Loading...

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Czy niesuwerenność to w UE suwerenność?

Ks. prof. Czesław S. Bartnik


W 93. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości nasz minister spraw zagranicznych na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej w Berlinie powiedział, że UE powinna być federacją, tzn. państwem ponad państwami członkowskimi, Niemcy powinny przejąć zdecydowaną hegemonię w Unii, a za nasz "kompromis z suwerennością powinniśmy otrzymać uczciwą pozycję w silniejszej Europie". I ta wypowiedź została natychmiast zaprawiona cyniczną drwiną z inaczej myślących Polaków, że "kto chce suwerenności [pełnej?], nie ma pojęcia o współczesnej polityce" (za M. Magierowskim).
Nierozum polityczny i logiczny
Oświadczenie to zostało wypowiedziane z widocznym lękiem, czy jest prawomocne, bowiem zaraz zostało dodane zastrzeżenie, że jest to wypowiedź "autorska", czyli że w imieniu prywatnym. Ale równie szybko wyjaśniono, że została ona uzgodniona z premierem, rządem PO i prezydentem, a na drugi dzień kanclerz Angela Merkel dała poznać, że i ona się jej spodziewała. Oczywiście, jej byłoby niezręcznie sugerować hegemonię Niemiec w UE.
W tym kontekście przypomina się nam od razu, że w czasie przystępowania Polski do Unii, a następnie w czasie dyskusji nad ratyfikacją traktatu reformującego i w konsekwencji lizbońskiego, padały analogiczne głosy niefrasobliwych propagandystów, że nasze wejście do UE jako superpaństwa europejskiego nie pozbawi nas tożsamości, wolności i suwerenności, lecz wprost przeciwnie: wszystkie te aspekty wzmocni. Dla ludzi o zdrowym rozsądku było to, oczywiście, niedorzeczne i nielogiczne. Można było powoływać się na określone korzyści gospodarcze i inne, ale nie na wzmocnienie suwerenności. Tracenie bowiem suwerenności na rzecz innego podmiotu nie jest "pełniejszą suwerennością". Twierdzić, że niesuwerenność wzmocni naszą suwerenność, może tylko zwolennik filozofii Hegla, który przyjmował, że sprzeczność (contradictio, Widerspruch) rodzi wyższy sens i wyższą rzeczywistość, ale przecież nasi politycy nie znają filozofii Hegla, może tylko tyle, co pozostało z niej w marksizmie, choć i marksizm wyrzekł się w końcu zasady twórczego charakteru sprzeczności na rzecz zasady przeciwieństw. Bo jeśli się powie, że "niesuwerenność jest suwerennością" lub "nietożsamość (narodowa) jest tożsamością" czy "niewolność jest wolnością", to jest wtedy bełkot, nierozum i bezsens.
Co to jest zatem suwerenność? "Suwerenność" to termin wzięty z języka francuskiego: souverain, souveraineté, uformowany tam we wczesnym średniowieczu na podstawie terminu ówczesnej łaciny: "superanus" - wyższy. Suwerenność państwa oznacza więc jego niezależność od wszelkiej władzy w stosunkach z innymi państwami i organizacjami międzypaństwowymi czy międzynarodowymi (suwerenność zewnętrzna) oraz pełną samodzielność w regulowaniu spraw wewnętrznych w państwie (suwerenność wewnętrzna). Jest to zatem zwierzchność terytorialna, niepodległość i wolny od ingerencji ustrój polityczny, społeczny i ekonomiczny oraz możliwość wolnej współpracy i współżycia z innymi państwami czy narodami na zasadach równości i obopólnych korzyści (Gerard Labuda). Przy czym nie można według dzisiejszych ujęć za suwerena uznawać partii, władzy czy parlamentu, lecz tylko naród czy społeczeństwo państwa, dlatego w sprawach suwerenności musi być pytany sam naród.
Jeśli tedy państwo poddaje się pod władzę drugiego państwa jako zwierzchnią, nierównorzędną na zasadzie sojuszu, to nie jest to już żadna suwerenność, lecz podległość, choć może ona przynosić jakieś korzyści materialne, obronnościowe, gospodarcze czy kulturowe. Notabene na tego rodzaju korzyści, a nie na wzmocnienie suwerenności, liczyły wszystkie słabe ekonomicznie kraje, które weszły do UE, zwłaszcza z Europy Środkowej i Wschodniej.
U nas, niestety, to błędne rozumienie suwerenności potwierdziła słaba intelektualnie dyskusja w Sejmie 15 grudnia 2011 r. nad wystąpieniami rządu na Zachodzie, nad polską prezydencją i nad wotum nieufności dla ministra spraw zagranicznych. I powstało wrażenie, że większość ludzi z PO, SLD, Ruchu Palikota traci już zmysł polski i państwowy. Dzieje się coś tragicznego. Często jest to jeden wielki bełkot, wściekłe zaślepienie i brak logiki. Czy już nie ma jakiegoś sposobu, żeby takie dyskusje sejmowe, no i medialne, na tak przecież wysokiej scenie państwowej, jakoś znormalizować i zhumanizować?
Prawo a rzeczywistość federacji
Trzeba tu wszakże jasno powiedzieć, że znaczna część naszych polityków w sprawie charakteru Unii obudziła się poniewczasie. Wołają, że dopiero teraz zagrożona jest nasza suwerenność w UE. Tymczasem ogół Polaków od początku nie orientował się, o co chodzi z naszym wejściem do niej. Oto do roku 1991 mieliśmy Wspólnotę Europejską, czyli wspólnotę wolnych państw, narodów i kultur. Ale w tymże roku uchwalono na rok 1992 w Maastricht, że będzie to już Unia Europejska, a więc jeden podmiot państwowy, z jedną władzą naczelną (prezydentem, ministrem spraw zagranicznych i obrony, parlamentem), z jednym pieniądzem - euro, jedną gospodarką, z bankiem centralnym unijnym, jedną wspólną polityką zagraniczną i wewnętrzną, wreszcie z jedną ideologią liberalistyczną, "europejską", laicką, czyli ateistyczną, choć ta ostatnia nie była formułowana wyraźnie, a jedynie przez zamilczenie wszelkiej religii.
I oto ta zasadnicza zmiana koncepcji i charakteru nowej Europy uszła uwagi większości decydentów o wejściu do Wspólnoty. Konstruktorzy Unii tymczasem przygotowali dla niej konstytucję, która miała być nadrzędna nad konstytucjami państw członkowskich. I odpowiedni zespół pod kierunkiem wysokiego masona francuskiego Valéry´ego Giscarda d´Estainga przygotował Projekt Konstytucji dla Europy czy pełniej: Projekt Traktatu Ustanawiającego Konstytucję dla Europy, ukończony 16 grudnia 2004 roku. Trzeba pamiętać, że Polska przystąpiła do Unii (Wspólnoty) w maju 2004 r. przed ukończeniem konstytucji, z myślą większości, że przystępuje do wolnej wspólnoty. Projekt ten poddano pod referenda krajowe. Ale Holandia, a następnie Francja odrzuciły go, broniąc suwerenności. Wówczas przeredagowano go nieco jako traktat reformujący Unię Europejską, kamuflując, ale nie przekreślając ducha federacji, eurolandu i superpaństwa. Jakoż ten sam co przedtem główny autor nowej redakcji Valéry Giscard d´Estaing orzekł w roku 2007, że treść główna jest ta sama, a José Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej, stwierdził wyraźnie 10 lipca 2007 r., że według tego dokumentu "Europa stała się imperium", czyli jednym państwem ponadnarodowym.
Tym razem Angela Merkel nie zgodziła się, żeby stary-nowy traktat poddawać pod referenda, a jedynie do ratyfikacji przez parlamenty i rządy. Po zgodzie na to w Lizbonie został on nazwany traktatem lizbońskim. Jednak i tym razem ratyfikacja się opóźniała, bo według konstytucji irlandzkiej musiało być referendum. Pierwsze referendum tam przeprowadzone było negatywne, zastało więc wymuszone przez władze Unii drugie - pozytywne. W całej Unii opóźniali tylko złożenie swych podpisów dwaj bardziej dalekowzroczni prezydenci, Czech i Polski, chcieli wywalczyć więcej autonomii. Nasz prezydent śp. Lech Kaczyński wywalczył jeszcze pewne przywileje, a przede wszystkim wolność od propagandowej i ideologicznej Karty Praw Podstawowych. W rezultacie traktat lizboński podpisał 13 grudnia 2008 r., choć pod olbrzymim i obrzydliwym naciskiem ze strony Francji i Niemiec, a także naszej lewicy, postmarksistów i liberałów nieczujących potrzeby suwerenności.
Co więc dziś z tego wynika? Otóż ani minister spraw zagranicznych, ani rząd nie mogą być postawieni przed Trybunałem Stanu za popieranie federacji unijnej, bo po prostu działają zgodnie z duchem traktatu lizbońskiego, prawnie ratyfikowanego przez Polskę i tylko wyraźniej eksplikują to, co jest w nim głębiej zawarte. Problem w tym, że wszystkie owe projekty i traktaty unijne czytało w Polsce może tylko kilka osób. Zwłaszcza politycy nie lubią czytać "opasłych książek", tak - po słowiańsku - wierzą tylko swojej intuicji, choćby błędnej. A ogół słabszych dziennikarzy był na fali utopijnego entuzjazmu dla nowego państwa - raju. Co gorsza, nawet bł. Jan Paweł II nie został poinformowany, że od roku 1992 nie jest to już Wspólnota, lecz linia jednopaństwowa, i dlatego w roku 2003 zachęcał Polaków do przystąpienia jeszcze do "Wspólnoty" na "równych i sprawiedliwych prawach".
Trzeba natomiast mocno krytykować cały nasz rząd i polityków za to, że w ogóle faktycznie prą w kierunku stworzenia ścisłego państwa unijnego za cenę nawet utraty niepodległości, że nie chcą weryfikować błędu ratyfikacyjnego, nie chcą utworzenia Unii bardziej wolnej, normalnej i rozumnej, popierają jej koncepcję utopijną, federacyjną, hegemonistyczną i w ogóle błędną w każdej niemal dziedzinie, zwłaszcza zaś co do wyrzucenia z niej ducha, moralności, kultury i religii.
I ten powiew ducha Grodna 1795 r.
W tej sytuacji w obecnej Polsce dzieje się znowu coś tragicznego. Zachowanie się rządu i niektórych partii przypomina jako żywo akt abdykacyjny ostatniego niegodnego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, który 25 listopada 1795 r. w Grodnie, ściągnięty tam przez carycę Katarzynę II, uznał rozbiór Polski i oddał Ojczyznę z całą podłością i głupotą Niemce na tronie carskim: "Ten akt na ręce Najjaśniejszej Imperatorowej wszech Rosji składamy dobrowolnie [oszustwo!] i z rzetelnością (...), zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy". I, niestety, w tym haniebnym akcie miał król poparcie wielkiej liczby zdegenerowanej i zdradzieckiej szlachty i magnaterii, zarówno świeckiej, jak i duchownej. To też przypomina nasz czas.
I teraz 8-9 grudnia 2011 r. w Brukseli trzeba było aż premiera Wielkiej Brytanii, żeby nie doszło do utworzenia ścisłej federacji europejskiej pod hegemonią Niemiec, gdzie Polska musiałaby abdykować z suwerenności i prawnie, i faktycznie. Ale i to nie skończyło się bez szkody dla nas. Oto nasz rząd przyjął skwapliwie pakt fiskalny, zgodnie z którym UE ma prawo rządzić naszym budżetem, i choć nie jesteśmy w walącej się strefie euro, to jednak mamy przekazać MFW co najmniej 7 mld euro na ratowanie budżetu UE, w tym szczególnie bankrutującym krajom euro: Grecji, Włochom, Hiszpanii, Belgii, Portugalii i Irlandii. I to jest przyrzeczone w czasie, gdy u nas ok. 17 proc. ludzi żyje w wielkim niedostatku, niektórzy cierpią głód, bo nasi gospodarze są nieudolni. Ponadto pakt fiskalny musi być u nas zatwierdzony przez Sejm, co prawnie wymagałoby 2/3 głosów, ale z góry można przewidzieć, że obchodząca trudne prawa PO opowie się za zwykłą większością głosów, żeby zrobić na złość PiS i patriotom. Tak! Ślepi ludzie wychwalają strefę euro, nasz rząd woła, żeby do niej natychmiast wchodzić, a UE stara się o pożyczki nie tylko w bogatych, marksistowskich Chinach, ale nawet i w Rosji, której gospodarkę zmarły Bronisław Geremek przyrównywał do holenderskiej. Koncepcja waluty euro jest w istocie swej błędna.
Ruina źle pomyślanej Unii
Któżby nie chciał zjednoczonej Europy, o której marzyli myśliciele i politycy, głównie chrześcijanie, a w której byłaby demokratyczna współpraca państw i wolnych narodów, wspierających się nawzajem, emulujących szlachetnie w dobrym, tworzących nową jakość życia i doskonalących swój kontynent i świat. Europa była bowiem największym pionierem najwyższej kultury świata. Tymczasem UE, jak się teraz jawnie okazuje, została źle pomyślana i skonstruowana, głównie w roku 1991, kiedy to postanowiono przekształcić ją w imperium sine Deo i contra traditionem. Największym złem stała się właśnie owa błędna i nienawistna filozofia nowej Europy, która nie potrafiła zharmonizować odpowiednio dwu podstawowych kategorii: jedności i wielości oraz przeszłości i przyszłości, przy czym jedność nie niwelowałaby wielości, a wielość nie rozbijałaby jedności. Do tej harmonizacji były konieczne dwa fundamenty, a mianowicie religia chrześcijańska, "rodzima", która rozwiązuje doskonale antynomie jedności w wielości i wielości w jedności, oraz etyka ogólnoludzka, dziedziczona przez chrześcijaństwo, a głównie przez Kościół katolicki. Tymczasem współcześni rewolucjoniści, neolewica i liberałowie w szale niszczenia tradycji i przeszłości odrzucili i religię, i moralność, a co jeszcze pozostało, to tylko przez trudniej zniszczalne resztki dawności.
Zamiast fundamentów duchowych konstruktorzy UE przyjęli doktryny dwóch kierunków pustych duchowo: neolewicy, jak np. szkoły frankfurckiej w Niemczech, Francji, Włoszech i USA (M. Horkheimer, T. Adorno, H. Marcuse, J. Habermas, J. Derrida i młodsi), oraz masońskich ideologów Unii (R. Coudenhove-Kalergi, J. Monnet, W. Hallstein, zwolennik pangermanizmu H. Ch. Seebolm, V. Giscard d´Estaing i młodsi), łącznie z obecnymi masonami piastującymi często najwyższe stanowiska w UE, jak np. przewodniczący KE.
Główni konstruktorzy Unii nie dostrzegli, że grozi jej rozkład nie tylko ze strony utopijnych koncepcji gospodarczych i administracyjnych, na skutek których dziś UE jest m.in. zadłużona na 10 bln euro i samych odsetek płaci rocznie 300 mld euro, ale przede wszystkim ze strony nihilizmu, ateizmu i amoralizmu. I oto te dwa błędy zrujnowały już w znacznym stopniu osobowości ludzkie unionistów, poczucie wielkości i godności człowieka, etos pracy, dyscyplinę, solidność, uczciwość, zmysł wyższych wartości, odpowiedzialność, obowiązkowość, ducha społecznego, solidarność w dobrym, ofiarność na rzecz dobra wspólnego, podstawowe instytucje życia społecznego, jak małżeństwo, rodzina, stowarzyszenia, a wreszcie całą wyższą kulturę duchową. Kultura - częściowo także już i w Polsce - staje się śmietnikiem, rumowiskiem, a nawet niekiedy śmierdzącą kloaką. I tak to nihilizm, ateizm i amoralizm okazują się nie motorami postępu i życia, lecz raczej ciężkimi chorobami, nie tylko duchowymi, lecz także fizycznymi, po prostu jakimiś zbiorowymi opętaniami.
Cień nowego stanu wojennego
"Kolistą drogą - mówi Pismo - wieje wiatr i znowu wraca na drogę swego krążenia" (Koh 1, 6). Wiatr historii wieje często drogą kolistą, cykliczną. Kiedy obchodzimy 30. rocznicę stanu wojennego, to odnosimy wrażenie, że coś takiego znowu się dzieje. Wrażenie to wywołały nawet same czynniki oficjalne, które skwapliwie podkreślały, że wówczas było "dużo gorzej". Jednak, niestety, po wyborach szczególnie, społeczeństwo katolickie i wyraźnie patriotyczne poczuło się jakoś znowu napadnięte przez ugrupowanie nieodpowiedzialne i wrogie, zwłaszcza przez Ruch Palikota, przez SLD i niektóre media, ze zdwojoną siłą, a także przez niektórych członków rządu. Inspirują to: neomarksizm, powracająca PRL - nie bez udziału prezydenta - zła wersja liberalizmu i jacyś bardziej rozzuchwaleni bojownicy ateizmu.
Tym razem chodzi o wyrzucenie ze sceny państwowej, czyli internowanie katolików i szczerych patriotów: tworzenie złośliwej i wrogiej atmosfery na najwyższej scenie państwowej, niekaralne bluźnierstwa przeciwko Bogu, Kościołowi, Matce Bożej i Biblii, napadanie Antify na Marsz Niepodległości, zakazy dochodzenia prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej, usuwanie Pomnika Katyńskiego w Warszawie, przyjmowanie różnych kalumnii ze strony niektórych Żydów, szerzenie poczucia niższości wobec ateizującej ideologii zachodniej... Zagrożone są jeszcze bardziej Radio Maryja, Telewizji Trwam i inne dzieła Ojców Redemptorystów tylko dlatego, że są niezależne, patriotyczne i wiernie katolickie. W ogóle media katolickie są "internowane" jako rzekomo zbyt radykalne, choć jednocześnie dopuszczane są jakąś drogą do głosu takie pisma, jak "Fakty i Mity" lub "Nie". Na ogół nie dopuszcza się do TVP dziennikarzy katolickich, a jeśli już, to w takich przypadkach i układach, żeby wypadli negatywnie. Codziennie natomiast występują raczej ateizujący i patriotyczni "inaczej". Prowadzi się umyślnie do wyprania mózgów z wiary i patriotyzmu i, niestety, odnosi się znaczące skutki. Nawet sam były prezydent Lech Wałęsa wypowiedział się ostatnio w programie "Gen wolności", że "nasze pokolenie zamknęło epokę wychowywania, dbania i bronienia patriotyzmu".
Jacyś dziwnie uprzywilejowani politycy i inni propagandyści rodem z PRL grożą bezkarnie, że musi być zmieniona Konstytucja w duchu zarówno wasalskim wobec UE, jak i ateistycznym. Domagają się rewizji lub nawet odrzucenia konkordatu, rozwiązania Komisji Wspólnej Rządu i Kościoła, usunięcia krzyży ze wszystkich miejsc publicznych, wyrzucenia katechetów - tylko katolickich! - ze wszystkich szkół i placówek oświatowych, a także kapelanów wszelkich ośrodków, nawet ze szpitali, więzień i wojska, i w związku z tym także likwidacji Ordynariatu Polowego WP, parafii i kościołów garnizonowych.
Jednocześnie powracają bolszewickie zakusy, żeby zabić doczesną działalność Kościoła przez podniesienie podatków, już przecież płaconych przez duchowieństwo i instytucje kościelne, przez nałożenie podatków na tace, na ofiary charytatywne, na pielgrzymki do Częstochowy, na wszelkie dobrowolne zbiórki na potrzeby Kościoła realizowane przeważnie wśród ubogich katolików. A nawet jedno z takich "wojennych" ugrupowań domaga się, żeby Kościołowi odebrać na nowo całe mienie zrabowane mu kiedyś - nielegalnie nawet według prawa bolszewickiego, a także by ciąć wszelkie pomoce dla katolickich instytucji socjalnych i charytatywnych, prowadzonych przez katolików, bo instytucje te mają także charakter religijny i katolicki. Przecież jest to zomowski rozbój. Z ich rozumowania, że państwo laickie nie powinno wspierać katolików z budżetu państwowego, wynika przecież, że i odwrotnie: jeśli 90 proc. katolików nie ma prawa do budżetu, na który się składają w takim procencie, to tym bardziej nie mają do niego prawa niekatolicy i antykatolicy. Niech tamci mają swój budżet i niech się tylko z niego utrzymują. Tymczasem katolicy opłacają instytucje antykatolickie i gaże działaczy antypolskich, jak to się dzieje coraz częściej w wielkich miastach, np. w Warszawie.
Jeszcze raz: najbardziej jest bolesne, że wznawia się jakiś stan wojenny przeciwko naszej katolickiej młodzieży, zakłada się, że wychowanie i nauczanie religijne jest bezużyteczne społecznie, a powinno być zastąpione ateizmem i amoralnością. Dzieciom i młodzieży sączy się coraz butniej, że należy się wstydzić wiary w Boga i polskości, wyśmiewa się krzyż i inne wartości religijne, zwłaszcza etyczne, sugeruje się normy i zachowania grzeszne, jak seks i narkotyki, a także, choćby implicite, szczepi się poczucie małowartościowości wobec ateistów i nie-Polaków. Młodzież ma się wstydzić godła polskiego i flagi polskiej, a tym bardziej historii, tradycji i kultury polskiej. Kto nami zatem rządzi? Prawda, że każda postawa, także religijna i moralna, winna się unowocześniać, doskonalić i rozwijać, ale nie może rujnować swoich fundamentów, jak chcą "rewolucjoniści".
Niestety, dzisiejszy "stan wojenny" objął dużo więcej dziedzin naszego życia niż w 1981 roku. Dlatego katolicy i patrioci muszą się wreszcie obudzić, zorganizować i zjednoczyć, by czynnie i skutecznie poskromić szalonych opresorów. Bo przyszły na nas znowu jakieś naprawdę ciężkie czasy.

