pańskiej owocnej pracy artystycznej uznać można za ilustracje prawdy, którą Seneka Młodszy ujął w słowach: "nie sądźcie, że radość polega na uśmiechu. Radość to rzecz bardzo poważna". Szczególnie za czasów słusznie minionych Pańskie niezliczone monologi satyryczne, popularne piosenki, utwory poetyckie, celne komentarze realiów społeczno-politycznych, błyskotliwe metafory i powiedzenia, pana mistrzowska gra z PRL-owską cenzurą - wszystko to pozwalało doświadczyć wyzwalającej mocy uśmiechu
- napisał prezydent Andrzej Duda w liście do jubilata, który odczytano podczas koncertu.

Prezydent przypomniał, że w latach 80. piosenka „Żeby Polska była Polską” Jana Pietrzaka stała się „nieformalnym hymnem Solidarności, ważną częścią doświadczenia pokoleniowego, które połączyło miliony naszych rodaków”. „Za to, oraz za wszelkie dobro, które zrodziło się z Pana twórczości, pragnę gorąco podziękować” - dodał prezydent.

Przeżyć na tym padole Polski 80 lat to nie przelewki. Nie opuszczając rodzinnej Warszawy, żyłem w kilku państwach: w II Rzeczpospolitej, w niemieckim obozie koncentracyjnym, bo tym była Generalna Gubernia, żyłem w sowieckim łagrze, obozie koncentracyjnym, którego podobno PRL był najweselszym barakiem. Sam się starałem, żeby było wesoło, ale mimo wszystko był to gułag. Żyłem w III RP - to było kolejne państwo, a teraz - od wyborów 2015 roku żyję w wolnej Polsce
- mówił Jan Pietrzak.

Podczas koncertu piosenki z repertuaru artysty wykonywali m.in. Bogusław Morka, Ryszard Makowski, Bartłomiej Kurowski, Studio Piosenki Teatru Polskiego Radia, Grupa Świt.

Jan Pietrzak, twórca i lider dwóch satyrycznych kabaretów: studenckiego w Hybrydach i „Kabaretu pod Egidą”, autor tysięcy piosenek, monologów, felietonów „Tygodnika Solidarność” i „Gazety Polskiej” oraz prowadzący w TVP Historia program „Po co nam to było..?” urodził się 26 kwietnia 1937 r. w Warszawie.