wtorek, 24 stycznia 2012

Komunikat

W Starogardzie gdańskim został aresztowany Jan Koszałka, któremu odebrano dziecko i umieszczono w Domu dziecka,Wciąż walczy o odzyskanie syna już kilka lat,ale ze względu na poglądy  wolnościowe jest prześladowany.To człowiek Solidarności, wykształcony,który  otwarcie mówi o łamaniu praw człowieka i bezprawiu,które ma miejsce w naszym kraju.
Podobnie jak p Słomka,który został skazany do więzienia na 14 dni  rzekopmo za zakłócanie porządku i to on został ofiarą stanu wojennego,zaś główny sprawca Jaruzelski jest nietykalny.
Również mówił w sądzie o łamaniu praw człowieka  i aby sąd osądzić najpierw,gdyż zamordowano mu mamę a sprawca komunistyczny został uniewinniony
Tak cierpią ludzie za prawdę i  Wolną Polskę

środa, 18 stycznia 2012

JAWNY TOTALITARYZM w POLSCE !!

Fundacja Lux Veritatis nie otrzyma koncesji dla Telewizji Trwam na nadawanie programu na multipleksie cyfrowym - poinformowała KRRiT po dzisiejszym posiedzeniu. W ocenie Rady powodzenia temu przedsięwzięciu nie wróży sytuacja finansowa Fundacji. Ta zapowiada skargę do sądu.
Jak powiedział podczas konferencji przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jan Dworak, o odrzuceniu wniosku o przyznanie koncesji na nadawanie TV Trwam na multipleksie cyfrowym zdecydowały względy ekonomiczno-finansowe. Zdaniem KRRiT ubiegająca się o nią Fundacja Lux Veritatis nie gwarantowała powodzenia tego przedsięwzięcia
Prezes Fundacji o. Tadeusz Rydzyk powiedział w Telewizji Trwam i Radiu Maryja, że decyzje KRRiT "to bardzo świadome, bardzo dokładnie zaplanowane działanie na szkodę Kościoła". "To jest jeden z etapów szkodzenia Kościołowi, zresztą jest to automatycznie działanie na szkodę Polski. (...) Popatrzmy jaka Polska mogłaby być i spytajmy, dlaczego tak nie jest. Dodałbym, co ci rządzący robią dla Polski, dla jednoczenia narodu wokół wszystkich problemów naszych, dla rozwoju wszystkich" - mówił o. Rydzyk.
Zakonnik podkreślił, że "pan przewodniczący (Dworak) i KRRiT postąpili wbrew prawu, złamali prawo już przy przyznawaniu miejsc na multipleksie". "Teraz to, co pan przewodniczący mówi o nas, to jest po prostu obłudne odwracanie uwagi od swoich nieprawidłowości. Działa na zlecenie, no kogoś... Wpisuje się w szkodzenie Kościołowi, niszczenie Polski" - dodał o. Rydzyk.
Trwam i Radiu Maryja, że decyzje KRRiT "to bardzo świadome, bardzo dokładnie zaplanowane działanie na szkodę Kościoła". "To jest jeden z etapów szkodzenia Kościołowi, zresztą jest to automatycznie działanie na szkodę Polski. (...) Popatrzmy jaka Polska mogłaby być i spytajmy, dlaczego tak nie jest. Dodałbym, co ci rządzący robią dla Polski, dla jednoczenia narodu wokół wszystkich problemów naszych, dla rozwoju wszystkich" - mówił o. Rydzyk.
 Dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis Lidia Kochanowicz na antenie Radia Maryja mówiła
 ,że  nadużyciem jest stwierdzenie o pozyskiwaniu przychodów operacyjnych ze zbiórek kościelnych, "ponieważ fundacja nie jest kościelną osobą prawną".
Radio Maryja podało , że Fundacja Lux Veritatis w związku z nieprzyznaniem przez KRRiT koncesji dla Telewizji Trwam "złoży skargę do sądu cywilnego".(niezależna pl)

TAK WYGLĄDA DEMOKRACJA W POLSCE według Tuska !!
Grupa czterech sługusów KRRiT  z Dworkiem na czele decyduje ,co ma słuchać kilka milionów Polaków nie przyznając miejsca na multipleksie najlepszym,czystopolskim mediom z bardzo prostego wniosku:boją się prawdy,dobrej publicystyki,rzetelnej informacji,dobrej katechezy i modlitwy.
Przy tym jak zwykle posługują się zmanipulowanym i wyrafinowanym kłamstwem ,że RMi TV TRWAM nie ma pewnego żródła dochodu(finanse ma na plusie),a tym czasem trzem firmom przydziela koncesję,których kapitał własny jest na minusie.To jest ohydne kłamstwo,  skandal i  następne upokorzenie polskiego narodu,którego nić cierpliwości jest wciąz,sukcesywnie napinana aż -musi pęknąć!!
Ile jeszcze upokorzeń Polacy są w stanie znieść ?
To jest  zamach na wolność słowa i dyskryminacja katolików!! 
Ta ewidentna manipulacja obnaża rezim,jaki ma miejsce w naszym kraju,który niszczy wszystko,co Polskę stanowi.
To jest również walka z kościołem i tym bardziej to boli,iż ma to miejsce w państwie wspaniałego POLAKA,WIELKIEGO AUTORYTETU- OJCA ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II
Okazuje się, że można porwać się na wszystkie nasze świętości, obsikać Krzyż, upodlić godło, zbeszcześcić polski mundur,budować pomniki oprawcom,skopać Polaka idącego z flagą białą-czerwoną,plujć na Polskę, na katolików, na rodziny ofiar zamachu smoleńskiego..
Tak się dzieje ponieważ, podstawą obecnej ekipy NIErządu jest:manipulacja,kłamstwa,arogancja,poniżanie,upadlanie i robienie ludziom "wody z mózgu" na rzecz obcego interesu!!.
Na koniec proponuję, aby każdy rozwiązał umowę z operatorem TV kablowych.Jako powód podać zmianę warunków umowy z winy operatora -ma zniknąćTVTrwam.Wtedy prawdopodobnie operatorowi będzie zależało na tym,by TV Trwam otrzymała koncesję,by zatrzymać klijętów.
I to będzie jeden ze skutecznych  protestów!


poniedziałek, 16 stycznia 2012

niedziela, 15 stycznia 2012

Korea Północna - kraj obozów koncentracyjnych,piekło na ziemi !!

       Według koreańskiej propagandy jest najwspanialszym krajem
świata, a według okrucieństwa,które ma tam miejsce- niewyobrażalnym  złem-piekłem na ziemi !
To kraj głębokiej komuny,gdzie człowiek jest traktowany jak przedmiot i stanowi siłę roboczą.Nie wolno płakać,skarżyć się na swój los,choć się z głodu przymiera,tylko trzeba chwalić tyrana komunistycznego,w przeciwnym wypadku każdego czeka wraz całą rodzinę do trzeciego pokolenia śmierć w obozie koncentracyjnym,z którego nikt żywy nie wychodzi. Auschwitz był obozem zagłady, ludzie byli tam wysyłani i ich zabijano. Zaś  oprawcy narodu Korei Północnej wzorują się na radzieckim Gułagu oraz  dawnym wschodnoazjatyckim systemie represji. Pomysł uwięzienia trzech pokoleń rodziny "sprawcy" przestępstwa był np. stosowany w Korei do 1905 roku, a komuniści go tylko reaktywowali
Naród został poddany  praniu mózgów, terrorowi i innym formom nacisku stosowanym przez reżim.
Kontroli jest poddany dosłownie każdy aspekt życia. Nawet dzieci zmusza się do donoszenia na rodziców. Obowiązuje zakaz podróżowania poza rejon zameldowania bez specjalnego zezwolenia, które można otrzymać tylko w przypadku ślubu, pogrzebu lub wyjazdu służbowego. Przeprowadza się comiesięczny sprawdzian liczby mieszkańców. Obywateli podzielono na specjalne klasy i kategorie, według których przydzielana jest żywność i dostęp do opieki medycznej.
Wszelka krytyka Kim Ir Sena lub Kim Dzong Ila traktowana jest jak akt zdrady i karana surowym wyrokiem w obozie koncentracyjnym. Opozycja nie istnieje, bo wszyscy przeciwnicy reżimu zostali publicznie straceni lub uwięzieni. Strażnikom zakazano okazywać więźniom jakiekolwiek współczucie. Więźniów wykorzystuje się do eksperymentów medycznych i ćwiczeń w strzelaniu. Szacuje się, że od 1972 r. na skutek tortur i brutalnego traktowania w obozach koncentracyjnych zmarło 400 tys. osób. Reżim utrzymuje władzę, stosując politykę głodu i nieludzkich warunków życia. By zdobyć środki na swój ekstrawagancki styl życia nie cofa się nawet przed handlem narkotykami na szeroką skalę.
Za prawdziwą tragedię należy uznać fakt, że ostatnio wszedł w posiadanie broni nuklearnej.
W wyniku głodu, jaki zapanował w Korei Północnej w drugiej połowie lat 90. XX w., zmarło przynajmniej milion osób. Niektóre statystki mówią nawet o trzech milionach
 Wiele pomocy nie trafiało do najbardziej potrzebujących, lecz do opływających w dostatki elit partyjnych i wojskowych. W tym samym okresie Kim Dzong Il zbudował dla siebie wiele superkomfortowych rezydencji.
Inni o Korei Północnej
„Dzieci w szpitalach na prowincji były wyniszczone fizycznie, karłowate, ciche, wyczerpane psychicznie i po prostu za małe na swój wiek. Ich oczy zionęły pustką, skóra ciasno opinała kości twarzy. W biało-niebieskich pasiakach wyglądały jak dzieci z Oświęcimia i Dachau. Ich wygląd świadczył o tym, że nie przetrwają nawet najmniejszego przeziębienia.
Cierpią nie tylko dzieci. Większość dorosłych cierpi na choroby psychosomatyczne – są wykończeni drylem, niekończącymi się paradami, zebraniami od szóstej rano i nieustannie wkładaną w głowy propagandą. Są u kresu wytrzymałości. Szerzy się depresja kliniczna i alkoholizm. Starzy i młodzi sprawiają wrażenie przerażonych”.**
Norbert Vollerstern, lekarz – jako członek niemieckiej grupy medycznej, Cap Anamur, przebywał w Korei Północnej od lipca 1999 r. do 30 grudnia 2000 r., kiedy to został wydalony z kraju.

„Odwiedziłem wszystkie byłe i obecne państwa autorytarne na tej planecie i wydawało mi się, że naprawdę widziałem już wszystko. Byłem świadkiem różnych form kontroli i nadużyć na Kubie pod rządami Castro i w Albanii za Hoxha, w komunistycznych Chinach i Wietnamie. Żadnej z tych wizyt nie można porównać do tego, co zobaczyłem w Korei Północnej, gdzie oznaki represji i izolacji są tak wyraźne, że bezustannie wywoływały u mnie dreszcze”.**
Maurizio Giuliano, dziennikarz i brytyjsko-włoski ekspert do spraw polityki

„Uważałem to za normalne, gdy moi koledzy z klasy nie pojawiali się w szkole, ponieważ byli zbyt osłabieni głodem. Kiedy byłem w trzeciej klasie, koleżanka Oh Eun Kung ciężko zachorowała, ponieważ najadła się dzikich moreli. Godzinami wiła się w agonii, zanim umarła. Nie przysługiwała jej pomoc medyczna. Mogliśmy jedynie cicho zapłakać. Miałem też przyjaciela, Lee Kwang Jina, którego ojciec ciężko zachorował. Matka pracowała na bazarze, ale nie radziła sobie z utrzymaniem rodziny, ponieważ zabrano im przydział żywnościowy. Cała rodzina umierała z głodu. Kwang Jin i jego brat wyglądali tak strasznie, że nie można było na nich patrzeć. Dowiedziałem się potem, że ich ojciec uciekł i umarł z rozpaczy, a matka w szoku opuściła synów. W końcu obaj rzucili szkołę i zaczęli żyć na ulicy. Brat Kwang Jina zmarł z głodu, a Kwang Jin żył z tego, co ukradł na targu. Zimą zamarzł na śmierć. Teraz, gdy o tym myślę, wydaje mi się, że związani byliśmy jakimiś niewidocznymi kajdanami, które nie pozwalały nam przeciwstawić się władzom, mimo iż to one były sprawcami naszego bólu”.**
Kang Huk, po ucieczce z Korei Północnej zamieszkał z rodzicami w Korei Południowej<

W koreańskim piekle na ziemi umiera średnio co trzeci więzień, przede wszystkim z powodu wycieńczenia pracą i niedożywienia. W tym nieludzkim państwie istnieje dwa rodzaje obozów. Pierwszy to koncentracyjny, właśnie tam ginie najwięcej ludzi. Są oni wysyłani na dożywocie bez postawienia żadnych formalnych zarzutów, sądu czy wyroku. Władze traktują ich jako wrogów politycznych za to, że coś powiedzieli lub zrobili niezgodnego z ideologią reżimu. Do obozu trafia wówczas nie tylko sam "winowajca", lecz także jego rodzina z trzech pokoleń: jego, rodziców i dziadków.Drugi zaś to rodzaj ciężkiego więzienia, gdzie kary odsiadują zarówno kryminaliści, jak i i więźniowie polityczni,np:dziennikarze. Tu skazani to formalnie oskarżeni, osądzeni, którzy otrzymali wyrok. A kiedy już skończy im się kara, zostają uwolnieni. W Związku Radzieckim nazwano by je "kolonią karną w ścisłym reżimie". Więźniowie pracują po 12 - 14 godzin w kopalniach, na budowach, przy ścinaniu drzewa, w zakładach hutniczych lub w gospodarstwach rolnych. Kary za niedotrzymanie norm są niezwykle surowe.
Każdemu np;z turystów po przekroczeniu granicy zabierają  paszport i bilety lotnicze. Przydzielają dwóch „przewodników” którzy dzień i noc kontrolują poprawność jego zachowania. W Phenianie stolicy Korei turyści nocują w jedynym hotelu na wyspie – co ma utrudnić ewentualne samowolne oddalenie się spod skrzydeł opiekunów. Kraj ogląda się głównie z okna samochodu, a zwiedza tylko pomniki i mauzolea poświęcone dwóm tyranom K. – Wielkiemu Przywódcy Towarzyszowi Kim Ir Sennowi i jego synowi, Drogiemu Przywódcy Towarzyszowi

Poniższy link przedstawia zarejestrowany z ukrycia materiał ukazujący surrealistyczny obraz kraju, w którym wszystko obraca się wokół kultu niepodzielnie panującego,czerwonego wodza.(geographic national)
v=SuzWaSYXwEQ&feature=mr_meh&list=PL3ED8AA82DBBE1ADE&lf=results_video&playnext=0

Korea Płn.: Obóz pracy dla płaczących "nieszczerze"
Otóż władze Korei Północnej po śmierci i pogrzebie   rozpoczęły karanie obywateli, którzy podczas żałoby po śmierci Kim Dzong Ila nie płakali lub płakali "nieszczerze" - poinformował południowokoreański dziennik internetowy "Daily NK".
Jak podaje "Daily NK", w Korei Płn. rozpoczęły się już także publiczne procesy tych, którzy próbowali uciec z kraju podczas żałoby, a nawet tych, którzy używali telefonów komórkowych, by porozumieć się z zagranicą.
Osoby krytykujące przekazanie władzy młodszemu synowi Kim Dzong Ila, Kim Dzong Unowi, są natomiast kierowane wraz z rodzinami do obozów reedukacji lub przesiedlane do odległych, słabo zamieszkanych regionów kraju.
Kary sześciu miesięcy obozu pracy nakładane są na każdego, kto nie brał udziału w spotkaniach organizowanych przez państwo podczas żałoby. Podobne wyroki otrzymują także ci, którzy w zebraniach uczestniczyli, ale nie płakali lub - zdaniem urzędników - płakali "nieszczerze".To znaczy,że przymusowo musieli płakać i to szczerze,powinni chyba turlać się po ulicy w spazmach lub głową tłuc,ewentualnie życie sobie odbierać,bo ich oprawca umarł i to  cały naród,lącznie z dziećmi.To jest wprosat  niepojęte,by w XXI wieku takie okrucieństwo,poniewieranie,obdzieranie z godności i ucisk drugiego człowieka miał miejsce.Zło i przemoc nad drugim człowiekiem już tak się  daleko posunęło,że tyrania w tym piekielnym kraju nie zna żadnych granić,a naród stracił zdolność jakiegokolwiek, samodzielnego myślenia.
Gdzie są inne kraje,cały świat nie reaguje zupełnie!!
Czy nie ma żadnego sposobu,wszyscy na całej kuli ziemskiej boją się jednego państwa?
Ewidentnie łamane jest prawo człowieka ,a instytucje odpowiedzialne 
 milczą jak grób!
Ta potforna znieczuilica przeraża!!!
Czy już człowiek przestał być człowiekiem i tylko pieniądz się liczy?
Zadaję te pytania bo po prostu nie można wprost pojąć i uwierzyć,że aż na takie piekło świat patrzy obojętnie!Dzieje się tak samo jak w czasie II wojny światowej. Wiele osób dawało świadectwo o tym co działo sie w Auschwitz, a mimo to inne państwa nie reagowały.Widać,że ta wojenna gehenna nie poruszyła sumień i dalej ta przerażająca znieczulica trwa! Mamy XXI wiek,a sytuacja znów ta sama. ilu jeszcze musi zginąć i wycierpieć...brak słów?
Pieniądz widać odbiera człowiekowi zupełnie rozum,który w efekcie prowadzi do zguby,bo człowiek przekracza wszelkie granice!

Wprost nie można pojąć do czego zdolna jest"czerwona zaraza", jeśli ludzie od początku pozwolą się zastraszyć i zniewolić.Niech  komunistycznna tyrania w Korei będzie przykładem i ostrzeżeniem dla tej części polaczków,którzy nie używają własnych muzgów i nie dociera do nich okrucieństwo tego systemu,który niestety do Polski powrócił!!



.
Oto zdjęcia i linki filmików zastraszonej i zniewolonej ludności Korei Płn,którego sprawcą jest nieludzki,system komunistyczny !!
Wycięczone dziecko zjada odpady i  korzenie,ludzie umierają z głodu,a na wsi żywią się trawą.Natomiast komunistyczna tyrania wbija ciemnotę,że to kraj dobrobytu.
Jedno z miejsc straceń Korei północnej

Tak wygląda kult jednostki,od dziecka się tego uczy


A to zdjęcie mówi samo za siebie.Obiecuje się  zniewolonej
ludności dobrobyt(nam też obiecywano),by wierna była"wodzowi",aż do śmierci i czciła na każdym kroku, każdego z kolei ciemiężcę.Na zdjęciu 30-metrowy wykonany z brązu pomnik Kim Ir Sena.Na pewno ludzie są śledzeni  jak płaczą , czy nie udają.
To jest przerażający widok zniewolonych ludzi!
Wybaw ich Boże  !!


ttp://www.youtube.com/watch?v=WU_O0K_pIi0

piątek, 13 stycznia 2012

Stan Wojenny był zbrodnią zadaną Polsce przez zbrojny związek przestępczy!

Stan wojenny w grudniu 1981 r. nielegalnie wprowadziła tajna grupa przestępcza pod wodzą Wojciecha Jaruzelskiego w celu likwidacji "Solidarności", zachowania ówczesnego ustroju oraz osobistych pozycji we władzach - uznał Sąd Okręgowy w Warszawie  12.01.2012
Wczorajszy wyrok sądowy pokazał polaczkom, zaślepionym kłamstwem i propagandą "Gazety wyborczej",że niszczy i manipuluje nimi oraz od lat wciska kit,że stan wojenny był mniejszym złem.
Takiego zbrodniarza jak Jaruzelski,którego sąd nazwał wodzem "tajnej grupy przestępczej"  Komorowski ma za doradcę i ma największe przywileje,więc wiadomo kim jest-czy nie jest to PRL-bis?Albo Michnik mówił, aby wszyscy odwalili sią od generała,który Polaków skazywał na śmierć.Natomiast polskich patriotów Michnik w swojej gazecie nazywa faszystami.Takimi właśnie kłamstwami zatruwa umysły młodych ludzi i niszczy przeważnie młode pokolenie,bo starsi to swoi,czerwoni przeważnie czytają tę prasę-dawną"Trybunę ludu",która nazwę tylko zmieniła na "Gazetę wyborczą"W niej są przekręcane fakty i opluwane jest  wszystko,co Polskę stanowi.
Otóż"tajna grupa przestępcza"-jest na pewno ważnym  orzeczeniem,a jednak zabrakło współwymiernych wyroków-każdy wie dlaczego.Od dawna też wiadomo (wyrok Trybunału Konst.),że stan wojenny był nielegalny,więc sąd raczej nie mógł wystawić innego orzeczenia,ale ośmieszający wyrok uniewinniający Kani,w zawieszeniu dla Kiszczaka i  wykluczenie Jaruzelskiego, "gracza nr 1" z powodu stanu zdrowia to jakaś kpina i  hańba polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie chodzi o to, aby wsadzać ich do więzienia, ale aby już nikt nie odważył się nazywać ich "mężami stanu". Tym wszystkim którzy oddali życie, zdrowie, którzy cierpieli prześladowania, za ponad sto ofiar śmiertelnych,tysiące inwalidów,zniszczone kariery,zgnojone tysiące rodzin,inwigilację i szkodzenie nawet dzisiaj przez sbeckie służby należy się sprawiedliwy wyrok. To wstyd na cały świat!
Jedyną ofiarą sądowej hucpy został Adam Słomka, ukarany za stan wojenny karą  14 dni więzienia za zakłucanie porządku,bo  domagał się sprawiedliwego wyroku i mówił prawdę,któremu sbek zabił matkę i został uniewinniony.
To jest aresztowanie wolności słowa i kolejny policzek dla zwykłych ludzi,którzy słusznie domagają się ukarania winnych  zbrodniczych poczynań i mówią prawdę.
Czy istnieje większe przestępstwo od wydania rozkazu by strzelać do ludzi? 
Podobno grozi wówczas najwyższa kara:
-kara śmierci(w Polsce nie obowiązuje) lub dożywocie.
Są jednak wyjątki-swój swojego nie osądzi!
Za takie oskarżenia proszę sądu należy się wymierzenie kary współmiernej do popełnionych przestępstw,a nie zastawianie się stanem zdrowia zbrodniarza Jaruzelskiego,bo to cyrk,a nie wymiar sprawiedliwości.

Odważny p.Słomka i szarpiący go policjanci

Protest ludzi w sądzie,którzy trzymają osoby zamordowane
a czasie stanu wojennego


Na rozprawie nie mogło zabraknąć również Obrońców Krzyża m.in.p Jana Kossakowskiego,Andrzeja Hadacza oraz Henia i Patryka z Anglii,Ci dwaj ostatni również  mocno się angażują i wspierają nas z całych sił przyjeżdzając specjalnie na różne obchody związane z obroną Polski-dziękujemy im za to .

Natomiast poniższy wiersz dedykuję zdrajcom Polski z Jaruzelskim na czele:

Byleby przy mnie zomowiec, co pałą czaszkę rozpruje.
Co mi tam z Gdańska stoczniowiec, co górnik z kopalni Wujek?
Co mi tam honor, ojczyzna, odwaga i głodnych ogrom,
Ja czas pogardy ogłaszam, jak w Sparcie helotów pogrom.
Na cóż mi ludu poparcie, na cóż mi człowiek prosty?
Potrzebny mi miękki kręgosłup, bym mógł się czołgać do Moskwy.
To co, że mi ojców zatłukli na stepach ZSRR,
Ja kałdun muszę mieć pełny, o trupy niech martwi się kler.
Był w kraju ruch ozdrowieńczy, chciał się upomnieć o kości.
Ja chcę na zawsze zakopać czas prawdy i czas miłości.
Chcę internować tę ziemię, którąm oszukał zdradziecko
Czarną robotę wykonam za armię czerwoną sowiecką.
Co mi tam Polska, Polacy. Rus idzie przez kontynenty.
Lecą azjaty eskadry, płyną azjaty okręty
My pokażemy światu, że carów jesteśmy warci
Byleby przy mnie zomowiec, byleby pałę miał w garści.
Na koniec  cytuję  uzasadnienia,które sędzia wygłosiła,które są oskarżeniem najwyższej rangi,(żródło: niezależna pl)
Sędzia Ewa Jethon mówiła, że grupa ta działała w tajnym porozumieniu co najmniej od marca 1981 r. w celu rozwiązania ówczesnego kryzysu politycznego przez wprowadzenie nielegalnego stanu wojennego i likwidację NSZZ "Solidarność". Według sądu postanowili oni prowadzić prace nad tym w tajemnicy, by wykorzystać "element zaskoczenia" i zakładając wprowadzenie stanu wojennego na mocy dekretów Rady Państwa. Sędzia dodała, że mieli "pełną świadomość", że byłoby nielegalne, gdyby do wydania dekretów doszło w czasie sesji Sejmu (bo w jej czasie Rada Państwa nie miała prawa wydawania dekretów).
Mimo to uczestniczyli w planach stanu wojennego - dodała sędzia. Swe działania planistyczne skupili w Komitecie Obrony Kraju i jego sekretariacie, a do udziału w posiedzeniach dopuszczono Kiszczaka, mimo że - jak uznał sąd - nie pełnił on funkcji, która z mocy prawa czyniłaby go członkiem komitetu. Sąd dodał, że gdy prace przygotowawcze zbliżały się do końca, Jaruzelski objął funkcję I sekretarza KC PZPR, "uzyskując w ten sposób pełną kontrolę nad całością aparatu władzy wykonawczej państwa oraz partią". Według sądu w końcu doprowadzili oni do nielegalnego wydania dekretów 12 grudnia 1981 r. przez Radę Państwa.

Działali jak grupa przestępcza

"Wykorzystywali w swoich działaniach aparat państwa, w tym również wojsko i milicję" - dodała sędzia. "Nie oznacza to jednak, że ich działanie było legalne" - oświadczyła. Według sądu "istota ich porozumienia sprowadzała się do wykorzystania, w związku z piastowanymi funkcjami, aparatu państwa, w tym również wojska i milicji do nielegalnego wprowadzania stanu wojennego".

Sąd uznał, że w przypadku tej grupy spełniono wszystkie znamiona kodeksowe istnienia "związku przestępczego". Sędzia mówiła, że jakkolwiek dotychczas w orzecznictwie spotykano się z grupami przestępczymi o charakterze mafijnym, popełniającymi pospolite przestępstwa kryminalne, to Kodeks karny przewiduje sankcje dla każdego nielegalnego związku przestępczego - "niezależnie od tego, czy się jest zwykłym obywatelem, czy wysokim funkcjonariuszem państwa".

Sąd podkreślił, że istnienie związku przestępczego wymaga "więzi organizacyjnych, hierarchii przejawiającej się w ustaleniu kierownictwa, ustalenia zakresu kompetencji, podziału zadań pomiędzy poszczególne osoby, ustalonego programu i form działalności". "Uczestnicy opisanego porozumienia w okresie przygotowań do nielegalnego wprowadzenia stanu wojennego wytworzyli trwałe formy organizacyjne na bazie przede wszystkim Komitetu Obrony Kraju i jego sekretariatu" - powiedziała sędzia. Dodała, że "niewątpliwie wszyscy oni akceptowali kierownictwo Wojciecha Jaruzelskiego nie tylko jako ich przełożonego w oficjalnej hierarchii wojskowej, państwowej i partyjnej, ale także jako przywódcy tajnego porozumienia mającego na celu nielegalne wprowadzenie stanu wojennego".

"Uczestnicy związku, będąc najwyższymi dowódcami Ludowego Wojska Polskiego i pełniąc wysokie funkcje w państwie i w partii, nie musieli tworzyć odrębnych, rozbudowanych struktur związku przestępczego, gdyż mogli oni dla swoich celów przestępczych wykorzystywać istniejące struktury państwowe, a zwłaszcza uzbrojone formacje podległe MON i MSW" - oświadczyła sędzia.

Sąd wyłączył z tego grona Kanię, bo "nie działał on z zamiarem nielegalnego wprowadzenia stanu wojennego; opowiadał się za politycznym rozwiązaniem sytuacji w kraju, nie akceptował rozwiązań siłowych".

Nie było wyższej konieczności

Sędzia podkreśliła, że nie można podzielić opinii oskarżonych, by działali w tzw. stanie wyższej konieczności (który sprawia, że nie ma mowy o przestępstwie) wobec groźby zbrojnej interwencji wojsk Układu Warszawskiego. "Tymczasem z ustaleń faktycznych poczynionych w niniejszej sprawie, abstrahując od otwartego sporu odnośnie możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji wewnętrznej w kraju, niewątpliwie wynika, że w momencie wprowadzenia stanu wojennego nie było bezpośredniego zagrożenia zbrojną interwencją ze strony wojsk Układu Warszawskiego, którego państwa oczekiwały rozwiązania sytuacji w Polsce poprzez polskie władze" - oświadczyła Jethon.

Dlatego sąd uznał, że wprowadzenie stanu wojennego było "efektem realizacji z góry powziętego planu, nie zaś próbą zapobieżenia interwencji z zewnątrz" (o czym mówił wielokrotnie generał Jaruzelski). Sędzia powołała się na protokoły posiedzeń biur politycznych partii komunistycznych. Podkreśliła także, że o groźbie obcej interwencji nie było mowy na posiedzeniach polskich władz, w tym na obradach Rady Państwa 12 grudnia.

Sąd zwrócił też uwagę, że 15 października 1981 r. Rada Ministrów przedłużyła o dwa miesiące służbę wojskową żołnierzy aktualnego poboru. "Świadczy to o tym, że była już ustalona przez członków związku data wprowadzenia stanu wojennego i faktyczne jego wprowadzenie w dniu 13 grudnia 1981 r. było funkcją nie bezpośredniości zagrożenia interwencją obcych wojsk, a funkcją realizacji przyjętego uprzednio planu działania" - dodała sędzia.

Według sądu "argument o zagrożeniu interwencją wojsk Układu Warszawskiego jest używany instrumentalnie ex-post dla uzasadnienia wprowadzenia stanu wojennego". "Nie był on natomiast faktycznie przyczyną podjęcia decyzji o jego nielegalnym wprowadzeniu ani faktycznym motywem działania członków związku planujących jego wprowadzenie" - dodała sędzia. Podkreśliła także, że o groźbie obcej interwencji nie było mowy podczas obrad Rady Państwa 12 grudnia w dyskusji poprzedzającej przyjęcie dekretów.

"Faktycznym motywem działania członków związku przestępczego mającego na celu nielegalne wprowadzenie stanu wojennego było zachowanie obowiązującego systemu ustrojowego i osobistej pozycji w hierarchii aparatu państwa i partii" - podkreśliła Jethon. Dodała, że władze ZSRR "oczekiwały uspokojenia sytuacji w Polsce polskimi rękoma i dla osiągnięcia tego podejmowały również działania zmierzające do zmian personalnych w polskich władzach partyjnych oraz państwowych, i wprowadzenia na najwyższe stanowiska konkurentów politycznych ekipy gen. Wojciecha Jaruzelskiego"
Jeszcze linki z  manifestacji w sądzie i ogłoszenie wyroku:



http://www.youtube.com/watch?v=mlyj0BLqVwY

środa, 11 stycznia 2012

10 styczeń-wtorek

 Media służalcze milczą,my pamiętamy!

Minęło 21miesięcy od tragedii pod Smoleńskiem,a my wciąż tkwimy we mgle-nie znając prawdy!Dlatego wciąż trwamy i co miesiąc spotykamy się.Obchody i tym razem zaczęły się mszą św. o godz.8 rano w intencji Pary Prezydenckiej i pozostałych ofiar,po czym posłowie PiS wraz z J Kaczyńskim złożyli wieniec pod Pałacem Prezydenckim.Następnie udali się na Powązki i również złożyli wieńce na grobach ofiar tamtej,mrożącej krew w żyłach tragedii.Po południu jak co miesiąc przed Pałacem Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu  zostały wypuszczone w niebo światła pamięci - białe i czerwone baloniki ze świecącymi diodami wewnątrz i przyczepionymi do nich klepsydrami z nazwiskami ofiar Smoleńska.  Ten punkt  obchodów zaczyna się zawsze  syreną, potem jest Apel Poległych, w którym po każdym nazwisku wołamy: "Pamiętamy !!!". Na końcu  syrena smoleńska odzywa sie po raz drugi i wtedy wypuszczane są baloniki - znaki pamięci.Natomiast po drugiej mszy wieczornej ,odprawionej w Archykatedrze św.J Chrzciciela uczestnicy"Marszu pamięci"dotarli pod Pałac Prezydencki,gdzie odśpiewaliśmy "Hymn Polski"po czym prezes PiS-u do zgromadzonych Polaków i nie tylko powiedział: 

Upamiętnienie tragedii smoleńskiej i oddanie hołdu jej ofiarom to nie jest tylko nasze prawo, ale i obowiązek i my się z tego obowiązku wywiążemy - powiedział Jarosław Kaczyński do uczestników Marszu Pamięci zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim w 21. miesięcznicę katastrofy pod Smoleńskiem.

 Mówił o konieczności wspólnego dążenia do prawdy. Podkreślił, że władze odmawiają powiedzenia prawdy, która należy się wszystkim obywatelom, bo „Polska nie jest własnością tych, którzy w tej chwili rządzą, jest własnością nas wszystkich, naszym wspólnym dobrem”.
„Są tacy, którzy sądzą, że zapomnieliśmy o tym, że tutaj stał Krzyż, że miał stanąć pomnik, że drugi pomnik miał stanąć tuż za pałacem. O tym, że mieliśmy wspólnie jako Polacy, jako obywatele upamiętnić tę straszną chwilę i oddać hołd tym, którzy odeszli”.
Po tych słowach zgromadzeni zaczęli skandować „Pamiętamy!”.Jarosław Kaczyński dalej mówił: „Tak pamiętamy, będziemy pamiętać i co wiecej będziemy nieustannie uparcie twardo i cierpliwie zabiegać o to, by prawda wyszła na jaw i by nastąpiło owe upamiętnienie, oddanie hołdu” - odpowiedział na wznoszone okrzyki . „To nie jest tylko nasze prawo, ale nasz obowiązek i my z tego obowiązku się wywiążemy” - dodał.
Zgromadzeni skandowali „Chcemy prawdy”. „Tak, chcemy prawdy, chcemy oddania sprawiedliwości. Chcemy także sprawiedliwości w tym i kary dla tych, którzy zawinili i będziemy tu przychodzić, będziemy tutaj w tym roku poza dzisiejszym jeszcze 11 razy wbrew wszystkiemu” - zapowiedział Prezes PiS.
Uczestnicy marszu skandowali także nazwisko śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Do tego także odniósł się były premier. „Dziś to nazwisko oddaje wszystko to, co mamy w naszych sercach, gdy myślimy o Polsce, naszej wspólnej wielkiej i dobrej przyszłości” – powiedział.
Podczas marszu głos zabrał również Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej śp. Stefana Melaka. „Panie premierze, chcemy wiedzieć, kiedy będą w Polsce czarne skrzynki, kiedy wróci wrak samolotu, kiedy będą przeprowadzone ekshumacje, które potwierdzą kłamstwa sowieckie” – zwrócił się do szefa rządu przewodniczący Komitetu Katyńskiego. Andrzej Melak przypomniał, że w Polsce i na świecie jest przeszło tysiąc miejsc upamiętniających ofiary katastrofy smoleńskiej. „Warszawa jest bastionem, który takiego miejsca nie ma. Ale będzie miała” – podkreślił
Było nas jak zwykle kilka tys,wytrwałych Polaków i Gości, dla których OJCZYZNA jest największym i bezcennym skarbem!
Ku naszemu zdziwieniu,pierwszy raz p. Anita Czerwińska,przedstawicielka "Gazety polskiej" podziękowała tym,którzy nieustannie przychodzą pod pałac i modlą się o Polskę.
Czyżby przeczytała nas wpisz 6 01.2012 ?
Należy dodać,czego p.Anita nie uczyniła,że modlimy się nie tylko o Polskę,ale również o ujawnienie Prawdy,dotyczącej Smoleńska oraz  godne uhonorowanie Pamięci ofiar,by powstał pomnik w miejscu wybranym przez tys.ludzi 10.04.2010r.
Nie trudno p.Anito zauważyć naszego celu codziennego czuwania,ponieważ hasła wypisane są  na naszych transparentach.które trzymamy nie tylko 10,ale podczas każdego wieczoru. Prosimy jednak czytać,przecież podczas comiesięcznych obchodów  trzymamy je w górze  wysoko.czego dowodem są poniższe zdjęcia.


Marsz idzie pod Pałac Prezydencki...

...A wśród uczestników m.in.Węgrzy.

 Obrońcy Krzyża z transparęntami m.in.
"CZEKAMY NA PRAEDĘ O SMOLEŃSKU"....

....tu p.Anita na tle napisów na transparęntach:
"KRZYŻ NAJGODNIEJSZYM UPAMIĘTNIENIEM OFIAR TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ"
Czy transparęnty trudno zauważyć p.Anito?

 Baner ze zdjęciami ofiar i napisem"ONI ZGINĘLI  10.04.2010r
a my BĘDZIEMY TRWAĆ


Szanujący się duet,ojciec z synem.Szkoda,że muszą wracać do Anglii,wytrwale stali z transparęntami.

Nawet małe dzieci były obecne-chwała rodzcom za wychowywanie...


...w duchu patriotycznym


Pan Jarosław Kaczyński podchodzi pod krzyż...


....i przemawia.....

....do zebranych

Tę ulotkę znaleziono  na ulicy-smutne,że tak sobie zasłużył i  tak ludzie widzą
premiera Tuska

.
                                                  

WAŻNE !!

W czwartek 12.11 2012r (jutro) nastąpi ogłoszenie wyroku w sprawie WRON Jaruzelskiego i Kiszczaka  w Sądzie Okręgowym w Warszawie Al.Solidarności ,sala 252 godz.13.PRZYJDZ !

Czy niesuwerenność to w UE suwerenność?

Ks. prof. Czesław S. Bartnik
(wybrane fragmenty)
Cień nowego stanu wojennego
Trzeba tu wszakże jasno powiedzieć, że znaczna część naszych polityków w sprawie charakteru Unii obudziła się poniewczasie. Wołają, że dopiero teraz zagrożona jest nasza suwerenność w UE. Tymczasem ogół Polaków od początku nie orientował się, o co chodzi z naszym wejściem do niej. Oto do roku 1991 mieliśmy Wspólnotę Europejską, czyli wspólnotę wolnych państw, narodów i kultur. Ale w tymże roku uchwalono na rok 1992 w Maastricht, że będzie to już Unia Europejska, a więc jeden podmiot państwowy, z jedną władzą naczelną (prezydentem, ministrem spraw zagranicznych i obrony, parlamentem), z jednym pieniądzem - euro, jedną gospodarką, z bankiem centralnym unijnym, jedną wspólną polityką zagraniczną i wewnętrzną, wreszcie z jedną ideologią liberalistyczną, "europejską", laicką, czyli ateistyczną, choć ta ostatnia nie była formułowana wyraźnie, a jedynie przez zamilczenie wszelkiej religii.
I oto ta zasadnicza zmiana koncepcji i charakteru nowej Europy uszła uwagi większości decydentów o wejściu do Wspólnoty. Konstruktorzy Unii tymczasem przygotowali dla niej konstytucję, która miała być nadrzędna nad konstytucjami państw członkowskich. I odpowiedni zespół pod kierunkiem wysokiego masona francuskiego Valéry´ego Giscarda d´Estainga przygotował Projekt Konstytucji dla Europy czy pełniej: Projekt Traktatu Ustanawiającego Konstytucję dla Europy, ukończony 16 grudnia 2004 roku. Trzeba pamiętać, że Polska przystąpiła do Unii (Wspólnoty) w maju 2004 r. przed ukończeniem konstytucji, z myślą większości, że przystępuje do wolnej wspólnoty. Projekt ten poddano pod referenda krajowe. Ale Holandia, a następnie Francja odrzuciły go, broniąc suwerenności. Wówczas przeredagowano go nieco jako traktat reformujący Unię Europejską, kamuflując, ale nie przekreślając ducha federacji, eurolandu i superpaństwa. Trzeba natomiast mocno krytykować cały nasz rząd i polityków za to, że w ogóle faktycznie prą w kierunku stworzenia ścisłego państwa unijnego za cenę nawet utraty niepodległości, że nie chcą weryfikować błędu ratyfikacyjnego, nie chcą utworzenia Unii bardziej wolnej, normalnej i rozumnej, popierają jej koncepcję utopijną, federacyjną, hegemonistyczną i w ogóle błędną w każdej niemal dziedzinie, zwłaszcza zaś co do wyrzucenia z niej ducha, moralności, kultury i religii.

W tej sytuacji w obecnej Polsce dzieje się znowu coś tragicznego. Zachowanie się rządu i niektórych partii przypomina jako żywo akt abdykacyjny ostatniego niegodnego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, który 25 listopada 1795 r. w Grodnie, ściągnięty tam przez carycę Katarzynę II, uznał rozbiór Polski i oddał Ojczyznę z całą podłością i głupotą Niemce na tronie carskim: "Ten akt na ręce Najjaśniejszej Imperatorowej wszech Rosji składamy dobrowolnie [oszustwo!] i z rzetelnością (...), zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy". I, niestety, w tym haniebnym akcie miał król poparcie wielkiej liczby zdegenerowanej i zdradzieckiej szlachty i magnaterii, zarówno świeckiej, jak i duchownej. To też przypomina nasz czas.
I teraz 8-9 grudnia 2011 r. w Brukseli trzeba było aż premiera Wielkiej Brytanii, żeby nie doszło do utworzenia ścisłej federacji europejskiej pod hegemonią Niemiec, gdzie Polska musiałaby abdykować z suwerenności i prawnie, i faktycznie. Ale i to nie skończyło się bez szkody dla nas. Oto nasz rząd przyjął skwapliwie pakt fiskalny, zgodnie z którym UE ma prawo rządzić naszym budżetem, i choć nie jesteśmy w walącej się strefie euro, to jednak mamy przekazać MFW co najmniej 7 mld euro na ratowanie budżetu UE, w tym szczególnie bankrutującym krajom euro: Grecji, Włochom, Hiszpanii, Belgii, Portugalii i Irlandii. I to jest przyrzeczone w czasie, gdy u nas ok. 17 proc. ludzi żyje w wielkim niedostatku, niektórzy cierpią głód, bo nasi gospodarze są nieudolni.
. Kiedy obchodzimy 30. rocznicę stanu wojennego, to odnosimy wrażenie, że coś takiego znowu się dzieje. Tym razem chodzi o wyrzucenie ze sceny państwowej, czyli internowanie katolików i szczerych patriotów: tworzenie złośliwej i wrogiej atmosfery na najwyższej scenie państwowej, niekaralne bluźnierstwa przeciwko Bogu, Kościołowi, Matce Bożej i Biblii, napadanie Antify na Marsz Niepodległości, zakazy dochodzenia prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej, usuwanie Pomnika Katyńskiego w Warszawie, przyjmowanie różnych kalumnii ze strony niektórych Żydów, szerzenie poczucia niższości wobec ateizującej ideologii zachodniej... Zagrożone są jeszcze bardziej Radio Maryja, Telewizji Trwam i inne dzieła Ojców Redemptorystów tylko dlatego, że są niezależne, patriotyczne i wiernie katolickie. W ogóle media katolickie są "internowane" jako rzekomo zbyt radykalne, choć jednocześnie dopuszczane są jakąś drogą do głosu takie pisma, jak "Fakty i Mity" lub "Nie". Na ogół nie dopuszcza się do TVP dziennikarzy katolickich, a jeśli już, to w takich przypadkach i układach, żeby wypadli negatywnie. Codziennie natomiast występują raczej ateizujący i patriotyczni "inaczej". Prowadzi się umyślnie do wyprania mózgów z wiary i patriotyzmu i, niestety, odnosi się znaczące skutki. Jacyś dziwnie uprzywilejowani politycy i inni propagandyści rodem z PRL grożą bezkarnie, że musi być zmieniona Konstytucja w duchu zarówno wasalskim wobec UE, jak i ateistycznym. Domagają się rewizji lub nawet odrzucenia konkordatu, rozwiązania Komisji Wspólnej Rządu i Kościoła, usunięcia krzyży ze wszystkich miejsc publicznych, wyrzucenia katechetów - tylko katolickich! - ze wszystkich szkół i placówek oświatowych, a także kapelanów wszelkich ośrodków, nawet ze szpitali, więzień i wojska, i w związku z tym także likwidacji Ordynariatu Polowego WP, parafii i kościołów garnizonowych.
Jednocześnie powracają bolszewickie zakusy, żeby zabić doczesną działalność Kościoła przez podniesienie podatków, już przecież płaconych przez duchowieństwo i instytucje kościelne, przez nałożenie podatków na tace, na ofiary charytatywne, na pielgrzymki do Częstochowy, na wszelkie dobrowolne zbiórki na potrzeby Kościoła realizowane przeważnie wśród ubogich katolików. A nawet jedno z takich "wojennych" ugrupowań domaga się, żeby Kościołowi odebrać na nowo całe mienie zrabowane mu kiedyś - nielegalnie nawet według prawa bolszewickiego, a także by ciąć wszelkie pomoce dla katolickich instytucji socjalnych i charytatywnych, prowadzonych przez katolików, bo instytucje te mają także charakter religijny i katolicki. Przecież jest to zomowski rozbój..
Jeszcze raz: najbardziej jest bolesne, że wznawia się jakiś stan wojenny przeciwko naszej katolickiej młodzieży, zakłada się, że wychowanie i nauczanie religijne jest bezużyteczne społecznie, a powinno być zastąpione ateizmem i amoralnością. Dzieciom i młodzieży sączy się coraz butniej, że należy się wstydzić wiary w Boga i polskości, wyśmiewa się krzyż i inne wartości religijne, zwłaszcza etyczne, sugeruje się normy i zachowania grzeszne, jak seks i narkotyki, a także, choćby implicite, szczepi się poczucie małowartościowości wobec ateistów i nie-Polaków. Młodzież ma się wstydzić godła polskiego i flagi polskiej, a tym bardziej historii, tradycji i kultury polskiej. Kto nami zatem rządzi? Prawda, że każda postawa, także religijna i moralna, winna się unowocześniać, doskonalić i rozwijać, ale nie może rujnować swoich fundamentów, jak chcą "rewolucjoniści".
Niestety, dzisiejszy "stan wojenny" objął dużo więcej dziedzin naszego życia niż w 1981 roku. Dlatego katolicy i patrioci muszą się wreszcie obudzić, zorganizować i zjednoczyć, by czynnie i skutecznie poskromić szalonych opresorów. Bo przyszły na nas znowu jakieś naprawdę ciężkie czasy.

wtorek, 10 stycznia 2012

Prokurator wojskowy strzelił sobie w głowę!

Wczoraj prokurator wojskowy płk. Mikołaj Przybył.  w przerwie konferencji prasowej strzelił sobie w twarz na szczęście żyje,niemniej nie wiadomo, czy była to próba samobójcza, czy rodzaj desperackiego protestu przeciw planowanej likwidacji Prokuratury Wojskowej.
W każdym razie państwo skorumpowane ,uwikłane w przestępstwa rozwala się i obnaża bagno w jakim tkwi NIErząd Tuska.
Przykładem jest chociażby fragment z konferencji prokuratora Przybyła:
„Nasze śledztwa obejmują coraz większy zakres i prowadzą do ujawniania nowych nieprawidłowości oraz systemu przestępczych powiązań, na styku działania prywatnej przedsiębiorczości i funkcjonariuszy państwowych decydujących o dystrybucji środków finansowych. Ujawniliśmy przestępstwa korupcyjne, mechanizmy ustawiania przetargów i wyłudzania ogromnych kwot z budżetu Wojska Polskiego.”
Właśnie "Ujawniliśmy" powiedział prokurator -  i co? 
Czy ktoś coś słyszał ?
Czy  toczą się postepowania?
Czy jakieś wyroki zapadły?
 Powyższe słowa są dowodem na to,jakie bezprawie ma miejsce w naszym kraju,układy mafijne z czym się wiąże  okradanie państwa -na skalę niewyobrażalną!!
Gdy się znajdzie  człowiek sumienia,uczciwy i broniący interesów Polski jak np;św.p.Lech czy Jarosław Kaczyński-jest natychmiast niszczony pod każdym względem,a w efekcie ginie lub "odbiera" sam sobie życie.
PAŃSTWO GNIJE OD WEWNĄTRZ!!
A najgorsze jest to,że naród jest podzielony,część  zmanipulowana- jest po prostu ślepa i głucha i to jest następna TRAGEDIA NARODOWA!!

Tajemnica płockiego więzienia.

Oto link- proszę zobaczyć jak  ginęli świadkowie w sprawie Olewnika.
http://www.youtube.com/watch?v=W00lA9tsJNE
W Polsce afera goni aferę,kompromitacja goni kompromitacę i wszystko jest mataczone i zamiatane  pod dywan. Takie bezprawie może być tylko w państwie,w którym mafia ma władzę absolutną,czyli w państwie bezprawia.

piątek, 6 stycznia 2012

Minął kolejny,tragiczny rok dla Polski-kalendarium 2011

Mamy za sobą święta i mija kolejny dzień Nowego Roku 2012,który przywitaliśmy na Krakowskim Przedmieściu.I chociaż to jest wyzwanie ogromne przychodzić codziennie-trwamy nadal,bo dla nas upominanie się o  Prawdę  i Pamięć tych polskich Patriotów,którzy ponieśli haniebną śmierć pod Smoleńskiem , jest obowiązkiem jako Polaków i sprawą honoru.
Odwiedzają nas różni przyjezdni goście,również obcokrajowcy,wspierają  duchowo i mówią o nas wiele ciepłych i budujących słów.Jest nam bardzo miło i to nam daje siłę do dalszej walki w słusznej sprawie.
Dwa dni temu odwiedziła nas telewizja,mamy nadzieję,że nasza, POLSKA,ponieważ  bardzo dokładnie nagrywali wszystko co się dzieje pod pałacem  ze szczegółami..Również nasze transparęnty,co nas bardzo cieszy,bo "dziwnym" trafem dosłownie żadne media nie pokazują i nie piszą nawet małej wzmianki,że codziennie już drugi rok przychodzimy i walczymy o ujawnienie prawdy,dotyczącej  tragedii smoleńskiej i o wybudowanie pomnika  pod pałacem,w miejscu wybranym przez tysiące Polaków.
Podobno walczymy o to samo co inne media prawicowe i niezależne?
Dlaczego więc mimo próśb zabrakło miejsca w "Gazecie polskiej"odnośnie pikiety w Strasburgu w czasie której poruszano m.in.sprawy Smoleńska?
Po zatym ci którzy obejrzeli filmy przedstawiające wydarzenia,które miały i mają miejsce pod pałacem na pewno zauważyli,że o tych wszystkich ludziach wytrwale czuwających codziennie nie ma ani słowa.Przykładem jest chociażby ostatni film "Przebudzenie" w którym cały czas pokazywany jest "Marsz pamięci" i trzy osoby relacjonujące,których nigdy nie widzieliśmy na oczy.
Natomiast tych wszystkich ludzi,poświęcających się najbardziej-ignoruje się.Najwyrażniej jesteśmy tylko od czarnej roboty i  do niczego nie jesteśmy więcej potrzebni.Nie ma z nas zysku,więc po co nas pokazywać i pisać o nas.
 Podobnie dzieje się w teatrze,gdzie starych aktorów zamienia się na nowych oraz posługuje się swoimi statystami tworząc  własną historię.
Poza tym dlaczego w filmie nie ma relacji z pod krzyża i Jarosława Kaczyńskiego,który zawsze,co miesiąc idzie w marszu,gdzie kluczowym momentem i ostatnim punktem marszu są obchody pod krzyżem ,przed pałacem i jego przemówienie?
Dlaczego nie ma ani słowa o rannej mszy za ofiary Smoleńska i o składanym wieńcu pod pałacem,przecież to wszystko dzieje w tym samym dniu?
Czy tak wygląda rzetelność przekazu?
Czy jak w TVN pokazuje się i mówi to co wygodne,a promuje swoich?
Proszę nas żle nie zrozumieć,nam chodzi o to,by historii  nie zakłamywać!
Należy zatem  na koniec zadać  pytanie,będące podsumowaniem :
Czy w Polsce nie jest tak,że już tylko nieliczni tak jak  np;  my wszyscy z pod  krzyża  bezinteresownie walczymy o  Prawdę i Pamięć ?
Czy chodzi tylko o biznes,a nie lepszą,opartą na prawdzie Polskę?
 Proszę,aby każdy czytający ten wpis  wyciągnął wnioski i sam odpowiedział na powyższe  pytania.
Szkoda również,że duża część społeczeństwa nie wie, iż pod Pałacem Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmieściu codziennie wytrwale  czuwamy,a Pamięć nieustannie trwa.
Mimo wszystko niczego nie żałujemy i jesteśmy dumni z naszej postawy,ponieważ dla nas POLSKA,nasza OJCZYZNA jest NAJWAŻNIEJSZA,a zasługi policzy każdemu sam Bóg.

Obrońcy Krzyża z banerem ofiar tragedii smoleńskiej...

....i z panią(w białej kurtce) z Ameryki

Codzienny widok,choć ci dwaj panowie trzymający transparęnt co jakiś czas przyjeżdzają z Anglii i się czynnie udzielają,są polskimi patriotami.


Pod pałacem z transparęntami wytrwali OK....

......i z gościem tym razem z Holandii.


Należy również podsumować ubiegły i poprzednie lata ,pełne tuskowych "cudów" ,zatem przedstawiamy:

KALENDARIUM 2011


STYCZEŃ Polska zhańbiona przez Anodinę, Tusk w Dolomitach W Nowy Rok Polska weszła z nową stawką VATu. W efekcie z początkiem roku ceny wzrosły...
Donald Tusk poczuł się tak wyczerpany podnoszeniem VATu że udał się na zasłużony wypoczynek. Jako patriota, dbający o propagowanie walorów polskich gór i zachęcanie rodaków do wypoczynku u gazdów i gaździn z Podhala, wyjechał w… Dolomity. „Przypadkiem” dokładnie w czasie urlopu premiera – 12 stycznia swój raport na temat przyczyn smoleńskiej katastrofy opublikował rosyjski komitet, powołany do jej „wyjaśnienia”. MAK pod przewodnictwem Tatiany Anodiny całkowitą winą za śmierć polskiej delegacji obarczył załogę TU 154M, w szczególności generała Błasika, twierdząc że w momencie katastrofy przebywał w kabinie pilotów i miał we krwi alkohol. Raport zawierał cały szereg błędów i zwykłych kłamstw a podane w nim „fakty” wykluczały się wzajemnie, na co zwrócili uwagę nie polscy eksperci dokonujący jego dokładnej analizy. Co ciekawe – raport, jeszcze przed jego ogłoszeniem na konferencji prasowej, został przekazany przedstawicielowi ambasady RP w Moskwie oraz MSWiA. Jest więc wysoce prawdopodobne, że Donald Tusk zapoznał się z nim przed swoim wyjazdem i to właśnie jego treść była przyczyną narciarskiej wycieczki premiera. Co prawda dobę po ogłoszeniu raportu MAK, Donek teatralnie wrócił do kraju i pojawił się na konferencji prasowej, ale natychmiast po niej… wrócił na swoje włoskie wakacje. Dzięki temu przez kilkanaście godzin w świecie obowiązywała tylko wersja rosyjska, o pijanym polskim generalne a i później Donald Tusk nie zrobił nic, by wykazać kłamstwa zawarte w „raporcie” komisji Anodiny. W dodatku podczas konferencji prasowej po publikacji raportu Tusk przyznał, że nie istnieje dokument, w którym Polska godziłaby się na zastosowanie po smoleńskiej tragedii Konwencji Chicagowskiej. Jedyną reakcją premiera była zapowiedź publikacji „wspólnego” raportu polsko-rosyjskiego. Przez Polaków rosyjskie kłamstwa zostały odebrane jako hańba i policzek wymierzony naszemu krajowi. Dla rządu ważniejsze okazało się „budowanie dobrych relacji z Rosją”.
 
  LUTY
 
Hrabiowskie maniery pod parasolką
Zmarł arcybiskup Józef Życiński, znany z licznych występów telewizyjnych, krytyki skierowanej pod adresem Jarosława Kaczyńskiego oraz pilnie ukrywanej współpracy z SB, przez którą został zarejestrowany jako TW „Filozof” (przez 13 lat). W tym samym miesiącu w skład Kapituły Orderu Orła Białego ponownie został powołany Władysław Bartoszewski, który zasłynął pełnymi nienawiści i pogardy wypowiedziami oraz rekomendowaniem na ambasadora Polski w Meksyku Tomasza Turowskiego – komunistycznego szpiega ulokowanego w Watykanie, obecnego w Rzymie w czasie zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II. Rekomendacja Bartoszewskiego znacznie pomogła mu w dyplomatycznej karierze w III RP, czego zwieńczeniem było przygotowanie wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Bronisław Komorowski zaś zaliczył dwie spektakularne wpadki w ciągu dwóch dni. Cały świat mógł oglądać jak pierwszego dnia obrad Trójkąta Weimarskiego prezydent Francji Nikolas Sarkozy niczym smętny krasnoludek ustawiony obok zwalistego Komorowskiego i równie zwalistej Angeli Merkel mókł na deszczu, bowiem w Kancelarii Prezydenta RP był tylko jeden parasol. Komorowskiemu oczywiście nie przyszło do głowy, żeby go odstąpić gościom a moknąć samemu. Następnego dnia „hrabia” Bronisław Komorowski po wprowadzeniu kanclerz Niemiec oraz prezydenta Francji do pałacu prezydenckiego czym prędzej posadził swoje cztery litery na fotelu, nie proponując wcześniej zajęcia miejsc swoim gościom. Zdumione miny światowych polityków, którzy stali kompletnie skonsternowani nad polskim prezydentem obiegły cały świat. Polskę zaś obiegło ujawnione nagranie z grudniowego spotkania Donalda Tuska ze smoleńskimi rodzinami, podczas którego premier walił pięścią w stół i wrzeszczał na Ewę Kochanowską – wdowę po rzeczniku praw obywatelskich za zadanie mu „nieodpowiedniego” pytania.
 
 
MARZEC
 
„Dureń” zjednoczony w „bulu i nadzieji” z obawami przed reakcją strony rosyjskiej
Kolejny miesiąc i kolejna wpadka prezydenta. Po tragicznym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło Japonię, Komorowski wraz z małżonką odwiedził ambasadę Japonii, gdzie wpisał się do księgi kondolencyjnej. Nie dość, że według specjalistów wykazał się kompletną nieznajomością kultury Dalekiego Wschodu i mentalności Japończyków, to jeszcze „własnoręcznie” udowodnił, że nie zna polskiej ortografii. Wpis brzmiał (pisownia oryginalna) – „Jednoczymy się z narodem Japonii w bulu i nadzieji na pokonanie skutków katastrofy”. Bystrzejsi Internauci zastanawiali się, czy prezydent nie napisał też „Japoni” zamiast Japonii oraz czy z szacunku do osób, do których się zwrócił, Komorowski nie powinien wyraz „narodem” napisać z wielkiej litery ale ostatecznie do historii przeszły dwa popełnione przez niego ortograficzne błędy i przydomek „Bul”. Również w marcu serwis internetowy „Wprost” opublikował fragmenty książki „Smoleńsk. Zapis śmierci”. Znalazła się wśród nich opinia kardynała Stanisława Dziwisza, który w kwietniu 2010 roku miał powiedzieć o wówczas p.o. prezydenta Bronisławie Komorowskim – „Co za dureń. Powiedział do mnie: „A co to za różnica, czy prezydent będzie leżał na Wawelu, czy na Powązkach?”. 
Zdaniem niektórych z kardynałem, a zwłaszcza kardynałem Dziwiszem, po prostu nie wypada się nie zgadzać. Dyplomacją popisała się również Kancelaria Prezydenta, która do ostatniej chwili blokowali odsłonięcie tablicy upamiętniającej pomoc, jakiej Polsce w 1920 rokuw czasie wojny polsko-bolszewickiej udzieliły Węgry. Jak tłumaczyli w przeddzień uroczystości (z udziałem prezydenta Węgier) urzędnicy prezydenta, jego udział w tej uroczystości mógłby zostać „źle odebrany przez stronę rosyjską”. Dopiero groźba poinformowania przez Ambasadę Węgier o zachowaniu Komorowskiego mediów, spowodowała zmianę decyzji. Ostatecznie Komorowski wziął udział w bardzo skromnej uroczystości, po której zyskał przydomek rosyjskiego „namiestnika”. Swoje trzy gorsze dorzucił też wielki miłośnik Niemców – Władysław Bartoszewski, który stwierdził,że w czasie wojny bardziej należało bać się Polaków niż Niemców, bowiem ci ostatni „bez nakazu” nic nie mogli zrobić Bartoszewskiemu (pomimo, że jako Żyd ukrywał się w okupowanej Warszawie). Bartoszewskiego skrytykowała m.in. Marta Kaczyńska za co po chamsku ją z kolei zaatakował Tomasz Nałęcz – obecnie doradca „Bula” Komorowskiego. Sam „Bul” Komorowski okazał „wdzięczność” kolejnemu celebrycie, który prowadził mu kampanię wyborczą i najwyższym polskim odznaczeniem odznaczył Andrzeja Wajdę.  
 
KWIECIEŃ 
 
Kolejny policzek wymierzony Polsce przez Kreml 
Kwiecień upłynął pod znakiem obchodów rocznicy smoleńskiej tragedii. Już na początku miesiąca w Warszawie głosami radnych PO odrzucony został projekt radnych PiS i SLD (!) wywieszenia 10 kwietnia w Warszawie flag ozdobionych kirem oraz włączenia w mieście syren alarmowych. W nocy z 9 na 10 kwietnia bez porozumienia ze stroną polską, Rosjanie usunęli z miejsca katastrofy Tu 154M tablicę ku czci ofiar tragedii umieszczoną tam rok temu przez rodziny smoleńskie. Została ona zastąpiona tablicą rosyjską, na której nie było już ani słowa o ludobójstwie w Katyniu ani celu podróży polskiej delegacji 10 kwietnia 2010 roku. 
Na nowej tablicy nie ma również krzyża, który był wyryty na starej tablicy. Polacy (z wyjątkiem rządu) usuniecie tablicy odebrali jako policzek wymierzony narodowi. Wieczorem 9 kwietnia setki osób zgromadziło się przed ambasadą rosyjską w proteście przeciwko postępowaniu Moskwy. W czasie manifestacji spalono kukłę Putina, co bardzo oburzyło służalcze media. 
10 kwietnia o godzinie 8.41 w większości polskich miast zawyły syreny przypominające o tragedii sprzed roku. W Warszawie klaksonami o tragedii przypomnieli kierowcy. W tym czasie przed Pałacem Prezydenckim w miejscu, gdzie rok temu gromadzili się ludzie, było tysiące osób, które wraz z Jarosławem Kaczyńskim oddały hołd zabitym 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Złożyli oni setki kwiatów i znowu zapalili tysiące zniczy, które zresztą do następnego dnia zostały wyrzucone przez służby porządkowe normalnie nie zainteresowane w sposób szczególny sprzątaniem stolicy. Przez cały dzień trwały niezależne od siebie obchody rządowe oraz zorganizowane przez ludzi. W państwowych wzięło udział niewiele osób, tysiące przeszło ulicami Warszawy w rocznicowym marszu i modliło się w Archikatedrze Warszawskiej. Obchody „rządowe” nie zgromadziły dużej liczny uczestników. Zostały zignorowane przez część rodzin smoleńskich. 
Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił generała Czesława Kiszczaka od zarzutu przyczynienia się do śmierci górników z kopalni Wujek. Tego wyroku nie da się skomentować. Nie tylko dlatego, że wyroków sądu generalnie komentować nie wolno.
 
  MAJ 
 
Beatyfikacja bez Jaruzelskiego i smutek komuchów 
Dla wielu Polaków najważniejsze wydarzenie roku – 1 maja papież Benedykt XVI w obecności półtora miliona pielgrzymów z całego świata ogłosił błogosławionym papieża Jana Pawła II. Beatyfikacji domagali się wierni już podczas pogrzebu Ojca Świętego wznosząc 8 kwietnia 2005 roku okrzyki „Santo subito!” – Święty natychmiast. Rozpoczęty miesiąc po śmierci papieża proces beatyfikacyjny był najszybszych procesów w historii Kościoła. Z Polski na Watykan udało się tysiące pielgrzymów (pomimo, że w ostatnich dniach w mediach rozpętała się prawdziwa kampania zniechęcająca do wyjazdu). Udał się tam również Bronisław Komorowski, który tym razem nie poprosił generała Jaruzelskiego o towarzyszenie mu w tej podróży. Oczywiście beatyfikacja będąca dla Polaków źródłem dumy i radości bardzo zmartwiła komunistów różnej maści na czele z Joanną Senyszyn. 
Sam Bronisław Komorowski odbił sobie milczenie w kwietniu i zaliczył dwie wpadki. Będąc  z  wykształcenia historykiem stwierdził podczas obchodów Święta Konstytucji 3 Maja, że polska Ustawa Zasadnicza była „drugą na kontynencie europejskim konstytucją nowoczesną”. Prezydent przespał albo poszedł na wagary podczas lekcji historii, bowiem nawet tępi gimnazjaliści wiedzą, że Konstytucja 3 Maja była drugą konstytucją na świecie (po konstytucji USA) i pierwszą na kontynencie europejskim (przed konstytucją francuską). Po raz kolejny popisał się swoimi „hrabiowskimi” manierami tym razem przed szwedzką parą królewską. Najpierw wysiadającą z limuzyny na dziedzińcu Belwederu monarchinię jako pierwsza powitała… suczka pary prezydenckiej, która podbiegła do samochodu a następnie podczas uroczystego obiadu i wygłaszania toastu, Bronisław Komorowski zabrał kieliszek królowej Sylwii i z nim wzniósł toast. Na szczęście król Karol Gustaw zrozumiał pytający wzrok małżonki i podsunął jej kieliszek prezydenta. Nie zabrakło w Polsce także aktywności rosyjskiej – w połowie maja Rosjanie umieścili w Strzałkowie tablicę ku pamięci „ludobójstwa Polaków na jeńcach rosyjskich 1920 roku”, co oczywiście jest ewidentną bzdurą i wierutnym kłamstwem. Tablica została zdjęta przez lokalne władze. W ostatnich dniach maja Polskę odwiedził prezydent USA – Barack Obama. Jedynym efektem wizyty było zablokowanie i zamykanie ulic w Warszawie oraz wysprzątanie wiecznie brudnych chodników przed Dworcem Centralnym oraz tradycyjnie już – wpadka Kancelarii Komorowskiego – tym razem prezydentowi USA wręczono niesprawne pióro, którym bezskutecznie próbował zrobić wpis w księdze pamiątkowej. Zanim doszło do historycznej wizyty o 6.00 rano ABW dokonała rewizji w mieszkaniu twórcy strony www.antykomor.pl i zatrzymała blogera znanego z prześmiewczej krytyki Bronisława Komorowskiego a Donald Tusk rozpoczął wojnę z kibicami. 
 
  CZERWIEC 
 
Kontrola od przedszkola 
Bronisław Komorowski przy milczeniu podporządkowanych mu służalczych mediów podpisał Ustawę o systemie informacji oświatowej będącej niczym innym, jak wprowadzeniem absolutnej kontroli państwa nad obywatelami naszego kraju. Wspomniana ustawa spowoduje powstanie największej w kraju bazy danych uczniów. Każde dziecko już od przedszkola będzie miało założoną kartotekę, w której znajdą się jego dane osobowe, informacje o jego rodzinie, stanie zdrowia, przebytych chorobach, postępach w nauce i zajęciach pozaszkolnych na które uczęszcza a nawet zamożności jego rodziców czy opiekunów. ustawę oprotestowało nie tylko PiS i SLD ale także Związek Nauczycielstwa Polskiego i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Również w czerwcu Sejm głosami PO odrzucił poprawkę senatu do ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. W ten sposób bocznymi drzwiami wprowadzono zapis, dzięki któremu homoseksualiści będą mogli tworzyć rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka. 
Zespół Antoniego Macierewicza opublikował „Białą Księgę Smoleńskiej Tragedii”, będącą wynikiem prac Parlamentarnego Zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Z raportu sporządzonego na podstawie analiz ogólnodostępnych dokumentów (bo tylko takimi zespół dysponował) oraz symulacji dokonanych przez wybitnych ekspertów wynika, że odpowiedzialność za tragedię ponosi strona rosyjska, w szczególności kontrolerzy, którzy świadomie podawali załodze Tu 154M fałszywe dane. Biała Księga wskazywała także na niszczenie lub zatrzymywanie dowodów przez Rosjan oraz demaskowała ewidentne kłamstwa i sprzeczności w rosyjskim „śledztwie”. Autorzy tego raportu zwrócili też uwagę, że w części aktów zgonu podano jako godzinę śmierci 8.55 a nawet 8.57, podczas, gdy oficjalna godzina katastrofy to 8.41, co oznacza, że część osób przeżyła zderzenie z ziemią. Tomasz Tomczykiewicz z PO zapytany o „Białą Księgę”, chociaż nie oglądał całej konferencji Antoniego Macierewicza stwierdził, że „Antoni Macierewicz nigdy nie napisał prawdy w swoich raportach, tym także nie warto się zajmować i dodał, że jest ona „zawracaniem ludziom głowy na wakacjach zupełnie bez sensu”.
 
  LIPIEC
 
Zimne lato rozgrzało sądy
Letni miesiąc upłynął pod znakiem procesów. Z esbekiem Ryszardem Bieszyńskim przegrał w trybie art. 212 Kodeksu Karnego znany dziennikarz śledczy Jerzy Jachowicz. Jachowicz napisał komentarz do artykułu informującego o m.in. powiązaniach Edwarda Mazura zamieszanego w sprawę zamordowania gen. Marka Papały z Bieszyńskim. Bieszyński komentarzem (nie artykułem!) poczuł się tak urażony, że wystąpił do sądu karnego, opierając się na art. 212. Proces (tym razem cywilny) przegrał też wybitny poeta Jarosław Marek Rymkiewicz. Jego z kolei pozwał wydawca „Gazety Wyborczej” – spółka Agora SA za to, że profesor Rymkiewicz miał czelność przypomnieć Polakom komunistyczne rodowody niektórych redaktorów wybiorczej. Chociaż sam Adam Michnik – brat stalinowskiego mordercy Stefana Michnika – mówił o sobie, że wywodzi się z „żydokomuny”.  W  „Wyborczej” publikowały takie szuje jak Lesław Maleszka a gazeta ta zasłynęła m.in. tekstem w którym patriotyzm przyrównała do rasizmu, sąd uznał, że profesor Rymkiewicz nie miał prawa jej krytykować ani wypominać niektórym jej redaktorom komunistycznego rodowodu oraz anty-patriotycznych publikacji i wydał wyrok na korzyść organu Michnika.
 
Z innych wydarzeń – 1 lipca Polska objęła prezydencję w Unii Europejskiej. Poza gigantycznymi kosztami i wykorzystywaniem tego faktu w rozpoczętej kampanii wyborczej przez Donalda Tuska, nic z tego nie wyniknęło a „statystyczny Polak” nie potrafił (i nie potrafi) podać żadnego wydarzenia z nią związanego. Również w lipcu opublikowany został „raport polskiej komisji Millera”, będący odpowiedzią na raport MAK. Zgodnie z zapowiedzią jego twórcy, że „będzie bolało” stał się on w zasadzie powtórzeniem raportu MAKu a główną winą obciążył Polaków – w szczególności 36 spec-pułk, z którego ”pochodziła” załoga TU 154M. Podobnie jak w raporcie MAK roi się w nim od błędów, bardzo szybko wykrytych przez internautów. Pomimo tego PO nie uznało go za zawracanie ludziom głowy na wakacjach. Widocznie była zajęta ukrywaniem afery martwych dusz, jaka została ujawniona w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie do PO „zapisywano” ludzi bez ich wiedzy, nie wspominając o zgodzie na członkostwo w ugrupowaniu Tuska. 
 
  SIERPIEŃ 
 
Samobójstwo, czy morderstwo? 
W Warszawie w wieku 57 lat zginął Andrzej Lepper – kontrowersyjny polityk, szef Samoobrony, człowiek, który jako pierwszy poinformował opinię publiczną o przetrzymywaniu na Mazurach Talibów, za co został wyszydzony przez Salon. Andrzej Lepper od kilku lat był nieobecny w polskiej polityce ale zamierzał do niej wrócić. Odbywał spotkania, w tym jedno najważniejsze – na dzień przed śmiercią. Jego powrót miał wstrząsnąć polską sceną polityczną. Jednocześnie najbliższym współpracownikom mówił, że boi się o swoje życie, że posiada wiedzę na temat afery gruntowej i tego, kto o niej ostrzegł. Tym samym posiadał też wiedzę na temat tyle razy wyśmianego „układu” polityczno-biznesowego. Wszystkie te wątki zostały całkowicie pomięte. Według oficjalnego komunikatu Andrzej Lepper popełnił samobójstwo. Sekcję zwłok zarządzono trzy dni po śmierci, kiedy na skutek zachodzących w zwłokach procesów chemicznych mogło dojść do zniszczenia śladów wskazujących na morderstwo (np. podania trucizny). Pominięto również fakt, że w ktoś przeszukiwał biuro Andrzeja Leppera w momencie gdy on już nie żył oraz zabrał też dokumenty z jego sejfu. Nawet godzina śmierci szefa Samoobrony nie była pewna. 
 
Po śmierci Andrzeja Leppera całkowicie pomięta została informacja, że przed jego „samobójstwem” zmarły trzy osoby związane z Samoobroną, które mogły przechowywać dokumenty przekazane im przez szefa. Pomimo oficjalnego uznania śmierci Leppera za samobójstwo, w listopadzie 2011 roku, prokuratura przyznała, że nie wyklucza w przypadku Andrzeja Leppera morderstwa. Również w sierpniu PO za ministerialną tekę zakupiło sobie Bartosza Arłukowicza z SLD. Transakcja ta została uznawana za normalną przez tych samych polityków, dziennikarzy i „ekspertów”, którzy w analogicznej sytuacji w 2006 roku rzucili gromy na Renatę Beger Samoobrony i polityków PiS, przy czym wtedy do „przejęcia” polityka nie doszło. „Przebojem lata”, chociaż nie puszczanym przez żadną stację radiową ani telewizyjną została piosenka „Donald Matole, twój rząd obalą kibole”, śpiewana premierowi na wszystkich stadionach w kraju. 
 
W tym samym miesiącu Europą wstrząsnęła inna tragedia. Na norweskiej wyspie Utoya Andreas Breivik zastrzelił 68 osób. W mediach został przedstawiony jako skrajny prawicowiec, co dało pretekst do ataków także na polską prawicę, chociaż nie miała z nim nic wspólnego. W rzeczywistości Breivik z prawicą miał „niewiele” wspólnego, chociażby dlatego że był masonem. 
 
  WRZESIEŃ 
 
Samospalenie przed Kancelarią premiera 
1 września przypadła 72 rocznica wybuchu II wojny światowej. Telewizje nie uznały jej za najważniejsze wydarzenie dnia. Ważniejsza była kampania wyborcza. 
 
Nieco później przed Kancelarią premiera Donalda Tuska samospalenia dokonał pięćdziesięcioletni mężczyzna – Andrzej Ż. Do poprzedniego doszło kiedy samospalenia próbowała dokonać siedemdziesięcioletnia kobieta, protestująca w ten sposób przeciwko złemu leczeniu swej córki. Poprzednie samospalenia miały miejsce za komuny – w 1968 roku spalił się Ryszard Siwiec a w 1980 – były żołnierz AK – Wincenty Badylak, protestujący przeciwko zatajaniu informacji o Katyniu. Andrzej Ż. zostawił list, w którym wyjaśniał przyczyny desperackiego targnięcia się na życie. Miał on być przedmiotem zainteresowania policji i prokuratury ale z uwagi na „kampanię wyborczą” sprawa ta została szybko wyciszona. Nie zainteresował się nią ani TVN, ani „Gazeta Wyborcza”, ani żadna dziennikarska gwiazda, co niewątpliwie miałoby miejsce, gdyby do tragedii doszło pod kancelarią premiera Jarosława Kaczyńskiego. Ponadto wrzesień to już niemal finał kampanii wyborczej do Parlamentu oraz publikowania coraz bardziej absurdalnych sondaży. 
 
Sensacyjne informacje ujawnił portal WikieLeaks. Według niego już w 2005 roku do „Gazety Wyborczej” przyszli Amerykanie, żeby „porozmawiac” na temat publikacji artykułów popierających wprowadzenie w Polsce żywności genetycznie modyfikowanej. Dowiedzieli się, że redaktor prowadzący dział nauki jest temu „przychylny”. Od tamtej pory rozpoczęły się wystąpienia „naukowców” i „ekspertów” popierających amerykańską „myśl genetyczną”. „Gazeta Wyborcza” piórem Bartosza Węglarczyka oczywiście natychmiast skrytykowała tak portal jak i jego twórcę. 
 
Wrzesień to również miesiąc rasistowskich ataków na polskich obywateli – 13 września doszło 
do rasistowskich ataków w Holandii (zniszczono 12 samochodów na polskich numerach rejestracyjnych), 18 września w Crewe w Anglii został pobity idący ulicą Polak, a 30 zelżony polski kierowca z Cellardyke w Szkocji. Minister Radek Sikorski jak zwykle nie uznał za stosowane wtrącać się w rasistowskie zachowania wobec polskich obywateli. 
 
  PAŹDZIERNIK 
 
Wybór trans i homoseksualisty do Sejmu
Październik zaczął się od dziwnego „skoku” poparcia dla Ruchu Palikota. Dosłownie na kilka dni przed wyborami okazało się, że z prawie zerowego poparcia, Palikot i jego zespół zwolenników aborcji i miękkich narkotyków jest trzecią siłą polityczną w Polsce. 
Stało się to dokładnie w momencie, gdy w sondażach różnica pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością a PO była na granicy błędu statystycznego a media rozpaczliwie szukały „haka” na lidera PiS. Znalazła go w postaci wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat nieprzypadkowego wyboru Angeli Merkel na kanclerza Niemiec – na głowę prezesa PiS posypały się gromy „komentatorów” z Bartoszewskim na czele, uważających najwyraźniej Merkel została wybrana przypadkowo. Właśnie ta wypowiedź miała spowodować spadek poparcia dla PiS. 
 
Wybory wyznaczone przez Komorowskiego na 9 października wygrała Platforma Obywatelska, spektakularną porażkę poniosło SLD, któremu elektorat (zwłaszcza ten esbecki) odebrał Janusz Palikot i jego kompania. Do Sejmu wszedł dzięki niemu Roman Kotliński, który zatrudnia mordercę księdza Popiełuszki – Grzegorza Piotrowskiego oraz znana aborterka Wanda Nowicka, której fundację sponsorowało lobby aborcyjne oraz producenci sprzętu medycznego do przeprowadzania aborcji. 
 
W Moskwie stanął pierwszy w Rosji pomnik Jana Pawła II a w Polsce Palikot jako najważniejszą i najpilniejszą sprawę do załatwienia uznał usunięcia Krzyża z sali plenarnej Sejmu. Musiał się rozczarować – 71 proc. Polaków stwierdziło, że Krzyż w Sejmie powinien pozostać, jego usunięciu sprzeciwiło się PiS, PSL i PO a SLD zapowiedziało, że nie będzie o usunięcie walczyć. 
 
LISTOPAD 
 
Gigantyczna manipulacja 
To był majstersztyk propagandy i manipulacji a zarazem największe policyjne manewry w Europie. Wobec zapowiedzi zorganizowania w dniu 11 Listopada Marszu Niepodległości ujawniły się środowiska lewacko-gejowskie, które mają alergię na biało-czerwone flagi. Po raz kolejny ludzie je niosący zostali nazwani „faszystami”. Szczególną aktywność wykazała Antifa, która m.in. piórem Seweryna Blumsztajna zaprosiła na „Kolorową Niepodległą” – „wszystkich”. Przyjechały faszystowskie bojówki, które zaatakowały historyczne, rekonstrukcyjne grupy w polskich mundurach,które pluły na polskie mundury z orzełkami. Przed policją uciekły do „Nowego Wspaniałego Światu” – restauracji Krytyki Politycznej na Nowym Świecie, gdzie policja znalazła później kije bejsbolowe oraz inne pokojowe „atrybuty” członków Antify. Następnie zamaskowani zwolennicy gejów i lewaków ustawili się szpalerem w centrum Warszawy jako „ochrona” garstki osób podrygujących przez platformą na której „gwiazdy” krzyczały pod adresem opuszczającego Plac Konstytucji Marszu Niepodległości „Faszyzm nie przejdzie”. W tym samym czasie z bocznych ulic wychodziły zorganizowane grupy i policyjne bojówki, które odbyły bitwę między sobą oraz atakowały przechodniów z biało-czerwonymi flagami. Wszystko to zostało przedstawione społeczeństwu jako starcia z uczestnikami Marszu Niepodległości, chociaż opuścili oni już Plac Konstytucji a na całej trasie przejścia ulicami Warszawy nie byli „pilnowani” przez policję i nie doszło na niej do żadnych incydentów. Internauci szybko zdemaskowali pogawędkę reportera, który przed „pobiciem” przyjaźnie z grupą, która go „zaatakowała” oraz inne przygotowania do walk ulicznych a także wkładanie i zdejmowanie przez ich uczestników policyjnych kamizelek. Zwieńczeniem dnia było pokazanie podpalenia wozu TVN widowiskowo ustawionego w bezpiecznej odległości od ludzi na wiadukcie i otoczonego w momencie palenia przez kordon służb porządkowych, które bezczynnie przyglądały się całemu zajściu. Do akcji zmobilizowano „mieszkańców”, opowiadających o szalejących po nim „hordach”. W żadnej stacji nie podano, że w Marszu Niepodległości wzięło udział nawet czterdzieści tysięcy ludzi. Po ujawnieniu zarówno napaści niemieckich bojówek na Polaków oraz manipulacji przy relacjach z Marszu, organizatorzy Antify poszli w zaparte i na konferencji prasowej publicznie kłamali, że członkowie Marszu Niepodległości po drodze niszczyli „restauracje żydowskie, arabskie i wegetariańskie” wybijając w nich szyby. Restauracji żydowskich w Warszawie nie ma ale organizatorom Antify to nie przeszkadzało pleść bzdur. Ofiarą „11 Listopada” okazał się policjant, który skopał i pobił przechodnia na ulicy – natychmiast po ujawnieniu filmu na którym widać, jak brutalnie atakuje bezbronnego człowieka – zachorował. Pokłosiem „manewrów policyjnych” była zapowiedź Tuska i Komorowskiego zaostrzenia prawa i zmian w zakresie prawa zgromadzeń, w tym wprowadzenie zakazu zasłaniania twarzy przez ich uczestników. Pomysł ten poparli uczestnicy Marszu Niepodległości, Młodzieży Wszechpolskiej i kibice ale sprzeciwiają się mu… geje i lewacy z Antify. Koniec listopada należał do Radosława Sikorskiego, któremu marzą się silne Niemcy. Przemawiając w Berlinie szef polskiego MSZ zaapelował o niemieckie przywództwo i „ratowanie” przez nie strefy euro. Służalczość i serwilizm przebijający z co drugiego zdania przemówienia wygłoszonego na Forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej zyskało zrozumiałą aprobatę Berlina. 
 
  GRUDZIEŃ 
 
Stek bzdur w raporcie Millera
Antoni Macierewicz podał do publicznej wiadomości wyniki badań przeprowadzonych przez wybitnych naukowców z USA, w tym współpracujących z NASA przy pomocy najnowocześniejszego sprzętu, z których wynika, że raporty MAK oraz Millera są po prostu stekiem nic nie wartych bzdur a w samolocie TU 154M doszło do eksplozji, będącej przyczyną katastrofy. Mało tego – TU 154M odszedł od lądowania i ten manewr się udał. Już po odejściu samolot stracił skrzydło i spadł. Według nieoficjalnych informacji na ciele 
śp. Zbigniewa Wassermanna podczas przeprowadzonej we Wrocławiu sekcji zwłok odkryto śladowe ilości materiałów wybuchowych. Przypadkiem właśnie w momencie, kiedy pojawiły się publikacje na ww. tematy, w życie weszły istotne zmiany w polskim prawie lotniczym. Zgodnie z nimi wyniki badań komisji lotniczych mogą być przekazane wyłącznie na potrzeby postępowań przygotowawczych, czyli śledztw, a także procesów sądowych. Aby pokazać wyniki badań nagrań z kabiny TU 154M, przeprowadzonych w instytucie Sehna w Krakowie opinii publicznej, śledczy będą musieli zwrócić się o zgodę do sądu. Ten został z kolei zobowiązany przez ustawodawcę do wzięcia pod uwagę takich przesłanek jak fakt, czy upublicznienie zapisów nie wywoła negatywnych skutków dla kraju, a także dla przyszłych badań nad wypadkami lotniczymi. Można się zatem spodziewać, że nigdy nie poznamy prawdy o tym, co zaszło na pokładzie rządowego samolotu, którym podróżował prezydent Polski. Również w grudniu na dożywotnie więzienie został skazany Ryszard Cyba – były członek Platformy Obywatelskiej który zamordował Marka Rosiaka z Prawa i Sprawiedliwości i poważnie ranił drugiego polityka tej partii. W Brukseli zaś 26 państw podpisało umowę zgodnie z którą Donald Tusk w imieniu Polski zobowiązał się, że NBP wpłaci do Międzynarodowego Funduszu Walutowego 75 miliardów złotych, żeby ratować przed bankructwem strefę euro – głównie Grecję i Włochy. 
Koniec roku to opublikowana lista leków refundowanych – zniknęły z niej lekarstwa na cukrzycę, astmę, przewlekłą chorobę płuc i schizofrenię. Dla wielu chorych oznacza to wyrok. Protestują lekarze i farmaceuci. Rząd jak zawsze – milczy.
( oprac. Aldona Zaorska)